niedziela, 31 lipca 2016

Rozdział 91

Kiedy tylko zaczął się koncert i kiedy go zobaczyłam, moje serce znowu mocno zabiło...
Był taki piękny, nie zobaczył mnie na początku, w sumie mi ulżyło. Nie wiedziałam jak on może zareagować... I tak jak myślałam zobaczył mnie. Śpiewał swoją piosenkę i zaniemówił. Muzyka dalej leciała a Leon stał jak wryty i patrzył na mnie a ja na niego... Po chwili ocknął się i zaczął śpiewać. Skończył piosenkę i szybko pobiegł do swojej garderoby...



OCZAMI LEONA
Co ona tutaj robi?! jak tylko ją zobaczyłem nie mogłem nic powiedzieć i nic zaśpiewać... Musiałem skończyć koncert nie dam rady śpiewać gdy wiem że ona tam jest... Dalej ją bardzo kocham... Ale nie mogę do niej wrócić ... Muszę udawać że jestem z tamta dziewczyną... Nie kochałem jej.. Żadna dziewczyna nie mogła mi zastąpić Violi... tylko ona wiedziała czego mi potrzeba, bardzo mi jej brakuje... Odblokowałem telefon i popatrzyłem na moją tapet, nie zmieniłem jej od kąt wyjechałem... Bardzo ja kocham... Ale nie 
mogę wrócić... Nagle ktoś zapukał do drzwi garderoby i wszedł zamykając je na klucz. Odwróciłem się i zobaczyłem tam ją. Moją ukochana Violę. bez zastanowienia przytuliłem ją bardzo mocno. Poczułem tylko jak się we mnie wtula. 
L: Viola, co ty tu robisz? 
V: Chciałam Cię zobaczyć, tęsknię za Tobą i to bardzo. Ale wiem że tutaj masz swoje nowe życie. 
L: Wiesz ze zawsze będziesz moim całym światem tak? 
V: Pożegnajmy się chociaż tak jak powinniśmy 
L: Co masz na myśli? - Viola już nic nie powiedziała tylko zaczęła mnie namiętnie całować i powoli mnie rozbierać, więc już wiedziałem czego chce. Zacząłem i ja ją rozbierać, starałem się być delikatny ale później byłem już inny, chciałem żeby Viola zapamiętała mnie jak najlepiej. Było cudownie, brakowało mi jej tej jej delikatnego ciałka, jej uśmiechu.


OCZAMI VIOLETTY

Nie byłam pewna czy dobrze zrobiłam ale brakowało mi tego wiedziałam że już tego nie będę przeżywać... Chciałabym już tak zawsze ale Leon, ale wiem że to dla Leona duża szansa żeby rozkręcić karierę i być słanym, zasługuje na to. Po jakiejś godzinie ubraliśmy się i jeszcze rozmawialiśmy o nas... 
L: Wiesz że musimy dawać że nic się nie stało?
V: Wiem.. Chcę Cię dobrze zapamiętać
L: Lepiej nie kontaktujmy się już ze sobą, tak będzie prościej i to o wiele prościej 
V: Dobrze, może i masz racje, ale w moim sercu zawsze będzie dla Ciebie miejsce. - pocałowałam go jeszcze i opuściłam jego garderobę, postanowiłam wrócić wcześniej do domu, reszta zostaje jeszcze do końca tygodnia. Wsiadając do samolotu miałam dziwne przeczucie. Później zasnęłam i w zasadzie nic nie pamiętam.

piątek, 29 lipca 2016

Rozdział 90

*Tydzień później*
Cały tydzień był dla mnie ponury... Siedziałam sama w domu nie rozmawiając z nikim, czułam się tak jak kiedyś, zanim przyjechałam do BA. Miałam ochotę zadzwonić do Fran i wygadać się ale Fran wyleciała już do Madrytu... Chciałabym żeby było tak jak dawniej... Postanowiłam że wyjdę dziś z domu, poszłam w stronę parku i usiadłam na tej szczególnej ławce. Zaczęłam sobie przypominając wszystko. Zrozumiałam że nikogo już nie mam. Nagle dostałam wiadomość z jakimś linkiem: po odsłuchaniu tego miałam łzy w oczach... Strasznie za nim tęskniłam chciałam teraz się do niego przytulić. Postanowiłam więc zadzwonić do Ludmi.
Lu: Viola to ty wreszcie dzwonisz. Stęskniłam się za tobą.
V: Ja też. Dzwonię do ciebie z pytaniem.
Lu: Słucham cię 
V: Czy mogłabym do was dziś wpaść do was?
Lu: No jasne Viola tylko czekałam aż sie zapytasz.
V: Dziękuje Ludmi uwielbiam cie.
Rozłączyłam się i od razu poszłam w stronę domu Fede i Ludmi. Po drodze wpadłam jeszcze do cukierni po jakieś ciastka. Po 10 minutach byłam już u nich w salonie. Ludmiła wypytywała się czy u mnie się coś zmieniło. opowiedziałam jej wszystko co i jak. Pokazałam filmik który dostałam od nieznanego nadawcy. Ludmiła mnie przytuliła i zaproponowała że polecimy do Nowego Yorku. Popatrzyłam się na nią i stwierdziłam że to nie ma sensu, Leon nie chce ze mną być... Ale po godzinie przekonywania zgodziłam się, miałyśmy lecieć za dwa dni. Postanowiłyśmy również zadzwonić do wszystkich i zaproponować żeby polecieli z nami. Ku mojemu zdziwieniu wszyscy się zgodzili. Byłam zadowolona z tego powodu. Cieszyłam się że znowu zrobimy coś razem. Nie mogłam juz się doczekać aż polecimy. Zobaczę wreszcie mojego kochanego. Szkoda tylko że już z nim nie jestem, przynajmniej możemy się przyjaźnić... Będzie i brakowało jego ust i wspólnie spędzanych nocy... Ale cóż pora się oswoić z tą sytuacją...
*Dzień wylotu*
Dziś już lecimy, nie mogę się doczekać, umówiliśmy się że wszyscy spotkamy się na lotnisku w Nowym Yorku. Za parę minut miałam lądować. Nie mogłam się doczekać aż przytulę się do Leona i do reszty znajomych... Wreszcie wylądowaliśmy, bez zastanowienia kiedy tylko zobaczyłam naszych znajomych przytuliła się do nich. Gdy wyszliśmy z lotniska zobaczyłam wielki bilbord z podpisem "Nowa najgorętsza para Nowego Yorku". załamałam się... gdy tylko spojrzałam na zdjęcie...
Wiedziałam że to był zły pomysł żeby tu przylatywać. Rozpłakałam się i przytuliłam się do Fede... Wszyscy mnie pocieszali i mówili że to może być tylko tania reklama. Nie wierzyłam im... Leon zerwał ze mną bo wiedział że będę mu stałą na drodze do innych dziewczyn...Niestety musieliśmy iść na koncert Leona... Nie chciałam za bardzo go widzieć no ale cóż...Postanowiłam że jednak pójdę, przecież po to tu przyleciałam... Później chce z nim pogadać...

czwartek, 28 lipca 2016

Rozdział 89

Obudziłam się dość wcześnie. Zeszłam do kuchni, zobaczyłam na stole leżała biała różka z doczepioną karteczką, "Violuś kochanie przepraszam za wczoraj, spotkajmy sie dziś przed zajęciami na naszej ławce" Ucieszyłam się że zrozumiał że źle zrobił. Przypomniałam sobie że dziś jest ostatni dzień zajęć jutro kończymy szkołę. Będzie mi strasznie tego wszystkiego brakować. Ubrałam się zjadłam coś na szybko i poszłam do parku na tą szczególną ławkę. Leon już tam siedział, podeszłam do niego i przywitałam całusem w policzek. Nie miał zadowolonej miny...
V: Leon co się dzieje?
L: Nic takiego, poprostu wczoraj cię zaniedbałem i żałuję, ale wiesz nie widziałem się z Jackiem 10 lat.
V: Ale ja to rozumiem, i wiem że nie o to ci chodzi.. Mów co się stało.
L: Viola chodzi o to że Jack nie przyjechał mnie tu odwiedzić, jego ojciec jest producentem muzycznym w Nowym Yorku, Jack powiedział że mam z nm tam lecieć i podpisać kontrakt. A to znaczy że już tu nie wrócę.
V: I co chcesz zrobić? Polecisz tam?
L: Viola to jest dla mnie niepowtarzalna szansa. Jeśli teraz zrezygnuję to moge już nic nie osiągnąć.
V: Rozumiem, wiesz ja będę cię wspierać choćby nie wiem co. Pamiętaj o tym.
L: Violuś nie rozumiesz jednego
V: Czego?
L: Violuś to już koniec...
V: Nie rozumiem... Co ty chcesz powiedzieć?
L: Jutro po zakończeniu roku w studio wylatuje, i musze ci to teraz powiedzieć, wolę teraz niż przez telefon..
V: Więc mów wreszcie o co ci chodzi!
L: Violetta z nam koniec, tak będzie najlepiej..
V: Ale Leon przecież jesteśmy zaręczeni...
L: No juz nie.. Właśnie je zrywam.. Już nie jesteśmy razem. Do widzenia...
Co? To nie może być prawda.. On, mój ukochany właśnie zostawił mnie dla kariery... No cóż nie mam zamiaru iść dziś do studia.. Zabiorę swoje rzeczy jutro.. Nie chce tam dziś wracać, poszłam do domu zamknęłam się w pokoju i płakałam... Nie chciałam w ten sposób go tracić. nagle zadzwonił mój telefon. To była Fran. opowiedziałam jej co się stało, ona natychmiast do mnie przybiegła, cieszyłam się że mam przynajmniej ją...
*Następny dzień*
Dziś koniec studia, będę tęsknic za tym miejscem... Weszłam do środka razem z Cami i Naty, postanowiłam że poszukam  Fran. Kiedy ją znalazłam przez przypadek podsłuchałam jej rozmowę z Diego
F: Diego nie możemy jej teraz powiedzieć, Leon dopiero z nią zerwał, ona się załamie...
D: A kiedy jej chcesz to powiedzieć? Jak juz będzie po fakcie? Zadzwoni do ciebie żeby sie gdzieś z tobą spotkać a ty powiesz jej przepraszam Viola ale mieszkam teraz w Madrycie?
F: No tak Diego masz racje.. ale ja nie chce jej skrzywdzić..
V: Już to zrobiłaś, dlaczego mi nie powiedziałaś... Własna przyjaciółka mnie okłamuje..
F: Viola to nie tak proszę cię zostań
D: Fran zostaw ją... ona musi pobyć chwilę sama...
F: To wszystko moja wina...
Kiedy usłyszałam to wszystko nie mogłam w to uwierzyć... Wszyscy mnie zostawiali.. Ludmi i Fede za tydzień wyprowadzają się do swojego domu, Cami i Brodway lecą na miesiąc do rodziny Brodwaya... Fran i Diego będą mieszkać w Madrycie, Maxi i Naty jadą na wakacje, Leon wyjeżdża... Zostałam sama, jedynie został mi Alex.. Ale on pewnie będzie zajęty Gery... Więc wakacje spędze samotnie.. I resztę życia również...

niedziela, 24 lipca 2016

Rozdział 88

*Miesiąc później*
Angie pozbierała się już po stracie dziecka i wszystko jest tak jak dawniej. Cieszę sie, że mogę być z nimi. Olga przygotowała dziś pyszne śniadanie, zjedliśmy je w smiechu i poszłam do studia. Juz za niedługo koniec tego dobrego. Studio to bedzie juz przeszłość, bede za nim bardzo tęsknić. Byłam juz spóźniona więc szłam szybciej. Nagle przez przypadek w kogoś weszłam. Popatrzyłam się do góry, był to wysoki dość przystojny chłopak, uśmiechnął się do mnie a ja do niego nie wiem nawet dlaczego to zrobiłam.
V: Cześć jestem Violetta. A ty jak masz na imię?
J: Cześć ja jestem Jack, miło mi cię poznać.
V: Przepraszam że na ciebie wpadłam śpieszę się.
J: Gdzie ci tak śpieszno? Jeśli mogę wiedziec
V: Do studia, jestem mega spóźniona już, także wybacz ale muszę już lecieć.
J: Do studia? Mój kuzyn tam się uczy, czy mogę iść z toba?
V: Oczywiście
Całą drogę przegadaliśmy, dowiedziałam się że Jack trochę tańczy i gra na gitarze. Śmialiśmy się tak jakbyśmy się znali całe życie. Kiedy dotarliśmy do studia wybiegł do mnie Leon.
L: Gdzie ty byłaś? Martwiłem się
V: Spokojnie Leon poprostu zaspałam
J: Leon? Leon Verdas?
L: Tak o co chodzi? Kim ty jesteś?
J: Nie poznajesz mnie? To ja Jack, twój ulubiony kuzyn.
L: Jack? Chłopie tyle lat, zmieniłeś się. Co u ciebie?
i w tym momencie Leon zabrał Jacka i poszli a ja stałam sama, nie wierzyłam, wybrał kuzyna a mnie kompletnie olał. No ale nie widzieli się tyle lat więc wybaczam. Weszłam do środka i podeszłam do Fran.
V:Hej Fran. Jak się czujesz?
F: O hej Viola, a dobrze trochę mnie mdli ale jest okej. Jakoś przeżyje
V: No to super. Tak się cieszę, mam nadzieje że będe chrzestna.
F: no oczywiście a Leon będze chrzestnym
Uśmiechnełyśmy sie i poszłyśmy na lekcje. Cały dzień zlecial szybko i bardzo miło,  tylko że Leon cały czas był ze swoim kuzynem, nawet nie napisął mi esemesa że idzie wczośniej ze studia, czekałam na niego jak głupia godzinę. Przez resztę wieczoru siedziałam sama, tata i Angie poszli na kolacje, Olga i Ramallo też...

sobota, 23 lipca 2016

Rozdział 87

Dzisiaj impreza, nie mogę się doczekać. Angie wróciła i tak sie cieszę bo wygląda o wiele lepiej. Za chwile miał przyjść Leon i pomóc mi z jakimiś przekąskami. Ale zamiast jego przyszły dziewczyny. Po 30 minutach wszystko było gotowe, czekałyśmy tylko na gości. Po jakiejś godzinie wszyscy przyszli. Leon oczywiście przyszedł ostatni.
V: Mogę wiedzieć gdzie ty byłeś?!
L: Musiałem zawieść tatę na lotnisko.
V: Yhym... No dobra wierzę ci. Wchodź Fran chce coś powiedzieć.
Podeszliśmy i słuchaliśmy Fran.
F: Z racji tego że jesteśmy tu wszyscy che wam coś powiedzieć. Diego nawet sam nie wie więc może już powiem. Jetem w ciąży.
D: Franuś naprawdę? Jejku jak ja cie kocham!
Zdziwiło mnie to i uśmiech znikł z mojej twarzy. Leon to zobaczył i przytulił mnie na pocieszenie. Uśmiechnęłam się i pogratulowałam Fran i Diego. Potem dobrze się bawiliśmy, śpiewaliśmy, tańczyliśmy graliśmy w różne gry. Postanowiliśmy opić to że Fran jest w ciąży. Nie powiem w sumie chciałabym sama być w ciąży, ale z drugiej strony dobrze się stało. Co bym powiedziała tacie? Przestałam się martwić i bawiłam się dalej. Po dwóch godzinach wszyscy poszli spać.
*Następny dzień*
Obudziłam się z lekkim bólem głowy. Obok mnie nie było Leona, postanowiłam że go poszukam. Znalazłam go, rozmawiał przez telefon. Podsłuchałam jego rozmowę, nie wie czy dobrze ale od pewnego czasu jest trochę dziwny. Usłyszałam jak mówił o jakiejś kobiecie, martwił się o nią. Nie rozumiałam kompletnie nic. Kiedy skończył rozmowę podeszłam do niego.
V: Leon co się stało? Jesteś jakiś dziwny.
L: Violetta nic się nie stało.
V: Przecież widzę jak jesteś zdenerwowany mówisz do mnie Violetta a nie Violuś...
L: Dobrze przepraszam, chodzi o to że moja mama ma raka, dowiedziałem się jakiś tydzień temu. Mój tata do niej jeździ dlatego tak często zawożę go na lotnisko.
V: Leon czemu nie powiedziałeś mi tego odrazu?
L: Sam nie wiem... Nie chciałem cie martwić...
Po tym przytuliłam go bardzo mocno i pocałowałam w policzek, zeszliśmy na dół, śniadanie było juz gotowe. Przywitałam się z Angie i tatą po czy usiadłam do stołu. Wszystko było pyszne. Po godzinie postanowiłam z Leonem że pójdziemy do parku.

piątek, 8 lipca 2016

Rozdział 86

*Miesiąc później*
Jutro Angie wraca do domu, nie mogę się już doczekać. Prawie juz zapomniałam o tym co się stało miesiąc temu, tacie też nie powiedziałam prawdy. NIe chciałam do tego wracać. Postanowiłam że dziś spędzę cały dzień z tatą. Weszłam do jego gabinetu i kiedy mnie zobaczył to tylko się uśmiechnął.
V: Hej tato. Co ty na to żebyśmy spędzili dzień razem?
H: Co ja na to? Tylko czekałem aż to zaproponujesz. To gdzie masz ochotę pójść?
V: Poszłabym do parku na watę cukrową tak jak kiedyś, pamiętasz?
H: Jakbym mógł zapomnieć? Jesteś moją najukochańszą córeczką i nigdy nie zapomnę naszych wspólnie spędzonych chwil po śmierci mamy.
V: To miłe co mówisz. To co idziemy?
H: Oczywiście.
No i poszliśmy wreszcie do parku, zjedliśmy watę cukrową, potem poszliśmy na plac zabawa na który tata zabierał mnie jak byłam mała. Opowiedział mi też dużo śmiesznych historii. Po chwili w oddali zobaczyłam Cami i Fran, chyba się kłóciły.. Ciekawe o co znowu poszło...
CAMILLA
Szłam z Fran na zakupy i nagle zaczęła na mnie krzyczeć bez powody. Zapytałam o co chodzi to jeszcze bardziej zaczęła krzyczeć.
C: Francesca moge wiedzieć o co ci chodzi?!
F: Mi o nic nie chodzi to tobie o coś chodzi.
C: Fran ale to ty zaczęłaś krzyczeć na mnie bez powodu...
F: No bo wogóle mnie nie słuchasz! I patrzysz tylko na te wystawy w sklepach
C: Fran właśnie dlatego idzie się na zakupy, żeby oglądać wystawy..
F: Dobra może i troszeczkę przesadziłam..
C: Troszeczkę?! Fran rozdarłaś się na mnie o nic.
F: Tak.. Wiem...
C: A mogę wiedzieć czemu?
F: No bo widzisz Cami ja i Diego staraliśmy się o dziecko.. No i tak wyszło że..
C: Że co?
F: No że nam się udało. Jestem w ciąży.
C: Jejku ale super! Urządzimy wspaniałe przyjęcie na twoją cześć. A jak Diego? cieszy sie?
F: No jeszcze mu nie powiedziałam...
C: Jak to?! Fran a kiedy zamierzasz to zrobić?
F: Może na imprezie u Violi? Wtedy wszyscy będą.
C: Świetny pomysł.

wtorek, 5 lipca 2016

Rozdział 85

Obudziłam się o 7.30 trochę zaspałam ale wystarczyło mi czasu żeby się przygotować. Niestety kiedy wychodziłam z domu była 7.50 miałam tylko 10 minut żeby dotrzeć do studia. Kiedy już prawie dotarłam zaczął mnie strasznie boleć brzuch. Stanęłam na chwilę i oparłam się o coś. W oddali zobaczyłam znajomą mi sylwetkę. To Ludmiła, chciałam do niej podejść ale nie mogłam. I chyba zemdlałam...
LUDMIŁA
Idę sobie parkiem ponieważ miałam dopiero na 9.30 do studia. Nagle zobaczyłam Violettę przy schodach, opierała się o lampę i trzymała za brzuch. Postanowiłam że do niej pójdę. Nie przewidziałam tylko tego że może zemdleć... A skoro zemdlała to spadła ze schodów.
Lu: Violetta!!!
Krzyczałam ale to nic nie dawało. Zobaczyłam nagle krew, szybko zadzwoniłam po pogotowie. Przyjechali natychmiast. Zabrali ją do szpitala, ja zawiadomiłam Leona i Hermana. Leon szybko zjawił się w szpitalu, pana Hermana nie było ponieważ wyjechał na tydzień więc poprosił żebym zajęła się Violą. Zgodziłam się.
L: Ludmiła co z Violą?
Lu: Nie wiem nic, na razie lekarz ją bada.
Po jakiś 10 minutach wyszedł lekarz.
Lek.: Cóż z panią Violettą już wszystko w porządku, ale przykro mi ponieważ pani Violetta poroniła..
L: Co?!
Lek.: To co pan słyszy, pani Violetta była w 3 tygodniu ciąży. Proszę do niej iść.
VIOLETTA
 To co powiedział mi lekarz wytrąciło mnie z równowagi... Jak to byłam w ciąży? I nic nie zauważyłam ... Po chwili do sali wszedł Leon.
L: Viola jak się czujesz? Lekarz mi wszystko powiedział.
V: Leon jak to możliwe że nic nie zauważyłam?
L: Byłaś zajęta Angie.... Chciałaś z nią spędzić dużo czasu..
V: Masz racje... Ale może to lepiej że teraz nie będzie dziecka..
L: Chodzi ci o tatę?
V: Tak.. Co ja bym mu powiedziała?
L: Dobrze nie rozmawiajmy o tym. Wracajmy do domu.
V: Dobrze.
Po 20 minutach byłam w domu. NIe mogłam dalej uwierzyć w to co się stało. No ale cóż było, minęło... Leon został jeszcze ze mną dwie godziny i pojechał do domu, a ja poszłam się wykąpać i spać.

niedziela, 3 lipca 2016

Rozdział 84

*Dwa tygodnie później*
Angie wczoraj pojechała do sanatorium, całkiem dobrze zniosła stratę dziecka. Przez ten czas całkiem zapominałam o Leonie. Cały swój czas spędziłam z Angie. Nie chciałam zostawiać jej samej Leon to chyba zrozumie. Tata pozwolił mi zorganizować małą imprezę i zaprosić znajomych.
H: Violetta tylko pamiętaj bez szaleństw, mnie i Ramallo nie będzie.
V: Tato czy ja kiedykolwiek zrobiłam coś głupiego?
H: No raczej nie.
V: Więc nie musisz mnie pouczać.
Zaśmialiśmy się a ja wzięłam telefon do ręki i zadzwoniłam do wszystkich. Został tylko Leon. Postanowiłam że do niego pójdę. Byłam pod jego domem po 20 minutach. Zapukałam do drzwi, otworzył mi jego tata.
P.V: Violetta, witaj, dawno cię nie widziałem.
V: Dzień dobry, tak jakoś wyszło. Jest Leon?
P.V: Jest u siebie.
V: Dziękuje.
Poszłam w stronę pokoju Leona, zobaczyłam że śpi. Postanowiłam że go obudzę. Powoli położyłam się koło niego i szepnęłam mu do ucha
-Leoś, kotuś wstajemy.
L: Nie jeszcze 5 minut mamo.
V: Leon!
L: O Viola to ty.
V: Tylko tyle powiesz?
L: No bo jestem zaskoczony, długo się nie odzywałaś, nie odbierałaś telefonu.
V: Wiem, przepraszam. Chciałam tylko spędzić trochę czasu z Angie zanim wyjedzie.
L: Rozumiem, też bym tak zrobił.
V: Cieszę się że rozumiesz i nie jesteś na mnie zły.
L: Jakbym mógł być na ciebie zły? Na kogoś kogo tak kocham? Nie ma opcji.
Wtedy przysunął się do mnie i musnął moje usta. Uśmiechnął się i poszliśmy na spacer. Chodziliśmy po parku i rozmawialiśmy. Usiedliśmy na ławce i zaczęłam kolejną rozmowę.
V: Leon. Chcesz mieć kiedyś dzieci?
L: A skąd to pytanie? Pewnie że chce nawet zaraz.
V: Leon! Nie zaraz bo ja na razie nie chce, chce się skupić na karierze. Pzynajmniej przez parę lat.
L: Rozumiem, ale przecież mówiłaś że studio będzie twoje.
V: Tak ale dopiero kiedy urodzi się dziecko, a widzisz żeby tu jakieś było?
L: Przepraszam. Nie powinienem poruszać tego tematu...
V: NIe to ja przepraszam nie powinnam się tak unosić.
Leon się tylko uśmiechnął i wróciliśmy do domu bo robiło się trochę późno. Z tego wszystkiego odwołałam imprezę bo nie miałam na nic ochoty.

piątek, 1 lipca 2016

Rozdział 83

Kiedy trochę sie ogarnęłam weszłam do sali gdzie leżała Angie. Miała łzy w oczach, kiedy mnie zobaczyła ucieszyła sie na mój widok.
A: Viola, jesteś.
V: Jak by mnie mogło nie być?
A: I jak randka sie udała?
V: Tak było super. A powiedz jak się czujesz
A: Wiesz ciężko mi się z tym pogodzić..
V: Wiem, jeśli by mi się to przydarzyło to nie wiem co bym zrobiła. Nie wiem czy byłabym taka silna jak ty.
A: Wiesz co zdecydowałam z tatą, że pojadę do sanatorium, żeby nabrać sił i nie załamać sie.
V: Dobrze, jeśli tego chcesz to ja będe cię w tym wspierać.
A: Dziękuje, a teraz leć do Leona wiem że tam jest. Widać że bardzo cię kocha bo inaczej by go tu nie było.
V: Tak wiem Angie. Do zobaczenia w domu.
Dałam jej buziaka w policzek i wyszłam. Uśmiechnęłam sie do Leona, on mnie przytulił i powiedział że odwiezie mnie do domu. Zgodziłam się. Po 20 minutach byliśmy już pod moim domem. Zaprosiłam Leona bo nie chciałam być sama. Otworzyłam drzwi a tam co? Ubrania porozwalane po całym salonie.
V: Co jest?!
L: Viola t nie jest przypadkiem Ludmiły?
V: Tak. O boże znowu przychodzę w nie odpowiednim momencie.
Złapałam Leona za rękę i szybko pobiegliśmy do mojego pokoju po drodze zbierając ubrania. Chwilę jeszcze rozmawialiśmy o dzisiejszej sytuacji. ale Leon mnie pocieszył i Angie w sumie tez się dobrze trzyma wiec nie będę sie zamartwiać. Tylko szkoda że nie będę mieć rodzeństwa. Ale może jeszcze kiedyś spełni sie moje marzenie o byciu starszą siostrą.
L: Viola, nad czym tak myślisz?
V: Nad niczym ważnym.
L: Na pewno?
V: Tak, na pewno. To co robimy?
L: Może by tak pobawić się w Ludmiłę i Federico?
V: Leon! No coś ty. Oszalałeś?! W każdej chwili mój tata może wrócić z Angie.
L: No to może pójdziemy do mnie?
V: Leon!
L: No co?
V: Wystarczy ci może co z resztą ja nie mam ochoty.
L: Dobra to idę..
V: To idź
L: Naprawdę mam iść?
V: Przecież wiem że tego nie zrobisz.
L: Skąd ta pewność?
V: A no stąd że mnie kochasz i nie masz wcale chęci mnie zostawić i wiem że chcesz mnie zdenerwować, żebym zaczęła krzyczeć i żebyś mnie mógł pocałować.
L: Jak ty mnie znasz...
Po tym podszedł do mnie obiął mnie w tali, przysunął do siebie i złączył nasze usta w delikatnym ale bardzo namiętnym pocałunku.

czwartek, 19 maja 2016

Rozdział 82

W szpital byłam po 30 minutach. Kiedy tylko zobaczyłam tatę podbiegłam do niego.
V: Tato Olga mi wszystko powiedziała, dlaczego nie zadzwoniłeś?
H: Nie chciałem cię martwić...
V: Ale tato przecież Angie jest dla mnie jak mama. Powiedz mi lepiej co z nią.
H: Angie wczoraj się bardzo źle czuła... Przywiozłem ją tu od razu jak straciła przytomność.
V: Tato to juz wiem... Co teraz z nią? I co z dzieckiem?
H: Widzisz Violu... Jeszcze nic nie wiadomo...
V: Jak to?
H: No bo zrobili cesarskie cięcie, Angie czuje się już dobrze ale z dzieckiem podobno nie jest zbyt dobrze... Nie jest jeszcze do końca rozwinięte, w końcu to dopiero 7 miesiąc.
Po tych słowach przeraziłam sie. Siadłam na krześle i czekałam z tatą na lekarza. Nawet nie zauważyłam że ktoś do mnie dzwoni, dopiero tata mi to uświadomił. Odebrałam. To Leon.
L: Viola co jest dzwonie i dzwonie co się stało?
V: NIc Leon wszystko w porządku...
L: Viola przecież słyszę że coś jest nie tak. Gdzie jesteś?
V: Jak ty mnie znasz... W szpitalu. Angie wczoraj się źle poczuła i zrobili cesarkę, z Angie wszystko dobrze, ale nie można tego powiedzieć o dziecku...
L: Violuś zaraz tam będę.
V: Dziękuje ale wiesz że nie musisz.
L: Wiem ale cie kocham i cie nie zostawię w ciężkiej sytuacji, wiem jak Angie jest dla ciebie ważna. Zaraz jestem papa kocham cie.
V: Ja tez cie kocham.
Miło mi się zrobiło kiedy Leon powiedział że zaraz będzie żeby mnie wspierać. Po chwili przyszedł lekarz. Nie miał dobrych wiadomości...
H: Panie doktorze co się dzieje?
Lek.: Niestety nie mam dobrych wieści...
I w tym momencie przyszedł Leon obiął mnie od tylu i słuchaliśmy dalej lekarza...
Lek: Z pańska żoną jest wszystko w porządku, ale myślę że teraz będzie jej potrzebna bliskość.
H: Dlaczego co się dzieje?
Lek.: Niestety dziecko było jeszcze za słabe. Zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy ale to i tak nic nie dało... Przykro mi. Proszę teraz być przy żonie.
Po tym zaczęłam płakać, Leon mnie mocno do siebie przytulił a ja płakałam w jego umięśniony tors. Tata poszedł do Angie. Leon próbował mnie uspokoić, nie bardzo mu to wychodziło bo nie chciałam go słuchać...
L: Viola lepiej idź do Angie w lepszym stanie. Niech cie takiej nie widzi. Idź ją wspieraj a nie załamuj się.
V: Tak, Masz racje. Dziękuje ci. 

sobota, 14 maja 2016

Rozdział 81

Przygotowywałam się na randkę z Leonem. Do mojego pokoju weszła Angie.
A: Hej Violu i jak? Gotowa?
V: Myślę że tak. Dobrze wyglądam?
A: Wyglądasz ślicznie.
V: A ty? Jak się czujesz?
A: O dziwo dobrze. Nie mogę się już doczekać aż będzie razem z nami.
V: Ja też. Bora muszę lecieć bo Leon pewnie już czeka.
A: A powiedz mi jeszcze jedno.
V: Co?
A: Wracasz na noc?
V: Yyy nie wiem...
A: Jak co to powiem tacie że poszłaś do Fran
V: Dziękuje ci. Kocham cię papa.
A: Ja tez cię kocham. Baw sie dobrze!
Wyszłam z domu i od razu zobaczyłam samochód Leona. Wsiadłam do niego i pojechaliśmy do restauracji. Było wspaniale, jedzenie przepyszne. W końcu Leon powiedział że zarezerwował nam pokój w hotelu. Uśmiechnęłam się i zaczęłam mówić
-A jesteś pewien że chcę zostać?
L: Jesteś mi to winna.
V: Aha no tak zapomniałam. Wybaczysz mi?
L:  Jeśli się postarasz to oczywiście.
V: A ty tylko o jednym.
Po zjedzonej kolacji poszliśmy do pokoju. Od samego wejścia Leon zaczął mnie całować bardzo namiętnie. Zamknął drzwi na klucz i zaczął rozpinać moją koszulę, j nie pozostawałam mu dłużna, zrobiłam to samo i w tym samym momencie zrzuciliśmy z sienie koszule. Później Leon ściągnął spodnie a ja swoją spódniczkę. Poszliśmy pod prysznic, było cudownie.Potem przenieśliśmy się na łóżko. Kochaliśmy się dobre 3 godziny. Było świetnie.
*Następny dzień*
Obudziłam się o 9.30. Leon już nie spał i kiedy tylko zobaczył, że otworzyłam oczy uśmiechną sie i pocałował lekko moje usta na powitanie. Po 30 minutach poszłam się ubrać i Leon odwiózł mnie do domu. Weszłam do środka i nagle Olga cała z płaczem sie do mnie przytuliła.
V: Olga co się stało? Czemu płaczesz? Gdzie są wszyscy?
O: Wczoraj panienka Angie źle się czuła, strasznie wymiotowała i straciła przytomność i od wczoraj nie dostałam żadnego telefonu co się dzieje.
Kiedy Olga mi to powiedziała załamałam sie... Ja się dobrze bawiłam, a tu się tyle stało. Postanowiłam że pojadę do szpitala.  

poniedziałek, 9 maja 2016

Rozdział 80

Po skończonej lekcji kompletnie zapomniałam że obiecałam coś Leonowi. Poszłam z dziewczynami do sali ze sceną. Zaczęłyśmy rozmawiać.
N: Jejku jeszcze dwa tygodnie i skończymy naszą historię z tym miejscem.
C: Nie moge w to uwierzyć. Jeszcze pamiętam jak dopiero zaczynałam się tu uczyć, poznałam wtedy Fran. Jejku było tak pięknie.
F: Tak. Będzie mi tego brakować...
V: A chciałybyście tu zostac?
N: No to chyba oczywiste ale przecież to nie mozliwe..
V: Możliwe. Mój tata kiedy urodzi się dziecko przepisuje studio mi więc zagramy pare koncertów i będziecie mogły tu wrócić i zacząć uczyć.
F: Naprawdę?!
V: Tak naprawdę
Dziewczyny strasznie się ucieszyły i mocno mnie przytuliły. Po chwili usłyszałam jak ktoś kaszlnął. Podniosłam głowę i zobaczyłam Leona. Wtedy sobie przypomniałam obietnicę jaką mu dalam.
V: Aj Leon przepraszam, kompletnie zapomniałam.. Wybacz..
L: Nie wybaczę ci... Musisz się bardzo postarać żebym wybaczył.
Popatrzył na mnie z chytrym uśmieszkiem. Wiedziałąm o co mu chodziło
V: No chyba cię coś boli!Czemu nie przyszedłem po mnie jak skończyłam lekcjie żeby mi przypomnieć?!
L: Aha czyli to moja wina?!
V: No a nie?!
L: Dobra wiesz co nie chce mi się z tobą gadać. Jak się uspokoisz to zadzwoń.
V: A jak nie zadzwonię?!
L: To sobie znajdę jakąś inną!
Momentalnie mnie zatkało... Do oczu napłynęły mi łzy... Popatrzyłam jeszcze na Leona i wyszłam  stamtąd i poszłam w kierunku swojego domu powstrzymując się od płaczu. Po chwili usłyszałam głoś Fran i Cami. Podbiegły do mnie i mocno przytuliły. Powiedziały że mam przestać się przejmować że Leon poprostu się zdenerwował. Wiedziałam ale i tak to zabolało. Podziękowałam dziewczyną i poszłam do domu. Od razu udałam się do mojego pokoju. Zdziwiłam się że drzwi były zamknięte. Otworzyłam je, a w środku były tylko białe róże. Moje ulubione. Zza szafy wyszedł Leon z jedną białą różą.
L: Violu przepraszam cię. Źle się czuje z tym co powiedziałem. Nie chciałem tego powiedzieć, to wszystko w nerwach.
V: Jejku sam to wszystko zrobiłeś?
L: Tak i zabieram cię dziś wieczorem na kolację.
V: A z jakiej to okazji?
L: A z takiej że dokładnie dzisiaj wypada nasza rocznica poznania się.
V: Jejku ty to pomiętasz?
L: Jakbym mógł zapomnieć pierwszy najwspanialszy dzień w moim życiu?
V: Kocham się.
L: Ja cię kocham bardziej.
Wtedy złożył na moich ustach namiętny pocałunek. Po oderwaniu się mocno się do niego przytuliłam.

wtorek, 3 maja 2016

Rozdział 79

*Pięć miesięcy później*
Przez te miesiące czas szybko mi upłynął. Dużo czasu spędzałam z Angie, ale nie zapominałam o Leone. Za dwa tygodnie kończyliśmy studio. Nie mogę uwierzyć że to już koniec.. Tata  niedawno powiedział mi że studio będzie należało do mnie. Cieszyłam się ponieważ zawsze chciałam zostać w miejscu które spełniło moje marzenia. O godzinie 8.50 wyszłam z domu. Szłam sobie powoli i postanowiłam że pójdę po Gery. Przez te oststnie 5 miesięcy chodziła do nas do studia, torche jej pomogłam w dostaniu się. Ciekawe czy będe tego żałować.. Widzie jak patrzy na Leona.
V: Gery cześć. Jak tam?
G: O hej Viola, a wszystko dobrze.
V: Widuje cię coraz częściej z Alexem. Czy coś po między wami jest?
G: Już sama nie wiem... Jest ktoś w kim się zakochałam, ale on na mnie nie spojrzy więc ... Z resztą nie mam pojecia..
V: W kim się zakochałaś?
G: Nie moge ci powiedzieć...
V: W Leonie prawda?
G: Tak.. Przepraszam Violi.. Widziałam go w parku jeszcze zanim do ciebie przyszłam i coś mnie tknęło, ale potem zrozumiałam że nie moge być z kimś kto jest zajęty..
V: Wiesz ja wiedziałam że coś do niego czujesz od samego początku..
G: I mimo to tyle mi pomogłaś?
V: Tak. I cieszę się że mi powiedziałaś prawde.
G: Nie mogłam tego przed tobą dłużej ukrywać.
Potem zmieniłyśmy temat i po 10 minutach byłyśmy w studio. Podeszłam od razu do Leona i dałam mu buziaka w policzek na przywitanie. Gery poszła do sali muzycznej skończyć piosenkę, a ja zostałam z Leonem i powiedziałam mu że Gery czuje coś do Alexa. Leon się bardzo ucieszył bo usłyszeniu tego.
V: No i co cię tak rozbawiło?
L: No bo jeśli uda mam się ich zeswatać to wreszcie nie nie będe o ciebie zazdrosny i będziesz tylko moją.
Po tym Leon mnie przytulił i zaczął zbliżać się do moich ust ale niestety mój tata musiał nam przerwać...
H: Hej a może by tak nie w miejscu publicznym?
V: Tato!
H: No dobrze dobrze przepraszam.
L: Viola twój tata ma rację.
V: Co?! I ty przeciwko mnie?
L: Nawet bym nie śmiał.
Uśmiechnął się, złapałą za ręke i poszliśmy do pomieszczenie z szafkami. Oparł mnie o ścianę i przybliżył się do mnie, był coraz bliżej i bliżej i wtedy zadzwonił dzwonek...
L: No poprostu nie wieże.
V: Sory kotek, do zobaczenia po lekcji.
Powiedziałam chytrym głosem i poszłam na lekcje. Leon stał przez chwilę jak wryty aż w końcu poszedł na zajęcia.

poniedziałek, 2 maja 2016

Rozdział 78

Nareszcie występ! Nie mogłam się tego doczekać. Było naprawdę super, przyszło dużo ludzi i wszystko wyszło znakomicie. Na koniec organizator serdecznie nam podziękował i wręczył mały upominek każdemu z nas. Potem pojechaliśmy do hotelu i mieliśmy 15 minut żeby się spakować. Ludmiła oczywiście zaczęła narzekać że nie zdąży ale jakoś jej sie udało. Po 30 minutach byliśmy już w samolocie. Mój tata i Angie też postanowili wrócić. W domu byliśmy po 6 godzinach. Weszłam do pokoju i od razu poszłam spać.
*Następny dzień*
Postanowiłam że nie pójdę dziś do studia. Ubrałam sobie szlafrok i poszam do kuchni coś zjeść, na wejściu powitała mnie Olga mocnym uściskiem. Podała mi kanapki i sok pomarańczowy. Zjadłam ze smakiem i usłyszałam dzwonek do drzwi, poszłam otworzyć. Za nimi stała jakaś kobieta i powiedziała że ona do mojego taty, zaprowadziłam ją do gabinety taty. Ciekawe kto to... Poszłam na górę i ogarnęłam się trochę i poszłam Do Ludmi.
V: Hej ja jak wyspałaś sie?
Lu: Hej Violu no pewnie że tak.
V: To co powiesz na zakupy?
Lu: Jak ty mnie znasz, idziemy będe gotowa za 5 minut.
V: Okej czekam na dole.
Jestem ciekawa czy faktycznie wyrobi się w 5 minut, ku mojemu zdziwieniu udało jej sie to. Szłyśmy chodnikiem i rozmawiałyśmy sobie o "naszym" nowym rodzeństwie, od pewnego czasu z Ludmiłą traktujemy się jak prawdziwe siostry. Weszłyśmy do pierwszego sklepu z ślicznymi ubraniami. Ludmiła oczywiście wykupiła prawie pół sklepu... Po paru godzinach byłyśmy już strasznie zmęczone więc zadzwoniłam po Ramallo ale powiedział że nie ma czasu bo razem z tatą rozmawiają z dekoratorką. Więc zadzwoniłam do Leona. Zgodził się żeby nas odwieźć do domu ale nie wiedział że musi aż tyle zawieźć. Jak zobaczył tyle siatek z zakupami to mu ręce opadły. Marudząc pomógł nam wnieść torby do auta i odwiózł nas do domu. Wypakowaliśmy siatki i podziękowałyśmy Leonowi. Kiedy miał już wychodzić mój tata poprosił go o pomoc. Razem z Ramallo i Federiciem pojechali do sklepu z meblami. Mojemu tacie strasznie odbiło na punkcie dziecka. Angie jest dopiero w trzecim miesiącu a on już kupuje meble. Ja z Ludmi i Olgą zaczęłyśmy sprzątać jeden z trzech pokoi gościnnych w którym będzie pokój dziecka. Angie przyniosła nam soki żeby uspokoić pragnie. Po 2 godzinach przyjechali chłopaki i zaczęli je skręcać. Wszystko zrobili w 3 godziny z przerwami. Potem tata zaprosił Leona na kolacje. Znowu siedzieliśmy wszyscy razem.
H: Violu.
V: Tak tato?
H: Może by Leon tu zamieszkał?
V: Co?
H: To co słyszysz.
V: Nie tato u mnie w pokoju jest za różowo.. Nie..
L: Nawet nie jesteśmy jeszcze gotowi żeby ze sobą mieszkać
H: No skoro tak mówicie.Ale pamiętajcie jak coś to możecie zawsze zmienić zdanie.
A: Herman nie męcz ich już.
H: NI dobrze kochanie.
Skończyliśmy jeść kolacje Ludmiła zaproponowała nam spacer po parku. Poszliśmy we czwórkę. Chodziliśmy uliczkami parku i rozmawialiśmy o różnych rzeczach. Ustaliliśmy też że ślub weźmiemy wszyscy razem bo wyjdzie taniej. Później poszliśmy do budki z watą cukrową. Po godzinie wróciliśmy do domu, Leon pożegnał sie ze mną, wsiadł do samochodu i pojechał do domu. A ja jeszcze weszłam do pokoju dziecka, aż sama bym chciała nieć takiego szkraba ale jeszcze za wcześnie na dzieci. Potem poszłam do łazienki wykąpałam się i poszłam spać.

sobota, 9 kwietnia 2016

Rozdział 77

Poszliśmy do pokoju który zarezerwowaliśmy sobie w jednym z hoteli. Weszliśmy do środka i ja od razu poszłam do łazienki wykąpać się. Po chwili poczułam czyjeś ręce na moim nagim ciele.
L: Spróbujemy czegoś nowego?
V: No jeśli tego chcesz.
Uśmiechnęłam się i zaczęliśmy się kochać pod prysznicem. Było nieziemsko... Jeszcze nigdy sie tak nie czułam. Potem przenieśliśmy się na łózko. Leon był taki delikatny, bardzo mi tego brakowało. Kochaliśmy się jeszcze przez pół godziny i zmęczeni opadliśmy na łóżko, przytuliliśmy się do siebie i poszliśmy śpać.
ANGIE
Obudziłam się dziś bardzo wcześnie i od razu pobiegłam do łazienki. Po chwili przyszedł Herman
H: Co się stało kochanie?
A: Nic takiego.. Musiałam się czymś zatruć...
H: Najwidoczniej wczoraj tyle zjadłaś..
A: No wiesz chciałam spróbować tutejszych dań ..
H: Wiem, wiem ale dziś już tyle nie jedź.
Powiedział i zaśmiał się, pocałował mnie jeszcze w policzek i poszedł do Violetty. A ja ubrałam się i znowu zwymiotowałam.. Wiedziałam czemu.. Jestem w ciąży ale nie moge jeszcze powiedzieć Hermanowi.. On na pewni nie chce tego dziecka..Z mojego myślenia wyrwało mnie trzaskanie drzwiami. Wyszłam z łazienki i zobaczyłam że to Herman.
A: Herman co się stało?
H: Nie ma jej rozumiesz?! Jego też nie ma!
A: Ale kogo? Herman co się dzieje?
H: Violetty i Leona..
A: No i co z tego Leon pewnie zabrał Viole na śniadanie.
H: Tak masz racje.. Wiem jestem za nerwowy.. Poprostu nie jestem chyba stworzony do dzieci..
A: No co ty mówisz Herman przecież wychowałeś Violettę i na pewno wychowasz jeszcze jakieś dziecko..
H: Angie może i masz racje ale ja nie dałbym rady .. Nie teraz.. To za wcześnie..
A: Chyba za późni..
H: Słucham?
A: Herman musze ci coś powiedzieć .. Bo ja ..
H: Tak Angie?
A: Jestem w ciąży...
H: Co? To, to super!
A: Ale przed chwilą mówiłes coś innego..
H: Może i tak ale nie wiedziałem że będę ojcem a teraz? Teraz to ja moge wszystko!
A: Herman uspokój się już. Chodźmy lepiej na śniadanie
H: Tak masz racje chodźmy.
VIOLETTA
Siedzieliśmy już na śniadaniu i czekaliśmy na mojego tatę. Po chwili wreszcie przyszli i ogłosili coś co mnie bardzo ucieszyło. Bede miała rodzeństwo! Wszyscy pogratulowaliśmy i pojechaliśmy na ostatnią przed występem próbę. 

poniedziałek, 28 marca 2016

Rozdział 76

FRANCESCA
Byłam razem z Diego na spacerze i nagle zobaczyłam Leona spacerującego i załamanego... Chyba wiedziałam co się stało, postanowiliśmy z Diego że do niego podejdziemy.
F: Hej Leon co jest? Czemu jesteś taki dziwny?
L: A po co mam mówić? To nie ma sensu...
F: Leon no co ty mówisz?
L: Jak to co.. Zostawiła mnie rozumiesz.. To koniec dla tego całego Kacpra..
D: Jak to dla Kacpra?
L: No normalnie..
D: Ale przecież Kacper to jej kuzyn, więc to raczej nie możliwe...
F: Diego zamknij się!
D: Dlaczego? To jakaś tajemnica?
L: Widocznie tak.. Violetta powiedział mi że to jej były... Fran wiedziałaś że to nie prawda?
F: No tak...
L: No nie super poprostu.. Okłamała mnie bo chciała się mnie pozbyć super..
F: Nie Leon to nie tak... Ona chciała sprawdzić czy ci na niej zależy ale ty powiedziałeś że masz ją gdzieś więc się załamała...
L: Ona się załamała?! To ja wyszedłem na głupka! I to co powiedziałem to było w nerwach bo ten cały Kacper mnie wkurzył...
I wtedy Leon jeszcze bardziej wściekły pobiegł przed siebie...
F: Diego on jest załamany.. Widziałam to w jego oczach..
D: Wiem Fran... Ale musisz przyznać że to trochę wina Violi.
F: No przecież wiem...
VIOLETTA
Przed chwilą dostałam telefon od Fran... Nie miałam pojęcia co robić. Postanowiłam że pójdę jednak do Leona.. Wiem to wszystko moja wina i zrozumiałam to ale chyba za późno. Rany co mnie podkusiło żeby tak go okłamać... Zapukałam do pokoju chłopaków, otworzył mi Fede.
V: Hej jest Leon?
Fe: Nie, nie ma go od dobrych 3 godzin. A to jest dziwne bo już jest dość późno...
V: A nie wiesz gdzie mógłby pójść?
Fe: Nie mam pojęcia Violu..
V: No cóż jak wróci to mi daj znać
Fe: Dobrze Violu.
Postanowiłam go poszukać. Chodziłam tak już godzinę. Bałam się coraz bardziej że on sb mógł coś zrobić i to wszystko byłaby  moja wina... Po paru minutach zobaczyłam bardzo znajomą sylwetkę. Wiedziałam że to Leon , podbiegłam do niego i mocno go przytuliłam... On nie odwzajemnił uścisku tylko odepchnął mnie lekko od siebie.
L: Dlaczego mnie okłamałaś?
V: Bo chciałam sprawdzić czy ci na mnie zależy..
L: Ile razy ci mówiłem że cię bardzo kocham i mi na tobie zależy.. Widocznie to było za mało skoro wolałaś mnie tak skrzywdzić...
V: Wiem Leon źle zrobiłam ale proszę wybacz mi...
L: Viola... Ja nie wiem czy potrafie...
V: Leon nie rób mi tego.. Nie zostawiaj mnie...
L: Ale to ty mnie zostawiłaś oddając pierścionek...
V: Ale tego nie chciałam.. Możesz mi go oddać? Za bardzo go kocham..
L: No prosze pierścionek nawet jest lepszy ode mnie..
V: Ale nie wiesz czemu go tak kocham..
L: No czemu?
V: Bo dostałam go od najprzystojniejszego i najukochańszego chłopaka na ziemi.
L: Oj no przestań.
V: Ale to prawda
Iwtedy Leon się wreszcie uśmiechnął i przyciągnął mnie do siebie i namiętnie pocałował.. Było cudownie. Postanowiliśmy że wynajmiemy sobie jakiś pokój w hotelu...

Rozdział 75

LEON
 Szedłem cały czas za Violą i Kacprem tak żeby mnie nie widzieli. Byłem cały wściekły jak widziałem kiedy się przytulali. Robiłem się bardzo zazdrosny jak nigdy. Wtedy postanowiłem że podejdę do nich.
L: Viola możemy porozmawiać?
V: Chyba nie mamy o czym..
VIOLETTA
No nie myślałam że oszaleje.. On mnie śledzi... Mam go dość i jeszcze chce rozmawiać? Nie mamy oczym powiedział już wszystko i to wystarczyło..
L: Viola prosze pogadajmy..
V: Już powiedziałam że nie mamy o czym.
Popatrzyłam na niego i oddałam mu pierścionek zaręczynowy. Nie wiem czy dobrze zrobiłam, ale tak mi coś podpowiedziało...
L: Violetta ale..
V: Nie Leon nie ma o czym mówić, śpiewanie to tylko moja praca którą wykonam i nie myśl sonie że coś zdziałasz na scenie. Cześć
Wzięłam Kacpra pod rękę i poszłam z nim dalej... Widziałam w oczach Leona jak się załamuje, nie mam pojęcia czy zrobiłam dobrze ale skoro on jest aż taki zazdrosny o innych to nie miało to sensu.
K: Violka myślisz że dobrze zrobiłaś?
V: Nie mam pojęcia.. Ale to tylko mi przyszło do głowy..
K: Może zbyt pochopnie podjęłaś decyzję? Będziesz żałować, znam cię.
V: Może i masz racje ale jeśli on ma mi robić takie afery o byłego czy o kolege to dziękuje bardzo..
K: Jeśli ci tak robi to znaczy że cię kocha, a ty go odrzuciłaś, to skarb jeśli chłopak aż tak bardzo kocha swoją dziewczynę.
V: rzestań teraz to ja już nie wiem co mam zrobić..
K: Idź do niego...
V: O nie nie mam zamiaru. Ide do pokoju cześć
LEON
Czyli to już koniec.. Oddała mi pierścionek.. Już wszystko skończone...Dlaczego jej to musiałem powiedzieć... Poszedłem więc się przejść. Chodziłem po ulicach Sevilli i myślałem czy uda mi się to naprawić ale zacząłem coraz bardziej w to wątpić... Dlaczego musze być taki głupi?

sobota, 26 marca 2016

Rozdział 74

Około godziny 18.40 dziewczyny przyszły do pokoju i zapukały do łazienki.
Lu: Violetta coś się stao?
V: Nie! Idź sobie!
N: Viola otwórz te drzwi.
Więc otworzyłam drzwi i wyszłam z łazienki i usiadłam na łóżku i opowiedziałam im wszystko co się stało one tylko mnie przytuliły i powiedziały że wszystko będzie dobrze i mam się nie przejmować tym wszystkim. Ja tylko myślałam żeby szybko zagrać koncert i wrócić do domu.. Po chwili ktoś zapukał do pokoju. Ludmiła poszła otworzyć. Za nimi stał Pablo.. Chciał ze mną porozmawiać więc sięzgodziłam.
P: Violetto jutro musisz przyjść na próbę bo musisz przećwiczyć piosenkę z Leonem.
V: Właśnie Pablo nie mógłby kto inny za mnie zaśpiewać z Leonem?
P: Nie. Violetta już wszystko jest ustalone i to że w życiu prywatnym macie jakieś konflikty to nie znaczy że możecie je mieszać w swoją pracę. Występ to jakby wasza praca. Jeśli będziesz musiałą zaśpiewać kiedyś w przyszłości z kimś kogo nienawidzisz to powiesz to organizatorowi i nie zaśpiewasz?
V: Nie no to oczywiste że zaśpiewam..
P: Właśnie więc nie ma o czym mówić, do jutra Viola
V: Do jutra.
Pablo wyszedł a ja się już kompletnie załamałam.. Na koniec piosenki mam się pocałować z Leonem... Ale ja tak nie chce.. Za bardzo mnie zabolało to co powiedział.. Dlaczego mnie to spotyka? Po chwili znowu ktoś zapukał do drzwi otworzyłam a za nimi stał Kacper. Od razu rzuciłam mu się na szyje, on mnie mocnej przytulił i zapytał czy pójdziemy gdzieś, zgodziłam się. Wzięłam torebkę i poszłam z Kacprem gdzieś na miasto. Lubiła z nim spędzać czas nigdy nie miałam takiego kuzyna jak on. Kiedy byliśmy mali to zawsze był przy mnie nawet teraz jest. Mam nadzieje że tylko nie spotkam Leona. On dalej myśli że Kacper to mój były. Poszliśmy na lody, śmialiśmy się i wygłupialiśmy. I tak jak myślałam spotkaliśmy Leona...
LEON
Szedłem sobie ulicami Sevilli aż zobaczyłem Violettę i tego całego Kacpra. Myślałem że mnie szlak trafi.. Jeszcze przytulają się śmieją i ciekawe co jeszcze robią... Nie chciałem jej powiedzieć że mi na niej nie zależy... To wszystko było w nerwach, nie chciałem się przyznać że jestem zazdrosny.. Straciłem ją chyba... Muszę z nią porozmawiać.

czwartek, 24 marca 2016

Rozdział 73

*Następny dzień*
Pablo zrobił nam pobudkę o 7.30. Ledwo zwlekłam się z łóżka, poszłam pod szyki prysznic, ubrałam się i wyszłam z łazienki. Potem czekałam jeszcze na Ludmiłe i Naty bo tym razem z nimi byłam w pokoju. Poszłyśmy razem na śniadanie. Siadłam koło Leona i dałam mu buziaka w policzek on tylko sie uśmiechnął i to od niechcenia i jadł dalej śniadanie.
Lu: Violetta idziesz ze mną na zakupy?
V: Wiesz zależy o której..
Lu: O 13
V: Przepraszam Ludmi ale nie mogę..
Lu: A rozumiem jakaś randka z Leonem.. No dobrze gołąbeczki bawcie się
L: Żadna randka ze mną! Violetta idzie spotkać się ze swoim koleżka.
I wtedy Leon odsunął się od stołu i wyszedł cały rozwścieczony.. Zasmuciło mnie to postanowiłam że za nim pobiegnę.
V: Leon! Leon! Zaczekaj no! Możesz mi powiedzieć o co ci chodzi?
L: MI? O nic nie chodzi to tobie wiecznie o coś chodzi.
V: Leon przecież widzę że coś jest z tobą nie tak
L: Ze mną jest coś nie tak?!
V: No a co ze mną?
L: No wiesz to nie ja spotykam się z moimi byłymi!
V: Aha to o to ci chodzi?! No widzisz wole spotykać się z moimi byłymi niż mieć kogoś tylko na chwile i sie nim bawić!
L: A teraz to o co ci chodzi?!
V: Jak to o co ?! Jaki kiedyś byłeś? I skąd mam mieć pewność że dalej tego nie robisz?!
L: Violetta ! Zmieniłem się już taki nie jestem..
V: Dobrze może i nie ale to nie zmienia faktu że jesteś o mnie zazdrosny!
L: Ja jestem zazdrosny?! No chyba cie pogięło.. Rób sobie co chcesz z tym gościem nie zależy mi..
V: Czyli ci wcale na mnie nie zależy?
L: No brawo odkryłaś Amerykę !
V: Dobrze.. Szkoda tylko że nie powiedziałeś mi tego wcześniej.. Cześć..
L: Viola.. Nie to nie tak..
Nie słuchałam go tylko pobiegłam do pokoju i zamknęłam sie w łazience. Przepłakałam godzinę nie poszłam na próbę i odwołałam spotkanie z Kacprem.. Nie miałam ochoty nigdzie wychodzić.. Siedziałam sama przez parę godzin i nie wiedziałam co ze sobą zrobić... 

piątek, 29 stycznia 2016

Rozdział 72

Poszam z Naty pozwiedzać trochę miasta. Po godzinie wpadłam na kogoś. Odwróciłam się i powiedziałam przepraszam ale zaraz zobaczyłam bardzo znajomą twarz... To nie był kto inny jak mój kochany kuzynek, szybko rzuciłam mu się na szyje i mocno przytuliłam. NIe widziałam się z nim dobre 7 lat. Teraz się całkiem zmienił wyrósł i wy mężniał.
V: Kacper jejku jak ty wyrosłeś, ile my sie ne widzieliśmy?
K: Jakieś 7 lat. Ale powiem ci jakbym nie był twoim kuzynem  to przyznam starałbym się o bycie twoim chłopakiem
V: Kochany jesteś ale ja już mam narzeczonego
K: Jejku no to gratulacje
Kacper wtedy pocałował mnie w policzek i wtedy myślałam że oszaleje.. Nagle podbiegł do nas wkurzony Leon..
LEON
Już nie mogłem rozumiem że przytulanie ale że pocałunek w policzek?! To już przegięcie.. Podszedłem tam cały rozwścieczony. Widać że Violetta była zdziwiona że tu jestem.
L: Cześć kochanie.
V: Cześć co ty tu robisz?
L: Postanowiłem że przylecę bo się stęskniłem.
VIOLETTA
Widziałam że Leon jest zazdrosny więc postanowiłam że nie powiem mu że o mój kuzyn.
L: Violetta a tak właściwie to kto to jest?!
V: To jest Kacper. Kiedyś z nim byłam...
Mrugnęłam do Kacpra na znak że to mój plan. Kacper od razu zrozumiał o co mi chodzi
K: Cześć ty jesteś Leon? No powiem ci że masz wielkie szczęście że masz Viole. To co Violu do jutra?
V: Tak będe o 13 pod fontanną. 
Jeszcze na pożegnanie pocałowałam Kacpra w policzek i poparzyłam na Leona. Nie wiem czy dobrze zrobiłam nie mówiąc mu prawdy ale poprostu chce go sprawdzić. Jestem ciekawa czy mnie rzeczywiście tak bardzo kocha.
L: Powiadasz że to twój były?
V: No tak.. Kiedy mieszkałam w Madrycie to go spotkałam i tak jakoś wyszło.
L: Wiesz co? Ja muszę na razie lecieć bo chłopaki czekają bo mamy zrobić próbę. Dobra widzimy się później papa
Dał mi jeszcze buziaka w policzek i poszedł
N: Viola no prosze Leon jest zazdrosny . Dobry plan
V: Dzięki chociaż nie wiem czy dobrze zrobiłam okłamując go tak..
N: Dobrze zrobiłaś. Muszisz przetestować Leona a twój kuzyn napewno ci pomoże
V: Tak napewno uwielbiam go poprostu jest taki kochany zawsze mi pomagał ale potem sie rozstaliśmy i już nie miałam nikogo takiego jak on do puki nie poznałam Leona..

piątek, 22 stycznia 2016

Rozdział 71

Obuziłyśmy się o 8.30. Zaspałyśmy bo o8.35 mamy być w studio. Szybko obudziłam dziweczyny i w tępie natychmiastowym... ubrałyśmy się o dziwno w 3 minuty i szybko poszłyśmy do studia. Wszyscy już tam byli no prawie wszyscy.. Nie bylo Leona... Dostałam esemesa... Od leona...
Kochanie przekaż Pablo że nie dam rady jechać z wami do Sevilli.. Przepraszam. Kocham cie :* Leon
Tak jak Leon napisał powiedziałam Pablo.. Teraz naprawde nie wiem co mam o tym myśleć... Coraz mniej czasu spędzamy razem... Siedziałam już w samolocie i myślałam o Leonie... Po paru godzinach byliśmy juz na miejscu. Ja cały czas byłam jakby nie obecna...
N: Viola coś się stało?
V: NIe Nati wszystko jest okej..
N: Violetta przecież widzę.. No powiedz
V: No bo chodzi o Leona, nie ma go tu i nie wiem z jakiego powodu.. Boje się że mnie już nie kocha..
N: Viola no co ty mówisz? Przecież Leon cie kocha tak jak nikogo nigdy nie kochał.. Leon na prawdę cię kocha przecież by ci się nie oświadczał..
V: No może i tak... Ale jakby Maxi tobie tak robił to nie myślała byś tak jak ja?
N: No może i masz racje ale ty nie masz powodu na tekie myślenie.. Znam Leona..
V: A ja znam jego przeszłość.. Skąd mam wiedzieć że dalej taki nie jest?
N: Viola.. Może i on kiedyś był inny le już taki nie jest uwierz mi znam go trochę dłużej niż ty i wiem co mówię..
V: Dobrze może faktycznie triche przesadzam ale chciałabym żeby on tu teraz był...
N: Wiem Violu wszystkim nam go tu brakuje zawsze nas motywował..
LEON
Nie poleciałem z nimi samolotem bo chciałem mieć więcej czasu na przygotowanie niespodzianki dla Violi. Za niedługo ma imieniny i chciałem jej dać super prezent. Powiedziałem Pablo że dolecę później a Violi tylko napisałem tak dla zmyły.. Kiedy już miałem wszystko przygotowanie wsiadłem w samolot i poleciałem do Sevilli. Kiedy już dotarłem na miejsce usłyszałem rozmowę Violi i Naty.. Skąd Viola się dowiedziała jaki byłem? I dlaczego myśli że ją zdradzam? Ale miło mi się zrobiło jak powiedziała że chce żebym tu był.. Postanowiłem zakradnę się od tyłu i ją wystraszę ale nie udało mi się to bo ktoś mnie zawołał a Viola w tym czasie gdzieś poszła z Naty... Nie wyszło mi trochę więc poszedłem z chłopakami na próbę. Po próbie postanowiłem poszukać Violi i to co zobaczyłem kompletnie wybiło mnie z równowagi.. 

wtorek, 19 stycznia 2016

Rozdział 70

Leon nie mógł zostać u mnie na noc ponieważ zadzwonił jego tata i kazał mu wracać. Więc postanowiłam że zadzwonię do Fran i Cami. Na szczęscie zgodziły się przyjść i nie będe sama. Po 20 minutach przeszły z walizkami bo jutro przecież jedziemy do Sevilli..
V: Cześć dziewczyny, dziękuje że przyszłyście.
C: Nie ma sprawy Violu. A teraz powiedz co się stało przez telefon nie brzmiałaś za wesoło...
F: Właśnie opowiadaj, a tak właściwie to gdzie Leon? Przecież miał być tu z tobą...
V: Miał ale jego tata po niego zadzwonił... A byłam taka bo coś mi się nie podoba...
C: To mów szybko o co chodzi.
V: No bo przyszłą do mnie dziś taka dziewczyna, wprowadziła się niedawno i chciała sie zapoznać. No i wszystko było fajnie dopóki Leon nie przyszedł ..
F: Co ma do tego Leon?
C: Fran nie przerywaj jej
V: No bo Gery chyba zakochała się w Leonie.. Widziałam jak na niego patrzy.. I zaczynam się bać że Leon mnie zostawi...
F: Viola przecież Leon ci nie zostawi.. Oświadczył ci się a do okoła biega milion dziewczyn które chcą go mieć. Ale on na nie nie patrzy bo to ciebie kocha.
C: Właśnie Fran ma racje. Leon cie kocha i wątpię żeby popatrzył się na inną. Oj już taki nie jest...
V: Co?! Jaki już nie jest?!
C: Ups..
F:  Camila !
V: O co wam chodzi?!
C: Bo Violu pamiętasz za nim tu przyjechałaś to Leon był całkiem inny... NIe potrafił być przy jednej dziewczynie, ale kiedy ty przyjechałaś i zobaczył cie pierwszy raz kompletnie się zmienił.. Jest kompletnie nie do poznania. Zmieniłaś go..
F: Właśnie Violu Cami mówi prawdę... I on jest takim chłopakiem Któremu warto ufać i tylko on się zminił tak bardzo
V: Naprawdę? Jejku ale czemu on mi nie chciał powiedzieć jaki był?
C: Bo pewnie się wstydził tego jaki był.
V: no może i tak ale skoro jesteśmy razem to powienien mi to powiedzieć..
F: Viola chłopak nie zawsze chce wracać do swojej przeszłości..
V: Może i tak..
C: Dobra nie gadajmy o tym teraz bo będziesz się tylko smucic. Porozmawiajmy o czymś miłym..
F: Może o tym że trzeba iść śpać bo jest już bardzo późno?
Popatrzyłam na zegarek który wskazywał godzinę 2.03 w nocy.. To wszystko tak szybko zleciało... Położyłyśmy się spać.. Dziewczyny szybko zasnęły a ja jeszcze myślałąm bo nie dawała mi spokoju ta cała prawda o Leonie...

niedziela, 17 stycznia 2016

Rozdział 69

Nareszcie doczekałam się dzwonka do drzwi. Poszłam otworzyć, myślałam że to Leon ale myliłam sie... Za drzwiami stała jakaś dziewczyna w bardzo krótkich ciemnych włosach. Po chwili ciszy zaczęła mówić.
- Cześć jestem Gery, niedawno sie tu wprowadziłam i chciałam poznać nowych sąsiadów.
V: Cześć ja jestem Violetta. Mze wejdziesz poznamy się troche?
G: Z miłą chęcią jeśli to nie problem...
V: Nie ma problemu i tak jestem w domu sama.
G: Jejku jak tu pięknie, masz naprawde wspaniały dom.
V: Dziękuje. Mój tata i ja kiedy moja mama zmarła wyjechaliśmy i jeździliśmy po świecie. Długo mieszkałam w Madrycie i po wielu latach wróciłam tutaj poznałam wspaniałych ludzi, zakochałam się i ułożyłam sobie życie. A ty skąd jesteś?
G: Przyjechałam tu z Hiszpanii razem z rodzicami. A co się stało z twoją mamą? Jeśli mogę to wiedzieć...
V: Moja mama była piosenkarką... Jechała w trasę koncertową i wtedy zdarzył się wypadek... Mój tata późnej znalazł sobie jakąś dziewczynę ale mu nie wyszło... Teraz niedawno ożenił się z moją ciocia siostrom mojej mamy... Ciesz się bo wiem jak bardzo się kochają.
G: Wspominałaś też że się zakochałaś... To coś poważnego?
V: Raczej tak. Jest już moim narzeczonym. Na ślubie taty mi się oświadczył.. Długo ze sobą jesteśmy. Kocham go i to bardzo i nie wyobrażam sb życia bez niego..
G: Jejku też bym chciałą się tak zakochać..
Poźniej jeszcze opowiadałam jej dużo moich życiowych historii ona też dużo mi o sobie powiedziała. Pokazywałam jej zdjęcia wszystkich moich znajomych i przekonałam ją żeby zapisała się do studia. Siedziałyśmy tak dobre dwie godziny. Nie zauważyłam nawet kiedy zadzwonił dzwonek. Poszłam otworzyć, za nimi stał Leon.
V: Nareszcie jesteś
L: Przepraszam musiałem pojechać po tatę na lotnisko a smaolot miał opóźnienie, mam nadzieje że dalej jesteś nastawiona na super noc.
I zaczał mnie całować i rozpinać moją koszulę...
V: Leon! Przestań nie jestem sama!
L: Co?! Kto tu jest?
V: Gery.. NIedawno się wprowadziła i można powiedzieć że się zaprzyjaźniłyśmy i przekonałam ją żeby zapisała się do studia.
L: No to super mogłaś napisać mi chociaż esemesa to nie byłbym taki napalony na ciebie...
V: Leon przestań. Chodź poznam cię z nią.
Po godzinie Gery poszła... Widziałam jak patrzy na Leona.. Nie podoba mi się to...

sobota, 16 stycznia 2016

Rozdział 68

Od ślubu minął już tydzień. Przez ten tydzień dużo się zmieniło. Mój tata został nowym właścicielem studia i wszyscy razem zaczęli planować koncert w Sewilli na cześć zmarłego Antonia. Bardzo nam go brakuje. Wyjazd jest już za dwa dni. Tata i Angie postanowili że to bedzie ich miesiąc miodowy i zostaną tam trochę dłużej niż my. Zaczęłam się pakować kiedy zadzwonił mój telefon. To Pablo.
V: Halo
P: Violetto przyjdź szybko do studia bo jest bardzo ważna sprawa.
V: Dobrze zaraz będę
P: Przekaż Ludmile i Federco
V: Dobrze
Po rozłączeniu się pobiegłam do pokoju Ludmi i bez pukania weszłam i to był mój błąd... przerwałam im namiętne chwile...
V: Przepraszam ale Pablo kazał nam być w studio...
F: Nic się nie stało... Zaczekaj na nas zaraz zejdziemy i pójdziemy razem
V: Dobrze poczekam w salonie.
Wszyłam szybko zamykając za sobą drzwi i szybko zbiegłam na dół i usiadłam na kanapie. Czekałam tylko chwilę ponieważ moi przyjaciele szybko sie ubrali i zeszli. Ruszyliśmy w stronę studia. Byli juz tam wszyscy oprócz Francesci i Diego. Ciekawe czemu ich nie ma...
P: Okej dzieciaki pewnie domyślacie się czemu tu was sprowadziłem. Za dwa dni wyjeżdżamy do Sewilli i dlatego prosze was przyłóżcie się do tego koncertu zróbcie to dla Antonia.
Jeszcze potem mówił rzeczy organizacyjne i wyszedł żegnając się z nami. Ja podeszłam po tym do Leona i dałam buziaka w policzek.
L: Hej Violuś. Stało się coś?
V: Nie, dlaczego?
L: No bo nie odzywałaś się już zaczynałem myśleć że moja narzeczona mi ucieknie.
Lekko się zaśmiałam i wbiłam się w jego usta, całowaliśmy się namiętnie, ale jak to zawsze ktoś musiał nam przerwać..
Fe: Violetta Leon no nie przy wszystkich
V: Fede a mam powiedzieć co ja dziś widziałam?
Fe: No przecież wiesz ze żartowałem. Nie przeszkadzajcie sobie.
I poszedł a ja znowu wbiłam się w jego usta i szepnęłam mu do ucha
V: Leon jestem dzis sama w domu. Tata i Angie jadą do mojej babci Olga i Ramallo umówili się na randkę
L: A Ludmiłam i Fede?
V: Ich też nie ma. Fede zabiera ją do swojej cioci.
L: W takim razie będę u ciebie o 19.
Musnął lekko moje usta i poszedł w kierunku swojego domu. Ja też tak zrobiłam. Posprzątałam jeszcze w moim pokoju i postanowiłam że zrobie jakieś kanapeczki. Poszłam do piwnicy po jedno z licznych win mojego taty i położyłam je na stoliku w salonie obok kanapeczek. Jesteśmy zaręczeni i dorośli więc mój tata nie może mi mówić co mam robić a co nie. Była już 18.40 postanowiłam że się przebiorę w lekka sukienkę w kwiatki którą dostałam od Leona, Lekko podkręciłam włosy i zrobiłam lekki makijaż. Czekałam tylko na dzwonek do drzwi... 

środa, 13 stycznia 2016

Rozdział 67

Wstałam dość wcześnie ponieważ już dziś jest ważny dzień dla mojego taty i Angie. Poszłam do łazienki. Po 30 minutach wyszłam całkowicie odświeżona, od razu wszełam do swojego pokoju i zaczęłam szukować sukienkę którą dostałam od Leona. Wyprasowałam ją i zadzwoniłam do Leona.
L: Halo? Czemu dzwonisz do mnie w środku nocy?
V: Leon jest już 10 rano...
L: Co?! Czemu dopiero teraz dzwonisz?! NIe mogłaś wcześniej?!
V: NIe bo brałam prysznic. A ty nie jesteś małym dzieckiem że trzeba cię budzić.
L: Tak masz racje przepraszam... Zaraz się ubieram i jade do ciebie.
V: tylko się pospiesz bo ślub jest o 12.30.
L: Tak wiem kotuś. Do zobaczenia
V: No papa
 Rozłączyłam się i ubrałam na siebie fioletową sukienkę. Włosy ułożyłam i zaczęłam się malować, zajęło mi to więcej czasu niż myślałam... Popatrzyłam na zegarek i zobaczyłam że już 12.10 gdzie jest Leon?
V: Ludmiła!!!
Krzyczę wściekła nie mogąc znaleźć nigdzie mojego cienia do powiek. 
Lu: Co się stało?
Blondynka wpadła szybko do mojego pokoju z miną przerażenia. NIe miałam pojęcia że aż tak się przejmie.
V: Gdzie odłożyłaś mój cień do powiek?
Lu: A już ci go przyniosę.
V: Dziękuje!
Kiedy już byłam gotowa zadzwonił dzwonek, poszłam otworzyć. Za nimi stał ubrany w garnitur Leon.
V: No nareszcie ileż można było?!
L: Przepraszam musiałem jeszcze podwieźć tatę na lotnisko.
V: No dobrze nic się nie stało ale jedźmy już bo mamy 10 minut. Ludmiła, Federico chodźcie! Leon już jest!
Oni zeszli w pośpiechu i pojechalismy na uroczystość do pięknego domu weselnego. Był naprawdę przepiękny. Ja pobiegłam szybko z Leonem na niewielką scenę ponieważ ślub zaczynał się od naszej piosenki. Gdy już wszyscy przybyli ceremonia zaczęła sie. BYło naprawdę cudownie.
Po skończonej piosence podeszłam z Leonem do Angie i taty życzyć im wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia. Cieszyłam się że wreszcie są razem i mam nadzieję że będę miała jakieś rodzeństwo...
V: Tato, Angie wszyscy cieszymy się że wreszcie udało wam się po tak długim czasie być razem. Chciałabym życzyć wam wszystkiego co najlepsze i żebyście się kochali zawsze i nigdy się nie kłócili.
A: Dziękuje Violu. Kocham cię.
V: Ja też cię kocham Angie.
Z uśmiechem patrzyłam na nich, cieszyła się że wreszcie będą szczęśliwi. Później znowu weszłam na scenę i zaczęłam śpiewać a reszta gości gratulowała mojemu tacie i Angie.W trakcie śpiewania reszta zrobiła sobie zdjęcie. Postanowiłam je wywołać i oprawić sobie w ramkę.
Poźniej wszyscy zaczęliśmy się wspaniale bawić.
Nigdy się tak super nie bawiłam, uwielbiam kiedy mój tata jest szczęśliwy.
L: Violetta.
Z rozmyśleń wyrwał mnie Leon.
V: Tak kochanie?
L: Jesteśmy juz ze sobą bardzo długo i..
Tu przerwał i sięgnął do kieszeni i wyjął z niej czerwone pudełeczko w kształcie serduszka.
L: Violetto Castillo czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz ze mną już na sawsze?
Momentalnie wszyscy zaczęli się na nas patrzeć a do moich oczu zaczęły napływać łzy szczęścia.
V: Tak! Będę z tobą już na zawsze.
Krzyknęłam szczęśliwa wszyscy zaczęli bić brawo a Leon ubrał mi pierścionek na palec i mocno mnie przytulił. Nie dość że byłam szczęśliwa z powodu Angie i taty to jeszcze Leon uczynił mnie szczęśliwszą. Później dalej świetnie sie bawiliśmy. Uwielbiam takie zabawy i nie mogę się doczekać aż to ja będe brała ślub ale ustaliliśmy z Leonem że najpierw skończymy szkołę dopiero potem będziemy myśleć o ślubie. A póki co to cieszyliśmy sie szczęściem Angie I mojego taty.






wtorek, 12 stycznia 2016

Rozdział 66

Już jutro jest ślub mojego taty i Angie. Nie mogę się już doczekać mają być wszyscy moi znajomi.Po imprezie u Diega trochę sie rozchorowałam tak samo jak Leon, nie dziwie sie na polu było znimno a my kąpaliśmy sie w basenie. Postanowiłam że zadzwonie do Leona zapytać się kiedy do mnie jutro przyjdzie. Nie odbierał zmartwiłam się trochę. Nagle ktos zapukał do mojego pokoju. Zawiązałam szlafrok i poszłam otworzyć, za nimi stał Leon. Zdziwiłam się.
V: Co ty tu robisz? Jest przecież 22.30
L: Twój tata po mnie zadzwonił, jestem tu już jakąś godzine.
V: Co?! I dopiero teraz do mnie przychodzisz?!
L: No tak bo twój tata poprosił mnie żebym pomógł mu z nagłośnieniem i takimi błahymi sprawami.
V: Aha. Czyli tu śpisz?
L: Tak
Ucieszyłam się i rzuciłam mu się na szyję. Pocałowałam w policzek i owinęłam nogi wokół jego tali.
H: Ej gołąbeczki przestalibyście może co?
V: Tato ale mi tu tak wygodnie.
Zrobiłam maślane oczka i wtuliłam sie bardziej w Leona.
H: No dobrze dzieciaki to Violu Leon może z tobą spać?
V: Jeszcze się pytasz. No pewnie że tak!
H: Tylko bez żadnych głupst!
V: Tato spokojnie jakoś Fede i Ludmi śpią razem
H: Tak ale oni są zaręczeni.
L: Czyli że ja też mam się oświadczyć Violi żebym mógł z nią spać bez pana zgody?
Nagle zapanowała cisza, myślałam że mój tata wybuchnie i każe Leonowi się stąd wynosić. Ale ku mojemu zdziwieniu było inaczej
H: Bardzo śmieszne Leon. Pomyślimy o tym. A teraz Viola idź wreszcie ubierz te pidżamę a nie paraduj w szlafroku. I zejdź wreszcie z Leona bo po jego wyrazie twarzy nie jest zadowolony ze tak długo na min wisisz.
V: NO dobrze juz dobrze.
Zeszłam z Leona a on wziął głęboki oddech i opuścił ręce na znak że go bolą. Ja dałam mu buziaka w policzek i poszłam do łazienki ubrać pidżamę. Kiedy wróciłam do pokoju Leon juz spał jak zabity. Mój tata jeszcze przyszedł powiedzieć mi dobranoc, pocałował mnie w czoło i popatrzył na Leona i jak zobaczył że śpi jak zabity to uśmiechnął sie i poszedł. Kiedy usłyszałam że zamknął swoją sypialnie wiedziałam że poszedł tam z Angie. Ja położyłam się i juz prawie zasnęłam kiedy Leon nagle sie do mnie przystawił. Wystraszyłam sie trochę...
L: Kochanie zamykaj drzwi na klucz.
V: Ale czemu?
L: Zaraz zobaczysz
Zrobił swój uśmiech i wiedziałam o co mu chodzi, zrobiłam tak jak mi kazał. Wróciłam na łóżko a Leon zaczął mnie całować po całym ciele ja pojękiwałam od czasu do czasu po chwili byliśmy już bez ubrań i zaraz później nawet bez bielizny. I wiadomo co się wydarzyło... To była niezwykła noc... Kochaliśmy się dobre 3 godziny. Potem ubraliśmy się i poszliśmy spać...

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Rozdział 65

Patrzyłam na Leona wściekłym wzrokiem, zobaczył to i wziął mnie za rękę i zaprowadził do kuchni...
L: Coś nie tak?
V: No nie wiem sam się domyśl. Wiem że to twój pomysł z tym horrorem..
L: No może i tak ale tylko trochę...
V: Leon przecież wiesz że sie boję... I po takim horrorze nie lubie być sama bo boję się jak mała dziewczynka..
L: Tak wiem.
Popatrzyłam na niego i zobaczyłam jego cwaniaczki uśmieszek i wszystko zrozumiałam..
V: Ej zaraz ty to zrobiłeś specjalnie!
L: No brawo kochanie.
I zaczał się do mnie przysuwać. Nasze usta dzieliły milimetry, ale postanowiłam dać Leonowi nauczkę i odsunęłam się od niego.
L: Ej co jest?
V: Jak to co?! Masz kare!
L: jestem dorosły nie będziesz mi rozkazywać! W ogóle to dlaczego mam te karę?
V: Ty sie jeszcze pytasz? Za ten horror nie będzie całowania przez tydzień, i żałuj bo zaplanowałam sb dzisiejszą noc ale nic z tego. Sory
Zmierzałam ku wyjściu a Leon złapał mnie za nadgarstek i przyciągną do siebie
V: Jak mnie nie puścisz to zacznę krzyczeć tak żeby wszyscy usłyszeli.
L: NIe zrobisz tego
V: Nie? To patrz
I w tym momęcie zaczęłam głośno krzyczeć...
LUDMIŁA
Siedzieliśmy w salonie i oglądaliśmy horror, a nagle z kuchni usłyszeliśmy krzyk. Wystraszyłam sie i przez to złapałam Fede za rękę.
F: Co to było?
Lu: Nie mam pojęcia... Ale powiem tylko tyle że się wystraszyłam...
D: Może pójdziemy to sprawdzić?
C: A może lepiej nie?
Fe: Dlaczego?
C: A zobaczcie kogo nie ma
F: A no tak Leon i Violetta...
C: No właśnie...
Lu: Ale Violetta krzyczała... może trzeba tam jednak iść?
M: No w sumie to Ludmiła ma  rację..
Więc poszliśmy. Weszliśmy powili do kuchni, a tam co? Leon który trzyma Violettę przy ścianie i ją całuje...
VIOLETTA
Zaczęłam krzyczeć a Leon dopchnął mnie do ściany i zaczął całować. Nie miałam ochoty przerwać pogłębiałam pocałunki i gdzyby nie przyszli nasi znajomi to pewnie do czegoś by doszło.
Lu: No proszę, proszę.
F: Viola po co krzyczałaś?
V: No bo to przez tego idiote..
L: Miło mi wiesz, ja tu stoję...
Fe: Możemy wiedzieć co tu się stało?
Wytłumaczyłam wszystko naszym przyjaciołom a oni zaczęli się śmiać. A ja postanowiłam że pójdę do łazienki się trochę ogarnąć bo Leon całokwicie zniszczył mi fryzurę, ale w sumie ja jemu tez troche zniszczyłam. Później Diego zaprowadził każdą parę do ich sypialni. Kiedy zobaczyłam Leona z rozwalonymi włosami nie mogłam się powstrzymać od śmiechu.
L: No i co cię tak śmieszy?
V: Twoje włosy
Po tym szybko poleciał do łazienki a ja za nim zobaczył się w lustrze i powiedział żebym lepiej uciekała bo jak mnie złapie to nie będzie miły..Ja się przeraziłam ale nie zdążyłam uciec, Leon złapał mnie wziął na ręce i wyszedł na dwór. Podszedł do basenu i wrzucił mnie. Myślałam że go zabiję ale wymyśliłam super plan, nabrałam trochę powietrza i udawałam że się topię. zobaczyłam że mina Leona stała się przerażona. wskoczył za mną i wyłowił mnie ja udawałam że straciłam przytomność. Leon położył mnie na leżaku i zbliżał się do moich ust i miał mnie już pocałować i wtedy popchnęłam go tak mocno że wleciał do basenu. Zaczęlismy się śmiać. Po 10 minutach postanowiliśmy że pójdziemy się przebrać bo w mokrych ubraniach nie będziemy spać...
 

niedziela, 10 stycznia 2016

Rozdział 64

Stałam i czekałam aż Leon się odezwie.Panowała niezręczna cisza... Bałam się że Leon się na mnie obraził, ale niby z jakiej racji przecież ja tylko żartowałam i on raczej powinien sie domyślić, że nie zrobię tak jak powiedziałam Diegu.. Postanowiłam zacząć rozmowę.
- Leon chyba nie jesteś zły za to co powiedziałam?
Nie usłyszałam żadnej odpowiedzi... Wiedziałam że tak będzie... Czasami nie umiem ugryźć się w porę w język.. Mówiłam dalej
- Leon kochanie, przecież wiesz że cie kocham... I wiesz że tylko żartowałam? Leon no proszę odezwij się wreszcie... Przepraszam. Wiem że nie umiem się w porę powstrzymać zanim powiem coś głupiego... Wybacz mi bo wiesz że ni zniosę rozłąki z tobą.. Ja poprostu nie umiem się pochamować od zrobienia czegoś głupiego...
I nie dokończyłam bo Leon złaczył nasze usta w namiętnym pocałunku. Nie rozumiałąm już nic
- Dlaczego to zrobiłeś?
L: Bo po pierwsze lubię cię całować
V: A po drugie?
L: Czasem za dużo mówisz i to najlepszy sposób żeby cię uciszyć.
V: To ja chyba zacznę częściej tak dużo mówic
Zaśmiałam się tak samo jak Leon i mocno mnie do siebie przytulił. Było tak fajnie, ale popatrzyłam na zegarek i dotarło do mnie że za pół godziny mamy być u Diega...
V: Leon przestań mnie przytulać! Muszę się szykować przecież zaraz musimy być u Diega.
L: Chwila to ty masz być przecież powiedziałaś że idziesz z jakimś kolegą
V: A kto jest moim najlepszym i ukochanym kolega?
L: Maxi?
V: Nie, to ty kochanie.
L: no wiedziałem, chciałem tylko to od ciebie usłyszeć.
Zaśmiał się szyderczo i pocałował w policzek i powiedział że za 20 minut wróci po mnie i pojedziemy do Diega, zgodziłam się i posząłam się wykąpać. Po 15 minutach byłam gotowa. Popatrzyłam jeszcze na kalendarz i dotarło do mnie że mamy jeszcze 4 dni do ślubu. Tak się cieszę że wreszcie są razem.
Po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi, pobiegłam otworzyć. Za nimi stał nie kto inny jak Leon. Wziął mnie za rękę i po 10 minutach byliśmy już w domu Diego. Bawiliśmy się świetnie, kolo 24 chłopaki zaproponowali żeby obejrzeć jakiś film. Zgodziłyśmy się ale jak to chłopaki wybrali horror... Myślałam że zabiję Leona.. Miałam plany co do tej nocy...

czwartek, 7 stycznia 2016

Rozdział 63

LEON
Viola dalej stała obrażona nie wiedziałem już co dalej mam robić co mówić postanowiłem ze odwrocie ją do siebie i mocno przytulę a potem namiętnie pocałuje. Zrobiłem tak i kiedy już miałem ja pocałować ale do pokoju wszedł tata Violi. 
H: Leon?! Co ty wyprawiasz może wystarczy tych czułości widzicie sie codziennie. 
V: Tato proszę cię przestań. Nie robimy przecież niewiadoma czego.
H: No i mam nadzieje bo nie chce zostać dziadkiem w rak młodym wieku.
VIOLETTA
Po tej sytuacji zrozumiałam ze Leonowi na mnie bardzo zależy i nie chce mnie stracić. Tylko szkoda ze ma teraz trochę spine z moim tatą. 
V:Leon bo wiesz ja wcale nie byłam na ciebie zła. Udawałam tylko bo chciałam żebyś mnie pocałował. 
L: A to nie mogłaś po prostu poprosić? Przecież wiesz ze ja dam ci wszystko co tylko chcesz.
I namiętnie mnie pocałował. Poczułam sie jakbym była księżniczka. Było jak w bajce. Ale oczywiście jak zwykle ktoś nam musiał przerwać. A kto taki? Diego. Często przychodzi w nieodpowiednim monecie jakby wiedział kiedy sie całujemy.
D: No proszę, proszę. A co to Leon przeskrobał?
L: Nic.
D: To dlaczego sie tak całowaliście?
V: A to już nie możemy tak po prostu się całować bez potrzeby?
D: Nie no dobra słyszałem wszystko.
L: Ładnie to tak podsłuchiwać?
D: A wy jak podsłuchiwaliście mnie i Fran jak byliśmy zajęci?
V: Ale to było co innego. A właśnie ta opcja z chrzestną dalej wchodzi w grę?
D: Wiesz w sumie to czemu nie? Ale tu bardziej chodzi o Fran z nią gadaj. Ale powiem wam tyle że sie staramy ale jak coś to nic nie wiecie.
V: No to gratulacje i życzę powodzenia.
L: Viola oni tak a my czemu nie?
V: Przecież słyszałeś mojego tatę, wiesz że nie chce być dziadkiem w tak młodym wieku. A poza tym mamy jeszcze studio.
L: No tak masz racje. Kocham cię
D: Tak, tak ona to wie Leon. Ja tu w innej sprawie. Przyjdziecie dziś  do mnie na imprezę?
V: NO pewnie że tak.
L: Dlaczego odpowiadasz za mnie? Może nie mam ochoty iść?
V: Aha no okej. Diego to ja przyjdę z kolegą bo mój chłopak to nie ma chęci.
L: Co? Ale ...
D: Dobra to Viola widzimy sie później pa.
Dałam mu buziaka w policzek i poszedł do domu. A mnie czekała rozmowa z Leonem...

środa, 6 stycznia 2016

Rozdział 62

*Dwa tygodnie później*

Dzisiaj zaczynamy przygotowania do ślubu Angie i Taty. Ciewszę się że wreszcie udało im się wyznać swoje uczucia. Zadzwoniłam do Leona
- Leon kochanie musisz szybko przyjechać sytuacja kryzysowa!
L: NIech zgadnę nie masz co włożyć na ślub?
V: No tak skąd wiedziałeś?
L: A po co innego byś dzwoniła? Ty zawsze tylko po to dzwonisz.
V: No ale no w sumie..
L: Nie jąkaj się bo tak jest co innego jakbyś zadzwoniła do mnie z jakąś wieścią.
V: NIby jaką?!
Leon zaczął się śmiać
-No z czego się tak śmiejesz? Możesz mi powiedzieć z jaką wieścią?
L: No na przykład taką że będę tatusiem albo coś...
V: Ha ha bardzo śmieszne. Przyjeżdżaj tak szybko jak mozesz kocham cię pa
L: Okej. Ja też cie kocham. Do zobaczenia.
LEON
Po skończonej rozmowie postanowiłem że zrobie Violi niespodziankę i kupie jej jakąś sukienke. Poszedłem wiec do sklepu do którego Viola zawsze chodzi, poprosiłem więc jakąś sprzedawczynię. Po paru minutach wybraliśmy idealną fioletową sukienkę. Zapłaciłem i pojechałem do domu Violi. Wszedłem do jej pokoju bez pukania ale jej tam nie było. Postanowiłem więc że zrobie jej niespodziankę i zostawiłem prezent na łóżku, i wyszedłem z jej domu. Po 5 minutach zadzwonił mój telefon. Zobaczyłem że to Viola. NIe odebrałem tylo poszedłem w strone drzwi jej domu.
VIOLETTA
Wyszłam z pokoju do łazienki na 10 minut i kiedy wróciłam zobaczyłam na łóżku jakąś siatkę. Podeszłam do niej i otworzyłam. A w środku zobaczyłam piękną fioletową sukienkę. NIe mogłam uwierzyć szybko zadzwoniłam do Leona ale nie odebrał, usłyszałam tylko dzwonek do drzwi poszłam otworzyć. To był Leon, wiedziałam że to on mi ją kupił dlatego rzuciłam mu sie na szyje i namiętnie pocałowałam.
L: Za co to?
V: Ty już dobrze wiesz za co.
L: No nie dalej nie wiem co takiego zrobiłem?
V: Kupiłeś mi piękną sukienkę. Dziękuje
L: Nie ma za co. Wiesz że dla ciebie zrobie wszystko.
V: Odwdzięczę się już niedługo
L: A czemu nie teraz?
V: No wiesz jak nie chcesz zostać tatusiem to lepiej poczekaj.
Leon wtedy zrobił poważną minę i ja zapytałam się go o co mu chodzi. NIe odpowiadał nic...po chwili uśmiechną sie i powiedział
-No wiesz szkoda żeby takie super ekstra geny się zmarnowały,
Myślałam że się na niego wścieknę więc postanowiłam że nie będe się do niego odzywać i zobaczy jak mu na mnie zależy. Podeszłam do okna i stałam odwrócona do Leona plecami. On zaczął mnie tak słodko przepraszać myślałam że mu ulegnę ale postanowiłam jeszcze wytrzymać. 

Rozdział 61

Po skończonych lekcjach poszłam do domu przygotować się na wyjście z tatą i Leonem.
V: Tato!
H: Tak Violu?
V: Zaprosiłam też Leona na kolacje nie złościsz się?
H: NIe no skąd Ludmiła i Federico też idą.
V: O to super ciesze się.
Pocałowałam tatę w policzek i pobiegłam sie przebrać. Potem usłyszałam krzyki Ludmiły założyłam na siebie szlafrok i pobiegłam zobaczyć co się stało. Wbiegłam do łazienki i zobaczyłam Ludmi z pustym pudełeczkiem do cieni. I zrozumiałam po co te krzyki.
V: Ludmi porzyczyć ci moje?
Lu: A mogłabyś?
V: Tak chodź ze mną i wybierzesz sobie jakieś.
Lu: Dziękuje Violu.
Weszłam do pokoju a na łóżku siedział Leon.
V: Co ty tak wcześnie?
L: Stęskniłem się.
Podszedł do mnie i musnął moje usta. Przywitał sie też z Ludmi która szukała w mojej szufladzie odpowiedniego cienia do powiek. kiedy wyszła Leon zapytał sie czy mam zamiar długo paradować w tym szlafroku. Zaśmiałam się i usiadłam na jego kolanach i powiedziałam
- Jak pomożesz mi wybrać jakąś sukienke to szybcię ściągnę z siebie ten szlafrok.
L: No to bierzmy sie do roboty.
Po 15 minutach znaleźliśmy wreszcie piękną sukienkę która będzie idealnie pasowała do garnituru Leona. Poszłam do łazienki i po 10 minutach wyszłam już całkowicie gotowa. Leon popatrzył sie na mnie i powiedział że ślicznie wygładam. podszedł do mnie i pocałował mnie. Ta chwila trwałaby dłużej gdyby nie mój tata wpadający do mojego pokoju.
H: Violetta, Leon może wystarczy na dziś tych czułości?
V: Tak tako oczywiście.
H: Dobrze to idź po Ludmiłę i Federico bo już jedziemy.
V: Dobrze tato.
Po 30 minutach byliśmy juz na miejscu. Kiedy weszliśmy do środka przy stoliku zobaczyłam Angie. Nie mogłam rozgryźć o co chodzi..
H: No kochani już sie znacie ale teraz wam powiem już oficjalnie ja i Angie bierzemy ślub.
V: A to niespodzianka. Ale zaraz a co z Pablem i dzieckiem?
A: A no tak musze am to wszystko wytłumaczyć bo widzisz Violu ożeniłam się z Pablo tylko po to żeby urodzić dziecko jemu i jego prawdziwej narzeczonej. Musieliśmy tak zrobić... Potem wzieliśmy rozwód i Pablo nie pozwlił mi widywania się z dzieckiem i ja sie na to zgodziałam.
V: Jejku... Ale sie ciesze że jesteście razem
Wstałam i przytuliłam soe do Angie
A: Ludmiła pewnie nie zastąpie ci matki ale chce żebyś wiedziała że możesz na mnie zawsze liczyć.
Lu: Dziękuje ci. Będę pamiętać.
Zjedliśmy kolacje i wróciliśmy do domów szczęsliwi tą sytuacją.

Rozdział 60

Musze iść jak najszybciej do studia i porozmawiać z Leonem.... Tylko czy on będzie chciał ze mną gadać?
Byłam już pod studiem i zobaczyłam Fran i Cami, podeszłam do nich i przywitałam się.
V: Cześć dziewczyny. Nie widziałyście może Leona?
C: Hej. I nie widziałyśmy go...
F: A czemu go szukasz coś się stało?
V: No tak jakby..
C i F: Opowiadaj!
V: No bo zaczęło się od tego że w kuchni stał bukiet kwiatów.. Myślałam że to od Leona i jak przyszedł to mu zaczęłam dziękować i okazało sie ze to nie on przysłał te kwiaty i się pokłóciliśmy i potem przyszedł mój tata i uświadomił mi że to ten dzień w roku w którym kupuje mi te kwiaty..
C: O matko Viola biedaku...
F: Co chcesz zrobić?
V: Najpierw muszę znaleźć Leona i mu to wszystko wytłumaczyć..
C: Tylko pytanie czy będzie chciał cię wysłuchać...
V: Mam nadzieje że się uda.. Bo jak nie to nie mam pojęcia co zrobie...
F: Będziemy trzymać kciuki.. Idź do Maxiego on będzie wiedział gdzie jest Leon.
V: Dzięki dziewczyny.
I poszłam w stronę Maxiego. Zapytałam sie go o Leona a on powiedział mi że Leon jest w sali od śpiewu. poszłam w jej kierunku i usłyszałam piękną piosenkę. Wsłuchałam się w nią była taka piękna, nie zauważyłam nawet jak weszłam do sali... Popatrzyłam na Leona, on przestał nagle grać...
L: Po co tu przyszłaś?
V: Chciałam ci wszystko wytłumaczyć.
L: Chyba nie mamy nic do wyjaśniania.
Po tych słowach Leon zaczął pakować gitarę i chciał wyjść ale złapałam go za ręke i zaczęłam mówic
- Leon ja musze ci to powiedzieć to ważne. Jak wyszedłes przyszedł mój tata i mi przypomniał
L: Niby co ci przypomniał?
V: Że ten dzień jest tym dniem w roku kiedy daje mi bukiet kwiatów. Robi to co roku bo tylko w ten dzień można zdobyć te kwiaty. Przecież wiesz że ci kocham i nigdy bym cie nie zdradziła.
L: No a jeśli pojawi się ktoś ładniejszy niż ja? Co wtedy zrobisz?
V: Nic.
L: Jak to nic?
V: No nic bo nie ma nikogo takiego kto jest ładniejszy od ciebie.
Powiedziałam to a Leon uśmiechnął się i mocno mnie przytulił. Czułam sie bezpiecznie.
L: To co idziemy gdzieć dziś wieczorem?
V: Dziś? Nie bardzo ide z tatą  na kolacje.
L: Aha..
V: A wiesz co ? Chodź ze mną.
L: Jeśli mogę to pójdę z chęcia. ?
V: Tak. Tata wreszcie powiedział  mi że kogoś sobie znalazł.
L: A propo wesela to Ludmi i Fede sie zaręczyli.
V: Jej to super ciekawe czyj ślub będzie pierwszy.
Uśmiechnęłam sie dałam Leonowi buziaka i poszłam do domu przyszykować się na kolacje.