sobota, 7 listopada 2015

Rozdział 59

Parę dni później....

Wstałam dziś dość wcześnie, postanowiłam sie wykąpać. Wyszłam po jakiś 15 minutach i poszłąm do kuchni na śniadanie. Weszłam do niej i zobaczyłam duży bukiet kwiatów, zobaczyłam liścik i przeczytałam go "Dla mojej kochanej Violi."  Wiedziałam od kogo ten bukiet, oczywiście że od Leona. I wtedy ktoś zadzwonił do drzwi, poszłam otworzyć. Za nimi stał Leon. Przytuliłam się do niego i pocałowałam w policzek.
L: Hej za co to?
V: Jak to za co? Za te piękne kwiatki.
L: Jakie kwiatki o czym ty mówisz?
V: No o bukiecie który mi przysłałeś...
L: Ja ci nic nie przysyłałem!
V: Jak to nie? To skąd ten bukiet?
L: To może mi to wyjaśnisz?
V: Ale ja nie mam nic do wyjaśnienia.
L: No jestem tego bardzo ciekawy.. Ktoś wysyła ci kwiaty to chyba wiesz czemu/
V: No właśnie nie wiem czemu! NIe rozumiesz tego?!
L: No jakoś nie.. To bardzo dziwne.. A może to Alex ci je przysłał? W końcu prawie się pocałowaliscie..
V: Leon co ty gadasz?! Słyszysz siebie w ogóle?
L: Tak i to nawet bardzo dobrze.. Idź sobie to tego swojego chłoptasia, wyprzytulajcie sie i nie wiem co jeszcze zróbcie... mam już to gdzieś..
V: Leon nie odchodź...
L: Za późno... Cześć..
Nie rozumiałam o co mu chodzi.. Zamknełam drzwi i siadłam na podłodze i zaczęłam płakać... Podszedł do mnie mój tata.
H: Viola co się stało? Czemu płaczesz?
V: NIc sie nie stało.. Nie ważne zaraz mi przejdzie..
H: Leon tu był prawda?
V: Tak...
H: pokłóciliście sie?
V: Tak..
H: Współczuje ci.. Nie martw się będzie dobrze..
V: Mam nadzieje...
H: A podobają ci się kwiaty?
V: CO? Skąd wiesz o kwiatkach?
H: No stąd że ci je kupiłem... Nie pamiętasz? Zawsze o tej porze roku kupuje ci kwiaty...
V: O matko zapomniałam... Super nie mogłeś mi przypomniec? Myślałam że te kwiatki sa od Leona..
H: I o to się pokłóciliście?
V: Tak...
Kompletnie zapomniałam o tym że tata mi kupuje co roku kwiatki... Muszę jak najszybciej znaleźć Leona i mu to powiedzieć. Tylko jak? On nie chce ze mną gadać... Dlaczego muszę tak o wszystkim zapominać?...

sobota, 24 października 2015

Rozdział 58

LEON
Stałem z Sylwią i widziałem jak Viola idzie w moim kierunku i nagle odwraca sie i wraca do kuchni. Postanowiłem tam pójść. A co tam widzę? Violę i Alexa jak się przytulają. Myślałem że mu zaraz przywalę. Nagle zobaczyłem że on coraz bardziej przysuwa się do Violi i jest coraz bliżej żeby ją pocałować, a ona się nie sprzeciwia.. Wpadłem tak cały rozwścieczony.
L: Violetta co ty wyprawiasz!? Jak możesz?! Dlaczego mi to robisz? Dlaczego mnie unikasz, dlaczego sie do niego przytulasz i chcesz z nim całować?! Dlaczego?!
V: Jak to dlaczego?! Ty wiesz najlepiej dlaczego.. To ty pierwszy to zacząłeś...
L: Niby co takiego?!
V: No nie udawaj...

VIOLETTA
No nie jak on mnie denerwuje jeszcze ma czelność pytać sie mnie dlaczego mu to robię... On zaczął i teraz udaje niewiniątko...
L: Violetta nie mam pojęcia o co ci chodzi.
V: Nie no oczywiscie najlepiej udawać że nic się nie stało...
L: Ale co się niby miało stac?
I w tym oto momecie przyszła ta dziewczyna... Myślałam że tam nie wytrzymam i jej wygarnę zresztą tak jak i Leonowi...
S: Leoś co się dzieje? Zniknąłeś tak bez słowa szukałam cię.
L: Sylwia przepraszam ale..
V: Nie no nie wieże... Ty masz czelnośc przychodzić tu z nią? Na moje urodziny?
L: Ale nie rozumiem co za problem że z nią przyszedłem?
V: Jak to jaki?! NIe udawaj widziałam was w parku i słyszałam co do niej mówiłeś. Szkoda że jestem taka naiwna i ci zaufałam ...
L: Violetta prosze cię przestań
Leon nagle zaczął się śmiać nie wiem z jakieg powodu...
V: No i z czego sie tak smiejesz?
L: Viola, to jest Sylwia moja kuzynka.
V: Co?
S: Cześć Sylwia jestem, to ja pomagałam Leonowi w zorganizowaniu tego przyjęcia, a to w parku to poprostu Leon ćwiczył co ci powiedzieć.
V: Leon naprawde? Matko przepraszam cię. Ale jestem głupia...
L: Violuś nie jesteś głupia tytko myslisz zbyt pochopnie.
Po tym wszystkim przytuliłam się mocno do Leona i przeprosiłam go jeszcze raz. On popatrzył się na mnie tymi słodkim oczami i pocałował mnie bardzo namiętnie. To były moje najlepsze urodziny jakie miałam.

środa, 14 października 2015

Rozdział 57

Fran zadzwoniła żebym do niej przyszła, na początku nie miałam ochoty ale zgodziłam się. Po 20 minutach byłam już pod jej domem. Zadzwoniłam dzwonkiem, zaraz mi otwarł i zaprosiła do środka. Weszłam do salonu i nagle wszyscy krzyknęli "NIESPODZIANKA!" Zaskoczyło mnie to i to bardzo, myślałam że już nikt nie pamięta.
V: O matko to wszystko dla mnie?
F: Tak, wszystkiego najlepszego kochana.
V: Dziękuje Fran.
Potem każdy składał mi życzenia i dawał prezenty. Był tam też Leon...
V: Naty co Leon tu robi?
N: Jak to co? Przecież on to wszystko wymyślił.
V: Ale jak to?
C: No tak, nie dzwonił do ciebie żebyś się z nim spotkała?
V: No dzwonił, ale nie chciałam go słuchać...
C: Ale Viola dlaczego?
V: Widziałam go w parku z inną dziewczyną... Dawał jej kwiaty i przytulali się do siebie.. Cami on mnie zdradza...
C: Viola co ty mówisz? Przecież Leon cię kocha i nigdy by cię nie zdradził.
N: Właśnie Camilla ma racje, może ci się przewidziało?
V: Naty widziałam wszystko na własne oczy...
N: No skoro tak mówisz, ale musi być jakieś wyjaśnienie tej sytuacji.
F: Viola chodź Leon cię woła, stoi w salonie, no chodź!
V: Dobrze Fran zaraz przyjdę.
F: Okej przekaże mu.

LEON
Stałem w salonie i czekałem na Violettę, nie rozumiałem co się stało... Słyszałem przez telefon jej głos, płakała. Tylko nie mam pojecia z jakiego powodu. O nareszcie idzie. i w tym momęcie podeszła do mnie też Sylwia
S: Hej Leoś może mnie poznasz ze swoją dziewczyna co?
L: Ależ oczywiście. Poczekaj ze mną już idzie.
S: O to świetnie, nie mogę się doczekać aż poznam wybrankę mojego kochanego kuzyna.

VIOLETTA
No nie wieże... Idę w stonę Leona i co widzę? Jego z tą dziewczyną... Jak on ma czelność ją tu przyprowadzać?! Miałam dość, wróciłam więc do kuchni i dalej rozmawiałam z Cami i Naty...

sobota, 10 października 2015

Rozdział 56

Po rozmowie z Alexem poszłam do domu Leona. Otworzyła mi jego mama.
V: Dzień dobry, jest może Leon?
P.V: Nie, myślałam że jest z tobą.
V: Ale jak to?
P.V: No rano odebrał telefon i szybko wybiegł z domu, myślałam że idzie do ciebie bo zwykle jak ty dzwonisz to tak szybko wybiega z domu.
V: No cóż tym razem to nie ja dzwoniłam.. Dziękuje spróbuję go znaleźć. Do widzenie.
P.V: Do wiedzenia Violu.
Zrobiło mi się trochę smutno... Poszłam do parku, usiadłam na ławeczce i patrzyłam na piękne jeziorko. Po chwili zobaczyłam Leona z jakaś dziewczyną. On trzymał w ręku kwiaty i o czymś rozmawiali. Nagle zobaczyłam jak Leon daje jej kwiaty a ona rzuca mu się na szyje. Nie wiedziałam co mam robić... Poszłam więc do domu i zamknęłam się w pokoju, położyłam się na łóżku i przykryłam. Ze łzami w oczach zasnęłam...
OCZAMI LEONA:
Wczoraj na torze spotkałem swoją daleką kuzynkę, dawno się nie widzieliśmy chciała żebym pokazał jej trochę miasta bo dawno tu nie była. Zgodziłem się ale pod jednym warunkiem. Dziś są urodziny Violi i chciałem żeby były wspaniałe. Poprosiłem Sylwię żeby mi pomogła wybrać kwiatki i przygotować imprezę niespodziankę. Zgodziła się mi pomóc. Rano zadzwoniła do mnie żebym szybko przyszedł do kwiaciarni bo znalazła super kwiatki. Więc tak zrobiłem. Po półtorej godzinie wszystko było załatwione. Szliśmy parkiem do mojego domu
S: Leon wiesz co powiesz Violi jak będziesz dawał jej te kwiatki?
L: O choinka nie myślałem jeszcze nad tym, chociaż mam pewien pomysł..
S: To może przećwicz to. Ja będę udawać Violę. Zaczynaj.
L: Violu, moje skarby, jesteś dla mnie najważniejszą osobą, jeszcze nikogo tak nie kochałem. Chciałbym żebyś tę chwilę pamiętała jak najdłużej i wszystko chwile spędzone razem ze mną. Kocham cię i nigdy ale to nigdy nie przestanę.
S: Oj Leon jakie to słodkie..
I wtedy Sylwia przytuliła i zaczęła płakać
L: Ej co się stało?
S: Nic po prostu się wzruszyłam, nie znam nikogo bardziej romantyczniejszego od mojego kuzyna.
L: Ma się ten talent
I zaczęliśmy się śmiać. Poszliśmy do domu Fran bo tam miała być impreza niespodzianka. Wszystko już prawie było gotowe brakowało tylko Violi. Postanowiłem że po nią zadzwonię, ale kiedy odebrała usłyszałem że płakała... Zapytałem co sie stało ale nie chciała mi nic powiedzieć tylko się rozłączyła. Poprosiłem więc Fran żeby ją tu ściągnęła, zdziwiłem się kiedy Fran powiedziała że Viola zaraz tu będzie...  

sobota, 3 października 2015

Rozdział 55

Stoję wtulona w Leona a on nic nie mówi... Boję się że przesadziłam dziś z tą kłótnią... Wreszcie zaczął mówić...
L: Violetta ja za bardzo nie wiem co mam powiedzieć...
V: Powiedz to co ci pierwsze przyszło do głowy.
L: No dobrze. No więc cóż Violetta kocham cię i nie lubię się z tobą kłócić  i nigdy bym nie chciał cie zostawić i nie potrafiłbym..
V: Oh Leon jak słodko...
L: No przecież ja w ogóle jestem słodki
Powiedział ja się zaśmiałam i przytuliłam go mocno i wróciliśmy do mnie do domu. Weszliśmy do niego i zobaczyliśmy mężczyznę to był tata Ludmi. Rozmawiał wtedy z moim tatą a Ludmi siedział na kanapie trochę załamana. Podeszliśmy do niej i zapytaliśmy co się stało?
Lu: Viola mój tata chce mnie zabrać ze sobą do Afryki...
V: A ty tego chcesz?
Lu; Sama nie wiem tu mam tylu przyjaciół i Federico ale z drugiej strony będę znowu blisko taty.
V: Wybór należy do ciebie, wybierz rozsądnie.
Przytuliłam ją i poszłam z Leonem do mnie do pokoju i zaczęliśmy rozmawiać o Ludmile. Po jakiś 2 godzinach Leon poszedł do domu a ja postanowiłam iść do Ludmi i sprawdzić jak się czuje. Zapukałam ale nic nie usłyszałam więc weszłam ale nie było tam nikogo. Pomyślałam że jest u Federica, ale tam też jej nie było... Nagle dostałam esemesa od Ludmi  napisała mi że jest na kolacji z tatą i żebyśmy się nie martwili. Postanowiłam że położę się już spać bo to był trochę męczący dzień dla mnie... Śnił mi się piękny sen, byłam tam ja, Leon, Ludmi, Fede i cała reszta uczniów studia.... Był wielki koncert tańczyliśmy i śpiewaliśmy, wszyscy dobrze się bawiliśmy. Obudziłam się o 7.30, poszłam do łazienki. Po 15 minutach byłam gotowa, zjadłam śniadanie i razem z Ludmi i Fede poszłam do studia. Wszędzie szukałam Leona, nie mogłam go znaleźć... Postanowiłam że pójdę do jego domu bo może zaspał... Kiedy miałam wychodzić Alex złapał mnie za rękę i przyciągnął mocno do siebie i nie wiedzieć czemu przytulił mnie.
V: Alex o co chodzi? Dlaczego mnie przytulasz?
A: Violu tak mi przykro... Muszę ci coś ważnego powiedzieć...
W tej chwili zamarłam... O co mu może chodzić... Przestraszyłam się..
V: Alex mów o co chodzi bo się zaczynam bać.
A: No bo chodzi o Leona... Wczoraj był na torze i poznał jakąś dziewczynę.
V: No i co z tego? Przecież może mieć inne koleżanki.
A: Ale nie rozumiesz, Leon zaprosił ją do siebie do domu i siedzieli zamknięci w garażu i długo nie wychodzili...
Zmartwiłam się trochę, czyli to znaczy że to co mówił mi wczoraj to były kłamstwa? Muszę natychmiast sie z nim spotkać. Muszę wyjaśnić z nim tę sprawę jak najszybciej.

sobota, 2 maja 2015

Rozdział 54

*Dwa dni później*
Dziś przyjedzie tata Ludmiły i zastanowimy się wspólnie jak to wszystko będzie wyglądało. Widać że Ludmiła bardzo się denerwuje, jej mama ma za niedługo rozprawę w sądzie... Współczuje jej. Popatrzyłam na zegarek była 14.45 za około 40 minut będzie tu tata Ludmiły, mam nadzieję że zostanie tu ze mną. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi, podeszłam do nich i otworzyłam i zobaczyłam za nimi Leona. Przytuliłam go i pocałowałam w policzek i zaprosiłam do pokoju. Usiadł na łóżku a ja koło niego, objął mnie ramieniem a ja się w niego wtuliłam, siedzieliśmy tak tylko chwilkę...
L: Violu wiem że się przejmujesz ale wież mi wszystko potoczy się jak najlepiej.
V: Leon wiem że próbujesz mnie tylko pocieszyć...
L: Nie prawda Violu! Przecież wiesz że cię kocham i ja wiem wszystko!
V: Super to może się teraz pokłócimy co?!
L: Ja ?! To chyba ty! Zawsze coś ci nie pasuje w tym co powiem!
V: Wiesz co?
L: Co?
V: Nie mam pojęcia po co tu przychodziłeś?! Jak siedziałam sama to miałam święty spokuj!
L: Dobra okej to ja wychodzę! I nie dzwoń do mnie! Nie chcę cię teraz słuchać i nie mam pojęcia kiedy będę chciał cię słuchać!!!
V: Super! Bo ja też! Wynoś się!
L: Już idę! Może już się nie zobaczmy ! Żegnam!
O nie co ja zrobiłam!? Przecież ja go teraz potrzebuję jak nikogo innego! Dlaczego muszę być taka głupia!? O matko muszę za nim iść!... Zbiegłam po schodach i prawie się wywróciłam.
Lu: Violetta pali sie czy co!?
V: Nie, tak, znaczy pokłóciłam sie z Leonem! Ja jestem głupia muszę go natychmiast przeprosić zanim będzie za późno!
Lu: Dobrze tylko się nie zabij po drodze.
Po tej krótkiej rozmowie wybiegłam z domu i rozglądałam się za Leonem, zobaczyłam go już na rogu ulicy i zaczęłam go gonić. Dobiegłam do niego i złapałam go za rękę, on obrócił się i chciał iść ale ja mocno sie do niego przytuliłam.
V: Leon przepraszam ja nie chciałam, potrzebuję cię teraz przy sobie... Wybacz mi proszę! Wiem że jestem głupia kłócić się z kimś takim jak ty! Przepraszam...
Mówiłam to przez płacz... a on nic nawet mnie nie przytulił...
*Leon*
Byłem już na rogu ulicy a tu nagle Violetta podbiega i przytula sie do mnie i przeprasza... Co ja mam jej powiedzieć? Że jej wybaczam i że zapomnijmy o tej sprawie?! Może ta kłótnia świadczy o tym że nie powinniśmy być razem? Stoję tam ona jest cały czas we mnie wtulona... Co ja mam powiedzieć?
V: Leon nic nie powiesz?
L: Violetta ja....

sobota, 25 kwietnia 2015

Rozdział 53

P: Hej kochani, coś sie stało? O Violetta wróciłaś tak się o ciebie martwiłam..
H: Dlaczego to zrobiłaś? ... 
P: Herman kochanie ale o co ci chodzi?!
L: Niech pani już nie udaje niewiniątka wiemy już wszystko...
P: Jakim prawem tak do mnie mówisz?! W ogóle dlaczego ty tu jesteś?
H: Priscilla teraz powiedź prawdę... Dlaczego zepchnęłaś Violettę ze schodów w parku?
P: Herman ale.. ale to nie ja ona chce mnie wrobić!
Lu: Mamo przestań już! Proszę cię mam już dość kłamstw! 
P: Dlaczego ty mi to robisz?! 
Lu: Bo mam już cię dość! Tego całego rozkazywania i meczenia innych ludzi! 
H: Tak właśnie Priscilla zawiodłem sie na tobie i nie chce cię znać, zresztą zaraz zajmie się tobą policja...
Jak mój tata to powiedział do domu wszedł policjant i policjantka... Zabrali Priscillę... Popatrzyłam na Ludmiłę, była smutna ale widać było w jej oczach zadowolenie że w końcu wyrzuciła z siebie wszystko... Popatrzyłam na Leona, uśmiechną się do mnie i mnie mocno przytulił i szepnął na ucho "Teraz wszystko będzie dobrze" Wtedy mocno sie do niego przytuliłam i podziękowałam że przy mnie jest...
V: Tato?
H: Słucham skarbie.
V: Wiem że ci ciężko, ale musisz się z tym pogodzić...
H: Tak wiem córeczko, chodź tu do mnie.
V: Kocham cię tato. Ale co teraz będzie z nią?
Powiedziałam przytulając Ludmi. Mój tata nie miał pojęcia co odpowiedzieć...
H: Cóż trzeba będzie powiadomić jej tatę i się zobaczy...
Lu: Dziękuje panu bardzo, za wszystko...
H: Ludmiła mów mi tato. 
Po jego słowach Ludmiła uśmiechnęła sie i mocno przytuliła mojego tatę i mu podziękowała... Po tych krótkich czułościach ja, Leon, Fede i Ludmi postanowiliśmy iść się trochę zabawić. Poszliśmy do klubu karaoke i świetnie się tam bawiliśmy. Wyszliśmy po jakiś 3 godzinach, było jeszcze jasno więc poszliśmy do parku. 
Lu: Dziękuje wam kochani, nie sądziłam że mi wybaczycie...
Fe: Kochanie przecież wiesz że Violetta niczego nie miała ci za złe nigdy...
Lu: Tak wiem ale i tak mi głupio...
V: Ludmiła nie przejmuj się niczym, teraz będzie ju tylko lepiej..
Uśmiechnęłam sie do niej i mocno przytuliłam.
L: Ej bo jestem zazdrosny!
V: Leon ty głuptasie! Przecież wiesz że tylko ciebie kocham najbardziej na świecie!
Po moich słowach pocałowałam go i rzuciłam mu sie na szyję a on złapał mnie i wziął na ręce i niósł jak księżniczkę aż pod sam mój dom, Fede niósł Ludmi na plecach bop buty ją obtarły. Leon został jeszcze na kolacji. Było super śmiesznie i rodzinnie. Mam nadzieje że tak już będzie zawsze... 

  
 

sobota, 18 kwietnia 2015

Rozdział 52

Bardzo się zdziwiłam na widok osoby stojącej za nimi..... To była Ludmiła i Fede.Leon zaprosił ich do środka i usiedliśmy na kanapie. Po krótkiej ciszy:
Lu: Violetta posłuchaj wiem że nie chcesz mnie słuchać i tak dalej ale muszę ci to wreszcie powiedzieć.
V: No słucham co mi musisz powiedzieć?
Lu: no chodzi wtedy o to w parku... Musisz mi uwierzyć że to nie ja cię zepchnęłam z tych schodów..
V: To w takim razie kto?
Lu: Ja... yyy. no.. nie mam pojęcia...
Fe: Ludmi kotek powiedz prawdę.
Lu: No dobrze...
V: Ludmi o co tu chodzi?
Lu: No z tych schodów zepchnęła cię moja mama...
V i L: CO!?
Fe: To co słyszeliście, Priscilla zepchnęła cię z tych schodów bo bała się że pokażesz tacie nagranie jak przyznaje się do tego że to ona podłożyła tego pająka. 
V: Nie, to nie może być prawda...
L: Viola wiem że jest ci ciężko w to uwierzyć, tak jak mi ale widocznie to prawda...
Fe: Tak to jest prawda... Nawet mamy dowód...
Wtedy Fede i Ludmi wyciągnęli laptopa i pokazali nam nagranie na którym wszystko dokładnie widać.
Nie mogłam się z tym pogodzić, jak Priscilla mogła to zrobić?! Łzy zaczęły mi napływać do oczu, Leon to zobaczył i mocno mnie do siebie przytulił i pocałował w głowę. Zawsze tak robi na znak żebym się nie martwiła i że wszystko będzie dobrze. Po chwili odsunęłam się od niego i zaczęłam:
- Muszę to natychmiast powiedzieć tacie...
L: Violu pójdę z tobą, dobrze?
V: Tak dziękuje ci.
Lu: JA też idę i pokażę Hermanowi to nagranie...
Fe: Też chce być przy tym.
V: Dziękuje kochani, chodźmy już. 
Po 10 minutach była już pod moim domem. Weszłam i na środku salonu stał mój tata, był wściekły. 
H: Violetta gdzie ty byłaś?! Dlaczego uciekłaś z domu?!
L: Herman, wiem że nie chcesz żebym tu była ale Violetta ma ci coś do powiedzenia...
H: Niby co takiego?! Chyba nie chcecie mi powiedzieć że będę dziadkiem?!
V: Tato! Przestań! Mogę wreszcie ci to powiedzieć czy nie?!
H: No możesz, możesz...
V: Bo widzisz już wiem kto mnie zepchnął ze schodów w parku...
H: Kto?
V: Priscilla...
I w tym momencie Ludmiła puściła nagranie na którym dokładnie widać co się stało... Mój tata sie załamał... I w tym momencie do domu weszła Priscilla...
P: Hej kochani, coś sie stało? O Violetta wróciłaś tak się o ciebie martwiłam..
H: Dlaczego to zrobiłaś? ... cdn

wtorek, 14 kwietnia 2015

Rozdział 51

*Herman*
Idę do pokoju Violetty, zrozumiałem że źle zrobiłem. Chciałem ją przeprosić i porozmawiać na spokojnie. Wchodzę bez pukania a tu co?! Nie ma jej... Zobaczyłem tylko otwarte okno i dotarło do mnie że Viola uciekła. Tylko gdzie? Aha chyba wiem, pewnie jest u Leona... Pójdę tam zaraz.
*Leon*
Czekałem na Violę, przyszła po 20 minutach i mocno się do mnie przytuliła. Ja poszedłem po swoje rzeczy które wcześniej spakowałem. Przy wyjściu dopadł mnie tata:
P.V: Leon gdzie ty się wybierasz z tą walizką?
L: Tato wyprowadzam się... Tylko proszę cię o jedno.
P.V: No słucham.
L: Jakby przyszedł tu tata Violi, proszę nie mów mu gdzie jesteśmy. W ogóle zachowuj się tak jakbym dalej tu mieszkał. I daj mi znać jeżeli on tu przyjdzie.
P.V:  Dobrze Leon dla ciebie wszystko. Uciekajcie już.
L: Dzięki tato.
No i ruszyliśmy do naszego domku. Normalnie tak się cieszę że będziemy mieszkać razem...
Popatrzyłem na Violę i zobaczyłem że jest smutna.
L: Violu co się dzieje?
V: Nic, wszystko jest okej...
L: Violetta nie znam cię od wczoraj, przecież widzę.
V: No bo chodzi o mojego tatę...
L: Hej nie przejmuj się tak... Rozumiem co czujesz... Ja chcę żebyś w tym dniu była najszczęśliwszą osobą na ziemi.
*Violetta*
Po słowach Leona zaczęłam się uśmiechać, cieszyłam się że dla niego liczy się moje szczęście...
Dojechaliśmy wreszcie na miejsce, zabraliśmy swoje bagaże i rozpakowaliśmy się. Później zamówiliśmy sobie pizzę i zjedliśmy ją. Podczas oglądania telewizji Leon zaczął mnie całować po szyi i rozpinać moją piękną koszulę.
V: Leon co ty wyprawiasz?!
L: Przecież ci mówiłem że chcę żeby ci było jak najlepiej...
V: Oj Leon ty głuptasie...
Po tym rzuciłam sie na niego i zaczęłam go całować. on oddawał każdy pocałunek, w pewnej chwili podniósł mnie i zaniósł do sypialni. Zdjął z siebie koszulę i ze mnie również. Przyciągnął mnie do siebie i całował, ja przy tym odpinałam jego pasek. Po chwili ja nie miałam już na sobie żadnych ubrań, Leon miał na sobie jeszcze spodnie. Rzucił mnie na łóżko, a on położył się na mnie i zaczął dotykać mnie tak przyjemnie po całym ciele nie przerywając ani jednego pocałunku. Leon miał już ściągnąć spodnie ale przewał nam dzwonek do drzwi... Leon szybko ubrał spodnie i koszulę a ja ubrałam bluzke i spódnicę. Szybko poszliśmy do drzwi i otworzyliśmy je... Bardzo się zdziwiłam na widok osoby stojącej za nimi.....

niedziela, 12 kwietnia 2015

Rozdział 50

*Violetta*
Oderwałam się od Leona i uśmiechnęłam się do niego. Nasi przyjaciele stali i uśmiechali się.
F: Viola co się takiego stało?
V: Nie mam pojęcia, nic nie rozumiem z tego co się stało...
L: Czyli to znaczy że nic z mieszkania razem?
V: Przepraszam cie ale nie mogę się teraz wyprowadzić...
L: Rozumiem, powiem rodzicom że mogą go wynająć komuś.
V: Leon przepraszam...
L: Viola nic się nie dzieje. Nie zawsze będzie po naszej myśli.
F: Viola może cię odprowadzę?
V: Nie nie trzeba, Leon mnie odprowadzi prawda?
L: Oczywiście skarbie, dla ciebie wszystko.
Po tym wszystkim poszliśmy do domu. Weszłam do niego, a na środku stał mój tata.
H: Violetta co on tu robi!?
V: Pomaga mi.
H: Niby w czym ci może pomagać.
V: Dla twojej wiadomości ktoś zepchnął mnie ze schodów w parku.
H: Co!? Ala jak to? Nic ci nie jest?
V: Nie tato wszystko w porządku.
H: Ale kto to zrobił?
V: Myślę że to była Ludmiła.
H: Ale jak to!? To nie możliwe! Ludmiła nigdy by czegoś takiego nie zrobiła!! Dlaczego kłamiesz!? Violetta zawiodłem się na tobie. A ty drogi chłopcze nie zbliżaj się do niej nigdy więcej.
 Po tych słowach tata wypchnął Leona za drzwi a mi kazał iść do swojego pokoju i siedzieć tam aż do kolacji. Ja postanowiłam że zadzwonię do Leona.
V: Hej Leon wszystko okej?
L: Tak, ale ja bez ciebie nie wytrzymam.
V: Tak wiem, ja bez ciebie też. Za bardzo cię kocham...
L: Ja też cie bardzo ale to bardzo kocham. Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie...
V: To tak jak ja.
L: Mam pomysł.
V: Jaki?
L: Ucieknij z domu. Przyjdź do mnie, pójdziemy do naszego domku dobrze?
V: Tak, tak oczywiście zaraz u ciebie będę.
Po rozmowie zaczęłam się pakować. Byłam gotowa po 10 minutach. Wywaliłam torbę przez okno i sama wyskoczyłam. Na szczęście nic mi się nie stało. Wzięłam torbę i pobiegłam do domu Leona.

sobota, 11 kwietnia 2015

Rozdział 49

*Alex*
Szedłem sobie spokojnie parkiem kiedy nagle zobaczyłem jak ktoś leży na dole schodów. Podbiegłem tam szybko i zobaczyłem że to Violetta. Wziąłem jej telefon i postanowiłem zadzwonić do Leona...
*Francesca*
Siedzę z Cami na próbie chłopaków. Leon dał mi swój telefon i jakby ktoś dzwonił to żebym odebrała. Nagle ktoś zadzwonił...
To Viola. Odebrałam ale od razu się zdziwiłam, zamiast głosu Violi był to głos Alexa.
A: Halo?
F: Halo? Alex co skąd ty masz telefon Violetty?!
A: Fran jest sprawa posłuchaj dobrze?
F: No dobrze mów skoro to takie ważne.
A: Znalazłem Violę i leży pod schodami w parku, ktoś ją chyba zepchnął...
F: CO!!!
Tak głośno krzyknęłam że chłopaki przestali grać i przybiegli do mnie, Alex powiedział mi jeszcze że zadzwoni po karetkę i żebyśmy jak najszybciej przyszli. Ja nie mogłam z siebie wydusić ani słowa...

*Leon*
Mieliśmy próbę, graliśmy nowy utwór a tu nagle Fran zaczęłam krzyczeć. Podbiegliśmy szybko do niej i zobaczyłem że rozmawia prze telefon i to jeszcze mój. Po chwili zakończyła rozmowę i stała wryta jak słup.
L: Fran co się stało? Ej Fran
F: Viola...
L: Co Viola co się stało?!
F: Dzwonił Alex z jej telefonu...
L: Jak to Alex?! O co chodzi Fran?!
F: Oj no bo Viole ktoś prawdopodobnie zepchnął ze schodów w parku...
L: Co?! Gdzie?! Muszę tam iść...
F: Dobrze Leon tylko spokojnie, chodźmy.
Szedłem cały zmartwiony co się stało Violi. Doszliśmy wreszcie na miejsce, była tam karetka. podbiegłem tak i zobaczyłem Violę cało i zdrową, siedziała na schodach i dochodziła powoli do siebie. Usiadłem koło niej i objąłem ją ramieniem i przytuliłem do siebie.
V: Dziękuje że tu jesteś...
L: Zawsze będę kiedy będziesz mnie potrzebować. Alex dzięki za telefon.
A: Nie ma sprawy, robiłem to co myślałem.
L: Dobrze zrobiłeś. Violu wiesz kto mógł to zrobić?
V: Nie.. nie mam pojęcia, ale chyba się domyślam...
L: Tak? To kogo podejrzewasz?
V: Ludmiłę... była tu razem z Priscillą rozmawiały o tym co się stało wczoraj o tym pająku, ja je nagrałam, Priscilla to zobaczyła... Potem przyszła Ludmiła, a potem już nie pamiętam.
L: Nie martw się skarbie znajdziemy winowajcę.
V: Dziękuję Leon kocham cię .
L: Ja cię kocham bardziej i zawsze będę przy tobie.
Po moich słowach pocałowałem ją bardzo namiętnie, słyszałem tylko naszych przyjaciół mówiących "oooooo słodko"  

piątek, 10 kwietnia 2015

Rozdział 48

Staliśmy z Leonem przed studiem, czekałam aż mi odpowie... Po chwili uśmiechną się i powiedział:
- Violuś oczywiście.
V: Cudownie! Tylko gdzie będziemy mieszkać?
L: Wiesz dziś możesz przenocować u mnie w domu a jutro zamieszkamy już w naszym domku.
V: Ale jak to jutro?
L: No bo wiesz moi rodzice dali mi dom w prezencie niedaleko studia więc możemy tam teraz iść i przenieść już trochę twoich rzeczy.
V: Oj Leon kocham cię! Chodźmy!
Jak powiedziałam tak zrobiliśmy. Dom był faktycznie niedaleko studia i okazało się że był obok domu Fran. Kiedy go zobaczyłam to oniemiałam z wrażenia.
Weszliśmy do środka... Tam omało nie zemdlałam z wrażenia. 
 Ten dom jest przecudowny. Tylko teraz jak ja powiem tacie że się wyprowadzam... Boję się jak on zareaguje, przecież dostanie świra... Muszę się jakoś zebrać i mu powiedzieć i najlepiej jakby był ze mną Leon. Poprosiłam go o to i się zgodził. Ruszyliśmy w stronę mojego domu, w połowie drogi Leon dostał telefon że musi być natychmiast w studio więc wracałam sama. Wracałam przez park i zobaczyłam tam Ludmiłę i Priscillę. Podeszłam bliżej i słyszałam całą ich rozmowę w której Priscilla przyznała się do wszystkiego, nawet to nagrałam. Wszystko byłoby dobrze gdyby tylko Priscilla mnie nie zobaczyła.
P: Co ty wyprawiasz co!
V: Nic takiego porostu chce pokazać tacie kto mówi prawdę.
P: Nie uda ci się to, rozumiesz? Powiem że to jakaś przeróbka. Nie uwierzy ci!
V: I tu sie mylisz. Może mój tata cię kocha, ale to ja jestem jego kochaną córeczką!
P: Przesadziłaś moja droga panno...
Nie chciałam się dalej z nią kłócić więc poszłam doszłam do schodów i jedyne co pamiętam to ciemność...

czwartek, 9 kwietnia 2015

Rozdział 47

*Leon*
Nie rozumiem co się stało, stałem sobie z chłopakami w sali ze sceną i rozmawiałem z nimi o zespole i nagle podbiegła do mnie zapłakana Viola i przytuliła się mocno do mnie. Nie myśląc o niczym szybko ją przytuliłem. Zastanawiałem się czemu płakała, więc zapytałem:
- Violu co się stało?
Nic mi nie odpowiedziała tylko bardziej się we mnie wtuliła. Może nie chciała mi mówić przy chłopakach więc wziąłem ją na ręce i poszliśmy do sali tanecznej. Postawiłem ją na ziemi i zamknąłem drzwi.
L: Violu teraz powiesz mi co się stało i czemu płaczesz?
V: Leon... bo.. ja słyszałam rozmowę taty z Priscillą...
L: No i co? Co mówili?
V: Bo wczoraj Priscilla znalazła na łóżku wielkiego pająka i dziś zwaliła winę na mnie i...
L: Viola i co?
V: Rozmawiali o tym że... tata musi mnie jakoś ukarać i że musi zabrać mi coś co jest dla mnie najważniejsze...
L: I co dalej?
V: Mój tata powiedział.. że...że...
L: No Viola wyduś to z siebie!
V: Ona chce mi zabrać ciebie!!
L: Co?!
V: To co słyszałeś, powiedział że zakaże mi spotykać się z tobą...
Po tych słowach Viola znowu się do mnie przytuliła, a ja stałem jak wryty. Byłem bardzo zdziwiony... Nie miałem pojęcia co zrobić, nie mogę stracić Violetty! Za bardzo ją kocham...
*Herman*
Po rozmowie z Priscillą zrozumiałem że Violetta nie możne dalej się spotykać z Leonem. Szukałem ją w całym studiu, i kiedy ją znalazłem stała przytulona do Leona i płakała.
H: Co tu się dzieje!!! Co to ma być?! Violetta musimy porozmawiać
V: Nic nie musimy! Nie możesz mi zabronić spotykania się z Leonem!
H: Co?! Skąd wiesz?
V: Słyszałam twoją rozmowę z Priscillą, nie wiem jak mogłeś jej uwierzyć.
H: Wierze jej bo wiem że ona nie potrafiła by mnie okłamać bo mnie kocha, a ja kocham ją! Zrozum to wreszcie!
V: Ja to rozumiem, ale teraz ona cię oszukuje! Wiesz że boję się pająków więc jak mogłam wnieść pająka do domu i wnieść go do waszej sypialni? Zastanów się trochę!
Po tych słowach Violetta i Leon wyszli z sali. Teraz mam mętlik.
*Violetta*
Wybiegłam z Leonem ze studia bo nie mogłam dalej słuchać taty.
V: Leon...
L: Tak skarbie?
V: Pamiętasz ta propozycję żebyśmy zamieszkali razem?
L: Tak... Ale dopiero jak skończymy szkołę prawda?
V: Wiesz zmieniłam zdanie... Zamieszkajmy razem jak najszybciej, nawet dzisiaj. Proszę nie wytrzymam dłużej z tatą i Priscillą.

środa, 8 kwietnia 2015

Rozdział 46

*Kilka dni później*
*Violetta*
Obudziłam się dziś bardzo późno... Postanowiłam że nie pójdę już do Studia. Ubrałam więc szlafrok i poszłam do kuchni, w domu panowała cisza. Weszłam do kuchni i zobaczyłam tam Olgę i Ramallo. Olga karmiła go jakimś ciastem... to nie był fajny widok.
V: Hej może zostawcie te amory na później.
O: O Viola już wstałaś, jak się czujesz?
V: Dobrze, czemu mnie nie obudziłaś?
O: Ale Priscilla powiedziała mi że mam cie nie budzić.
V: Co!? Ale jak to Priscilla ci to powiedziała!?\
 O: Viola ale spokojnie, jest dopiero 9.30 może jeszcze zdążysz na lekcje?
V: Tak masz rację lecę się przebrać idę do studia.
Jak powiedziałam tak też zrobiłam, w studiu byłam po 10 minutach, weszłam do środka i od razu dopadła mnie Fran.
F: Viola gdzie ty byłaś?! Twój tata cię szukał po całym studio.
V: Ale jak to?
F: No tak, ale Priscilla mu coś powiedziała i przestał cię szukać tylko jest cały wściekły.
V: A słyszałaś może co powiedziała?
F: No niestety nie, a coś się stało?
V: No wczoraj jak Priscilla  poszła żeby się położyć to zobaczyła dużego pająka...
F: Myślisz że?
V: Tak, myślę że Priscilla sama podłożyła tego pająka a teraz zwala winę na mnie.
F: Ej nie przejmuj się... Może twój tata jej nie uwierzy?
V: I tu się mylisz, mój tata od pewnego czasu wierzy tylko jej.
F: Ej ale nie przejmuj się tak?
V: Dobrze.
Potem Fran poszła na zajęcia a ja postanowiłam że pójdę do pokoju nauczycielskiego porozmawiać z tatą. Kiedy wchodziłam usłyszałam rozmowę taty i Priscilli...
P: Herman musisz coś z nią zrobić! Ona nie może mi bezczelnie podkładać pająka do łóżka.
H: Tak wiem kochanie, ale co ja mam zrobić?
P: No nie wiem trzeba pomyśleć. Może zabrałbyś jej coś co jest dla niej najważniejsze? 
H: Tak, tak do jest dobry pomysł, ona musi przestać spotykać sie z Leonem.
P: Ale może jednak nie...
H: Priscilla już nic nie mów, muszę ją  znaleźć i powiedzieć jej co postanowiłem.
Po słowach mojego taty rozpłakałam się. Zaczęłam szukać Leona. Wreszcie znalazłam go stał z chłopakami w sali ze sceną. Podbiegłam tam cała zapłakana i przytuliłam się mocno do  niego. On też mnie mocno przytulił.

wtorek, 7 kwietnia 2015

Rozdział 45

*Leon*
Violetta wyszła cała rozwścieczona i to przec co? Przez to że Fran zapomniała o jej urodzinach...
F: Leon możesz mi wyjaśnić co się z nią dzieje!? Co ona też jest w ciąży!?
L: Nie!  Poprostu jest jej przykro że powiedziałaś że w tym dniu Camilla jest najważniejsza!
F: No bo jest i ja nje wiem czemu ona to tak przeżywa? Jakby to ona teraz była najważniejsza!
L: No bo jest !!! Ona ma dzisiaj urodziny ! Pamięta ktoś jeszcze?!
I w tej chwili wyszedłem ze studia i zobaczyłem jak siedzi na ławce i płacze, podszedłem do niej i usiadłem z nią, mocno przytuliłem i pocałowałem w głowę.
L: Hej Violuś nie przejmuj się.
V: Łatwo ci mówić. O twoich urodzinach nikt nke zapomniał...
L: Violu kotek spokojnie tak, teraz się uspokój dobrze? Pójdziemy gdześ po lekcjach?
V: Oczywiście że tak. Kocham cię.
L: Ja też cię kocham.
Pocałowałem ją namiętnie w usta, ona oddawała każdy pocałunek. Oderwaliśmy się od siebie i poszliśmy na lekcje.
*Francesca*
O matko co ze mnie za przyjaciółka!? Zapomniałam o urodzinach Violi i jeszcze wykrzyczałam jej w twarz że w tym dniu najważniejsza jeat Camilla. Matko muszę ją przeprosić i to najlepiej zaraz. O idze z Leonem na zajęcia, chyba wiem co zrobić żeby ją przeprosić, tylko muszę zebrać wszystkich...
*Violetta*
Szłam z Leonem do sali, weszliśmy do niej, Leon stanął za pianinem i zaczął na nim grać Podemos. Dołączyma do niego przy refrenie. Było super na konieć przytuliłam mocno Leona i doałam mu buziaka w policzek. Po chwili zadzwonił dzwonek, poszłam z Leonem do sali tańca, była zamknięta co mnie zdziwiło... Weszłam powoli inagle moi przyjaciele krzykneli "NIESPODZIANKA" Strasznie się ucieszyłam
V: To wszystko dla mnie?
F:  Tak Viola. Przepraszam że zapomniałam o twoich urodzinach ale wiesz tak wyszło i jeszcze ta sprawa z Cami i jej ciążą.
C: Co!!!? Jaką moją ciążą!? O co wam chodzi?
F: No jak to o co!? Słyszałam twoją rozmowę w parku.
C: Chwila, chwila ale mówiliśmy o czymś zupełnie innym.
F: Ale jak to? To w takim raze o czym!?
C: Mówiliśmy o naszym małym piesku, ma na imię dzidziuś, a to że tatuś to znaczy chrzestny. Siortra Broadwaya jest w ciąży a nie ja !
F: O matko przepraszam cię.
C: Nie ma sprawy, teraz lepiej się bawmy.
Po tej rozmowie zaczęliśmy się bawić było super!

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Rozdział 44

*Broadway*
Siedziałem sobie w sali tanecznej i słuchałem muzyki, nagle przyszedł Diego.
D: Siema stary możemy pogadać?
B: No pewnie, a coś sie stało?
D: tak jakby... Co u Cami?
B: Dobrze a jak ma być?
D: No nie wiem tak pytam. Nie można juz zapytać?
B: Nie no można, ale trochę mnie to dziwi.
D: Dobra nie ważne muszę iść cześć.
B: No cześć.
*Violetta*
Siedzę na lekcji i straszliwie się nudzę. Ale szczęście że siedzę koło Leona. Na koniec lekcji zaczęliśmy wszyscy razem śpiewać, było super. Po lekcji Leon złapał mnie za rękę i zaciągnął do pomieszczenia z szafkami. Przybliżył się do mnie i wyszeptał mi do ucha "Wszystkiego najlepszego skarbie" po tych słowach wzruszyłam się.
V: Leon, pamiętałeś.
L: Jak mógłbym zapomnieć o urodzinach mojego skarba?
V: Jak widać nie trudno zapomnieć... ty jesteś pierwszą osobą która składa mi życzenia.
L: Tak? To bardzo dziwne...
V: No ale cóż poradzić takie życie.
Miałam wtedy pocałować Leona ale do pomieszczenia wpadła Fran.
F: Viola jest sprawa!!
L: Fran nie żeby coś ale nam przeszkodziłaś!
V: Leon spokojnie! Co się stało?
F: No bo chodzi o Cami.
I w tej oto chwili zjawili się tam wszyscy oprócz Cami i Broadwaya.
F: Słuchajcie chodzi o Cami i Broadwaya, więc tak szłam sobie wczoraj parkiem z Diego i słyszałam ich rozmowę.
V: Do dobrze Fran ale do czego zmierzasz?
F: Viola, Cami jest w ciąży!!!
Wszyscy: CO!!!
F: No tak, rozmawiali że Broadway zostanie tatą i że kocha ich dzidziusia.
L: Ale to jest pewne? Powiedziała ci to?
F: No nie! I w tym jest problem! Musimy teraz o nią dbać teraz w ten dzień ona jest najważniejsza i nikt inny!!! Tylko Camilla!
V: Aha super!
F: Viola o co ci chodzi?
V: Nie ważne cześć.
Wtedy wyszłam cała rozwścieczona....

niedziela, 5 kwietnia 2015

Rozdział 43

*Violetta*
Obudziłam się na podłodze, nie miałam pojęcie jak się na niej znalazłam. Po krótkim namyśle poszłam się odświeżyć. Po około godzince byłam gotowa do wyjścia. Zjadłam jeszcze małe śniadanie i wyszłam z domu. Po drodze zobaczyłam Cami i Broadwaya i jakiegoś pieska na smyczy. Zdziwiłam się bo oni nigdy nie mieli psa. Patrzyłam się na nich i szłam i nawet nie zobaczyłam jak w kogoś wchodzę. Tak weszłam na Alexa,
A: Hej Viola uważaj.
V: O Alex przepraszam, masz rację muszę uważać.
A: Wszystko w porządku?
V: Tak, tak idziemy razem do studia?
A: A Leon nie będzie zły?
V: Może nie. To idziemy czy nie?
A: Tak chodźmy.
I poszliśmy razem, gadaliśmy sobie i żartowaliśmy. Alex jest wspaniałym kolegą.
*Leon*
No co jest czekam na Violettę już dobre 15 minut. A kiedy już ją widzę to widzę ją z kimś innym, i to z kim? Z Alexem.. Widzę jak się śmieją i cały czas gadają, a na koniec przytulili się. Myślałem że tam wybuchnę. Podeszła do mnie postanowiłem udawać ze nic nie widziałem, jestem ciekawy czy mi sama powie co robiła przez to 20 minut.
V: Hej, przepraszam że tak długo czekałeś.
L: Nie nic się nie stało. A co robiłaś? Jeśli mogę wiedzieć.
V: Oczywiście że możesz wiedzieć. Szłam sobie parkiem i spotkałam Alexa więc przyszłam razem z nim. Nie gniewasz się?
L: Na ciebie nie można się gniewać. Cieszę się że mi powiedziałaś.
V: Jakbym mogła ci nie powiedzieć przecież cię kocham. A i jeszcze jedno.
L: Co takiego?
V: Od kiedy Cami albo Broadway mają psa?
L: Co?! Jakiego psa?!
V: A nie ważne. Chodźmy już na lekcje.
*Camilla*
Broadway jest taki kochany. Okazało się że jego siostra jest w ciąży i on będzie ojcem chrzestnym, mamy też małego pieska, dostałam do od niego na imieniny. Nazwaliśmy go Dzidziuś. Jeszcze nie powiedziałam o nim naszym znajomym. jakoś zapomniałam. Weszłam do studia i na powitanie podeszła do mnie Fran, tylko zachowywała się dziwnie.        
F: Hej Cami!! Jak się czujesz wszystko okej? Może chcesz coś zjeść albo chce ci się pić?
C: Nie... Niby czemu mam się źle czuć?
F: A tak tylko pytam... To co idziemy razem na zajęcia?
C: Tak, chodźmy.
F: Ale chwila, chwila daj mi ten plecak. Nie będziesz nic dźwigać.
C: Fran ja sobie poradzę, o co ci chodzi?
F: Nie o nic tak tylko pomyślałam że będę miła...
C: Okej ale ja dziękuje poniosę sobie sama...

piątek, 3 kwietnia 2015

Rozdział 42

*Leon*
Siedzieliśmy u Violi w pokoju i rozmawialiśmy o naszej przyszłości. Więc zapytałem
- Violu kotek, znamy sie już długo i długo jesteśmy razem... Kiedy zamieszkamy razem?
V: Le.. Leon jaa... ja nie mam pojęcia. To chyba jeszcze za wcześnie...
L: Ale ja nie mówię że teraz zaraz. Tylko że za kilka miesięcy..
V: Aaaa no tak. To w takim razie zamieszkamy razem jak skończymy Studio.
L: Oczywiście skarbie.
I pocałowałem Violę na znak tego że bardzo sie cieszę. potem dalej rozmawialiśmy i śpiewaliśmy...
*Ludmiła*
Siedziałam z Fede w kawiarni i jadłam sernik, po chwili Fede wstał z krzesła i wyciągnął jakieś pudełeczko z kieszeni i uklęknął przede mną.
Fe: Ludmiło Ferro słońce ty moje uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz ze mną już na zawsze?
Lu: O matko Fede... Oczywiście że tak!
Wtedy rzuciłam mu sie na szyję a on mnie okręcił wokół własnej osi. Cieszyła się i to bardzo.
*Francesca*
Idziemy z Diego do mnie do domu przez park a tu nagle widzimy Cami i Broadwaya. Usłyszeliśmy całoą ich rozmowę i nie mogliśmy dowierzać.
C: Broadway przesadziłeś trochę u Maxiego w domu, Leon nic złego nie powiedział.
B: Tak wiem ale wiesz że jestem nerwowy zwłaszcza teraz, kiedy dowiedziałem sie że będę tatą.
C: Hej ale nie martw się tak? Damy sobie radę. obiecuję ci to.
B: Wiesz co?
C: no co?
B: Kocham ciebie i naszego dzidziusia.
C: Ooooo... ja też cię kocham.
Wtedy sie pocałowali i poszli. Ja się nie mogłam otrząsnąć.
F: Diego ty też to słyszałeś?
D: O tak Fran.... Słyszałem i nie wierze.
F: Tak ja też! Dlaczego mi nie powiedziała!? Co z niej za przyjaciółka?
D: Fran ale spokojnie może dopiero teraz sie dowiedziała, zobaczysz że jutro w studio powie wszystko tobie i Violi.
F: Obyś miał rację. Martwię się o nią. Myślisz że sobie poradzą?
D: Oczywiście że tak. Gwarantuje ci to.
Po tym poszliśmy wreszcie do mojego domu. Strasznie byłam zmęczona tym dniem więc postanowiłam że wezmę prysznic i pójdę spać.    

Rozdział 41

Obudziłam się rano z wielkim bólem głowy. Ogarnęłam się trochę i poszłam na dół. Leon spał na kanapie, postanowiłam go obudzić i przeprosić że mu nie pozwoliłam ze mną spać.
V: Leon, Leon kotek wstawaj!
L: Jeszcze nie... Skarbek proszę...
V: Dobra śpij sobie, ale pamiętaj już nic ode mnie nie dostaniesz.
Powiedziałam mu i zaczęłam wstawać, a Leon złapał mnie w tali przyciągnął do siebie i namiętnie pocałował. Oddawałam każdy jego pocałunek, zaczęłam rozpinać jego guziczki od koszuli a Leon zaczął się uśmiechać. Wtedy zeszli nasi przyjaciele...
Fe: Viola! Leon! Nie przesadzajcie! Tu też są inni!
Lu: To chyba wiemy kto tak hałasował w nocy...
V: Ludmi dla twojej wiadomości Leon spał na kanapie.
Lu: Ale dlaczego?!
V: Bo był całkiem pijany.
N: I dobrze zrobiłaś, jeśli facet jest pijany nie warto mu ufać.
M: Nati co ty mówisz?! W nocy ci się jakoś podobało że byłem pijany!
V: No proszę czego my sie tu dowiadujemy?! Najpierw Diego i Fran teraz ty i Naty... No przyznawać się kto jeszcze coś robił w nocy?!
I w tej oto chwili przyznali się wszyscy. Zaczęłam się z Leonem śmiać.
L: Wychodzi na to Violu że my byliśmy tylko grzeczni.
B: No i co z tego?!
C: Ej spokojnie tak?
B: Tak wiem tylko że on ma jakieś ale!
L: Hej stary spokojnie ja cię nie chciałem urazić ani nic...
B: Ale to zrobiłeś! Choć Cami wychodzimy.
Złapał Cami za rękę i wyszli. Zdziwiło mnie ich zachowanie... Może to przez to że Cami cały czas źle się czuje? Ale nie przejmowaliśmy się tym tylko zjedliśmy śniadanie i poszliśmy do swoich domów....
*Diego*
Postanowiłem odprowadzić Fran. Szliśmy parkiem kiedy zobaczyliśmy Camille i Broadwaya. Podeszliśmy bliżej żeby usłyszeć ich rozmowę i to co usłyszeliśmy wcięło nas w podłogę.... Nie mogliśmy w to uwierzyć...
*Federico* 
Postanowiliśmy z Ludmi iść do jakiejś kawiarni na coś słodkiego. Siedliśmy przy stoliku i zamówiliśmy kawę i sernik. Siedzieliśmy tak chwilę i wreszcie postanowiłem zrobić coś do czego przygotowywałem się już długo...
*Violetta*
Siedziałam z Leonem u mnie w pokoju i rozmawialiśmy o naszej przyszłości, myśleliśmy ile będziemy mieć dzieci... I wtedy nieoczekiwanie Leon zadał mi pytanie... Nie wiedziałam co mam powiedzieć...

środa, 1 kwietnia 2015

Rozdział 40

Nigdy nie byłam na lepszej imprezie. Najpierw byliśmy u  Maxiego w domu,  potem postanowiliśmy wyjść na miasto. Poszliśmy do klubu z karaoke. Zamówiony sobie drink. Po ich wypiciu zaczęliśmy tańczyć i wygłupiać się. Po dwóch godzinach wyszliśmy do domu Maxiego.  Była już godzina 2.30 w nocy. Maxi powiedział żebyśmy ustalał któż kim śpi. Po 10 minutach wszystko było gotowe.  Ja spałam z Leonem,  Fran z Diego, Cami z Broadwayem, Maxi z Naty, Ludmiła z Fede. Kiedy wszystko było ustalone poszliśmy spać. Jednak w nocy obudził mnie dziwne odgłos... Postanowiłam obudzić Leona.
V: Leon ty też to słyszy słyszysz?
L:Tak. Chodźmy zobaczyć skąd dobiega.
Tak jak powiedział Leon poszliśmy to sprawdzić.  Szliśmy cichutko...  Doszliśmy dobrze z których dobiegał hałas. Nie dowierzałam...
*Francesca *
Kochaliśmy się z Diego już jakieś pół godziny, gdy nagle do naszego pokoju weszli Violetta i Leon. Osłupieliśmy jak ich zobaczyłam. Viola o mało nie zemdlała... Leon zamknął drzwi a my się ubraliśmy. Było nam trochę wstyd ze ktoś nas przyłapał... Wyszliśmy już ubrani, 
F:Kochani posłuchajcie...  straszne nam głupio...
Nawet nie skończyłam a Viola zaczęła się śmiać. Nie miałam pojęcia o co jej chodzi...
*Violetta*
Śmiałam się z Fran i Diego nie mogłam przestać. Rozbawiło mnie to co ona zaczęła mówić, widziałam  że zaczyna się wkurzać o to.
V:Fran spokojnie, przecież to normalne...
F: Viola o czym ty mówisz i z czego ty się śmiejesz?!
V: Spokojnie tylko nie krzycz. Nie ma co mówić. Zapomnijmy o sprawie.
F: No dobra to my już idziemy.
V: Okej tylko pamiętaj ja chce być chrzęsną!!!
Fran jak to usłyszała zrobiła się wściekła, o mało nie wybuchła. A do tego Leon jeszcze dodał
- A ja mam być chrzestnym!!
Myślałam że tam nie wytrzymam. Śmialiśmy się i nie mogliśmy się uspokoić. Po jakiś 10 minutach przestaliśmy.
V: Leon chodźmy już spać.
L: Dobrze, a może by tak poszaleć?
V: Leon nie przesadzajmy...
L: No co?
V: Jesteś pijany! A ja sienie całuje z pijakami.
L: Okej to ja idę spać na kanapę...
V: Okej słodkich snów.
Powiedziałam i poszłam do pokoju, a Leon do salony na kanapę. Chciało mi się z tego wszystkiego śmiać. Mam tylko nadzieję że Fran nie będzie jutro na mnie zła.

niedziela, 22 marca 2015

Rozdział 39

"V: Leon bo ja... ja... jestem..." 

I w tej oto chwili obudziłam się. Nie rozumiałam z tego nic, ten sen wydawał się taki realistyczny... No cóż może nawet lepiej że to był sen? Z rozmyśleń wyrwał mnie dźwięk esemesa.
Popatrzyłam na wyświetlacz:

Od: Leoś <3
Hej Violuś :* Wczoraj było fajnie. Kiedy to powtórzymy?

Do: Leoś <3
Śmieszny jesteś :* Kiedyś na pewno :D 

Od Leoś <3
Okej... będę czekał :D a właśnie idziesz ze mną dziś na imprezę do Maxiego?

Do Leoś<3
Okej :) bądź u mnie za 2 godziny 

Od: Leoś:
Okej będę :*

Po tym poszłam się przygotować, dalej myślałam o moim śnie. Po półtora godziny byłam gotowa. Poszłam do kuchni żeby napić się wody. W pewnym momencie poczułam czyjeś ręce na mojej tali, odwróciłam się, to był Leon.
L: Cześć kotek.
V: Już jesteś?
L: Wiesz zawsze mogę wyjść i przyjść dopiero za 20 minut.
V: Nie zostań, tylko się zdziwiłam że jesteś przed czasem.
L: Stęskniłem się za tobą.
V: Oooo Ja za tobą też.
I wtedy się pocałowaliśmy, było tak pięknie. Tą chwilę przerwał nam mój tata.
G: Hej halo! Dość tego! Widzicie sie przecież codziennie.
V: Oj tato..
G: Nie oj tato, zmykajcie już.
Powiedział pocałował mnie w policzek a ja i Leon wyszliśmy. U Maksiego byliśmy po 10 minutach. Weszliśmy do środka, byli już tam wszyscy. Bawiliśmy sie świetnie, jak nigdy.

piątek, 20 lutego 2015

Rozdział 38

Nie rozumiem co jest z Fran i skąd wie że jestem z Leonem? Nie to teraz jest ważne.
F: Viola choć tu!
V: Co jest Fran?
F: Zrób ten test.
po tym dała mi test ciążowy. Nie kapowałam o co tu chodzi przecież nie mogę być w ciąży tata przecież by mnie zabił...
V: Fran chyba zwariowałaś!
F: Viola cicho zrób to błagam cię.
V: No dobrze.
Wzięłam od niej ten test i go zrobiłam. To co zobaczyłam... Byłam zaskoczona to nie mogła być prawda. Wyszłam cała zapłakana.
F: Viola co się stało?!
V: Zobacz miałaś rację.
Wtedy bardziej się rozpłakałam. Co ja zrobię? A i co ja powiem Leonowi?
L: Fran Viola co wy tu robicie? Viola czemu płaczesz?!
V: Bo uderzyłam się mocno w nogę i bardzo boli, ale zaraz mi przejdzie nie marw się.
L: Okej to ja idę, nie będę wam przeszkadać.
F: Dobra jak długo zamierzasz to przed nim ukrywać? Powiesz mu dopiero jak urodzi się to dziecko?!
V: Francesca spokojnie może ten test wyszedł źle?
F: Viola nie oszukasz siebie. Zaszalałaś z Leonem to masz tego wyniki.
 V: Wiem przepraszam cię.
F: Dobra słuchaj idziemy po lekcjach do lekarza okej?
V: Nie Fran sama pójdę.
F: Okej ale obiecujesz?
V: Tak jak mi nie wierzysz to możesz mnie odprowadzić pod samą przychodnię.
F: Nie Viola wierzę ci. Ale co mam powiedzieć Leonowi?
V: Nie wiem coś wymyślisz.
Uśmiechnęłam się do niej i tak jak obiecałam po lekcjach poszłam do lekarza. Bałam się jakie będą wyniki. Miałam cały czas nadzieje że to tylko sen, ale nie... Badanie zajęło jakieś pół godziny. Wyniki jakie usłyszałam mną wstrząsnęły.
Leon
Nigdzie nie było Violi. Podszedłem do Fran bo wiedziałem że ona wie, z resztą sam jej powiedziałem. 
L: Fran słuchaj nie wiesz gdzie jest Viola?
F: Tak wiem poszła do lekarza..
L: Co!? Jak to cos się stało?
F: Ups nie powinnam tego mówić...
L: Fran jak zaczęłaś to dokończ!
F: Dobra, dobra nie denerwuj się tak. Viola poszła do lekarza bo bolała ją ta noga.
L: Naprawdę? I to była ta wielka tajemnica?!
F: Tak sorki ale muszę już iść.
Potem próbowałem się dodzwonić do Violi ale to na nic. Pisałem esemesy i nic. Postanowiłem iść na naszą ławkę. Zobaczyłem tam Violę. Ale chwila ona płacze?! Cop jest grane? Tu nie chodzi na pewno o ta noge!
L: Violetta co się stało?
V: Leon!!
Po tym przytuliła się do mnie i jeszcze bardziej zaczęła płakać. 
L: Hej co sie stało?
V: Leon bo ja... ja... jestem...

czwartek, 19 lutego 2015

Rozdział 37

*Półtora tygodnia później*
Violetta 
Wstałam dziś tak jak zawsze. Ale dziś było to inaczej. Kiedy tylko podniosłam się z łóżka zrobiło mi się słabo. Usiadłam z powrotem. Siedziałam tak przez chwilę i poprawił mi się. pewnie za szybko wstałam. Ubrałam się i zeszłam na śniadanie. Na dole był Fede.
Fe: Hej Violu idzisz ze mną do studia?
V: No pewnie. Idziemy?
Fe: Tak idziemy.
Uśmiechnął się do mnie a mi znowu zakręciło się w głowie. Fede to chyba zobaczył. 
Federico
Mieliśmy iść do studia ale Viola nagle zrobiła się blada i złapała się o blat stołu. Wystraszyłem się trochę.
Fe: Viola wszystko okej?! 
V: Tak Fede po prostu się nie wyspałam.
Fe: A ile zjadłaś na śniadanie?
V: No... yyy... 
Fe: Yyyy nic?
V: Nie no coś tam zjadłam...
Fe: No i mamy rozwiązanie problemu. Bo w ciąży przecież nie jesteś.
Violetta
Jak Fede to powiedział to zesztywniałam... Brakło mi słów... Nie miałam pojęcia co odpowiedzieć.
Fe: No co tak patrzysz przecież żartuję.
V: Fede nawet tak nie żartój..
Fe: A co coś się stało takiego?
V: Nie przecież wiesz że nawet nie mam z kim!
Fe: A no tak, zapomniałem że już nie jesteś z Leonem.
Po tej rozmowie poszliśmy do studia, ale oczywiście najpierw Fede wepchał mi do buzi swoje śniadanie, śniadanie mojego taty i jeszcze śniadanie Angie. Myślałam że go zabiję. Kiedy doszliśmy do studia zrobiło mi się niedobrze. Ale nie przejęłam się tym. W oddali zobaczyłam Leona podeszłam do niego i się przywitałam. Chwilę rozmawialiśmy. Po chwili tak mnie zemdliło że pobiegłam szybko do toalety. Leon pobiegł za mną.
L: Violu wszystko okej?
V: Tak Leon. To pewnie przez to że dziś rano Fede wpychał mi na siłę jedzenie. 
L: Aha to dobrze myślałem już że..
Nie dałam mu dokończyć bo wiedziałam co chce powiedzieć.
V: Leon nie skąd ci to przyszło do głowy co?!
L: Hej hej nie denerwuj się tak przecież nic nie sugeruje.
V: Leon mam nadzieję.
To przerwała nam Fran
F: Hej Viola. Cześć Leon.
V: Hej Fran!! 
L: To ja was zostawię.
F: Dobra co tu jest grane?
V: Nic, o co ci chodzi?
F: Viola ślepa nie jestem, wiem że jesteś z Leonem, nie martw się nikomu nie powiem. Ale ty nie wyglądasz za dobrze.
V: Ty też to widzisz?
F: Tak Violu. nie rozumiem o co tu chodzi ale zaraz sie dowiem...

Rozdział 36

Usłyszałam jakieś krzyki przed studiem więc postanowiłam sprawdzić co się dzieję, zobaczyłam tam Leona, Martę i Alexa i po chwili dołączył do nich jego tata... Chciałam coś zrobić ale nie miałam za bardzo pomysłu co... 
Anabell: Co? Szukasz problemów? To idź tam do nich i zrób coś.
V: Co ty tu robisz i czego ode mnie chcesz?
An: Chcę żebyś zostawiła Leona w spokoju, jego tatuś już wszystko wie i Cię zniszczy
V: Daj mi już spokój nie boję się już Ciebie. - popatrzyłam na nią i podeszłam do rodziny Verdasów
L: Violetta proszę idź, nie chcę żebyś tu była
V: Nie, już nie będę się ukrywać. Mam dość. Panie Verdas jeśli pan chce mi coś zrobić to proszę bardzo ale nie pozwolę traktować Leona tak jak pan traktuje.
Al: I ja również, jesteście oboje okropni 
P.V: Jak wy możecie? Wy nie wiecie z kim rozmawiacie!
V: Dobrze wiemy, niech pan w końcu się ogarnie bo inaczej Leon nie wróci do domu!
P.V: Słuchaj, dziewucho. Pożałujesz tego że tutaj jesteś - i tata Leona po prostu mnie popchnął, na szczęście Leon mnie złapał. Widziałam że był wściekły..
L: Dobra teraz przesadziłeś! Nienawidzę Cię, przeprowadzam się do matki - i jakby na tetę Leona spadł grom z jasnego nieba. 
P.V: Nie... Leon, przeprasza.. - upadł na kolana i zaczął płakać, Leon też się zdziwił.
L: I co mam Ci uwierzyć?
P.V: Tak, wiem jestem okropny ale tak mi było łatwiej. Widzisz nie jestem z Tobą szczery, z mamą też nie byłem ale nie mogę Ci jeszcze powiedzieć o co chodzi. Wróć do domu, Violetta Ciebie również przepraszam 
Mar: Co ty wygadujesz?! Co Ci się dzieje
P.V: Porozmawiamy w domu, a teraz mi wybaczcie- tata Leona po prostu poszedł nie bardzo wiedziałam co się dzieję. Z jednej strony wiedziałam że jego tata żałuje tego co zrobił ale z drugiej byłam w szoku. I o co może chodzić? Leon złapał mnie za rękę i poszliśmy do studia.

poniedziałek, 9 lutego 2015

Rozdział 35

Potem poszła... tak po prostu bez słowa... Zrozumiałam że to chyba koniec mój i Leona. Może powinnam mu o tym powiedzieć? Sama nie wiem... pora iść do studia. Zabrałam swoje rzeczy i poszłam w stronę studia. Bałam się trochę że Anabell zdążyła już wszystko powiedzieć Panu Verdasowi... Przyśpieszyłam kroku i w mgnieniu oka byłam w studio. Znalazłam Leona i postanowiłam mu powiedzieć o moim porannym spotkaniu.
V: Leon możemy porozmawiać?
L: Coś się stało?
V: Tak.. Rano była u mnie Anabell i zagroziła że powie wszystko twojemu tacie bo ma nasze zdjęcie jak się całowaliśmy..
L: Pięknie... 
V: Leon co teraz? 
L: Nie wiem, jeśli coś zauważysz dziwnego to od razu do mnie przyjdź
V: Dobrze - przytuliłam się do niego, wiem że jeśli mam jego to wszystko będzie dobrze..

Leon

Zacząłem się bardzo martwić o Violę.. boje się że tata faktycznie może jej coś zrobić a wtedy sobie nie wybaczę... wyszedłem przed studio i zobaczyłem że Marta idzie w moim kierunku, pięknie tego brakowało..
Mar: Leon tutaj jesteś, masz przechlapane! 
L: Bo co?
Mar: Wyszedłeś z domu bez słowa, co ty sobie myślisz?! 
L: Nic sobie nie myślę, nie chcę z wami mieszkać
Mar: Nie pogrywaj sobie ze mną bo pożałujesz - poniosła rękę, miałem wrażenie że mnie zaraz uderzy, ale ktoś ją powstrzymał, to był Alex
Al: Koniec tego, zostaw go 
Mar: Synku co ty robisz? 
Al: Bronię go, jesteś okropna, a wczoraj widziałem co jego ojciec mu zrobił i nie dziwię mu się że uciekł też bym tak zrobił
Mar: Jesteście siebie warci obydwaj! - Marta zaczęła krzyczeć na Alexa i nagle przyszedł mój tata....

niedziela, 8 lutego 2015

Rozdział 34

Siedzieliśmy tak przytuleni do siebie przez 10 minut. Ja zaczęłam usypiać bo było już późno.
L: Viola to ja już pójdę okej?
V: Nie, zostań tu ze mną.
L: Violetta jesteś zmęczona, a nikt nie może nas razem zobaczyć pamiętasz?
V: Leon przecież nie jestem głupia i wiem! Ale mi przykro że muszę do ukrywać przed Fede i Ludmi.
L: Mi też jest przykro ale żyje dalej, a ty teraz kładziesz się spać i to bez gadania. 

Leon

Miałem już wychodzić z pokoju Violi ale ona mnie zawołała 
- Leoś!
Wiedziałem że czegoś ode mnie chce. Zawsze tak do zdrabnia moje imię jak coś chce.
L: Co chcesz Violuś?
V: Skąd wiesz że coś chcę?!
L: Violuś kotku zawsze jak coś chcesz ode mnie to mówisz do mnie Leoś!
V: No tak... 
L: no słucham co panienka chciała.
V: Zamknij drzwi na klucz i choć tu do mnie...
Zrobiłem jak kazała, podszedłem do niej i usiadłem na skraju łóżka, a ona zaczęła mnie całować po szyi, po chwili zaczęła rozpinać moją koszulę. Ja zatrzymałem jej rękę, ona oderwała się ode mnie
V: Ej Leon co jest?!
L: Viola jesteśmy u ciebie w domu, jest godzina 3.05 w nocy! Nie wstaniesz jutro do studia, z resztą tak jak ja. Dobranoc kochanie.
V: No dobrze, a opowiesz mi bajeczkę?
L: Viola nie jesteś za duża na bajeczki?
Ona nic nie odpowiedziała tylko popatrzyła się na mnie tymi swoimi pięknymi oczkami. Co miałem zrobić? No nic innego jak opowiedzieć jej tą bajkę. 
L: No dobrze Violuś...
Doszedłem ledwo do środka bajki a Viola już spała. Cicho wstałem i przykryłem ją powoli i pocałowałem w czoło na dobranoc. Otwarłem drzwi i po cichutku wyszedłem z jej pokoju i wszedłem do swojego. Przebrałem się i poszedłem spać. 
Violetta
Obudziłam się o 8.30. Śnił mi się piękny sen... To chyba na bazie tej bajki którą Leon mi wczoraj opowiadał żebym zasnęła. Poszłam po ubrania a potem do łazienki. Nikogo nie było już  w domu, ja zaspałam aż 35 minut. Ale jednak sama nie byłam kiedy wyszłam z łazienki i weszłam do pokoju zobaczyłam Leona siedzącego na moim łóżku. 
V: Co ty tu robisz? powinieneś być w studiu...
L: Powinienem ale nie jestem..
V: To nie będzie podejrzane?
L: A widzisz właśnie nie, rano normalnie poszedłem do studia z Ludmi i Fede, potem udałem że dzwoni do mnie Anabel i przyszedłem tu do ciebie.
Uśmiechnęłam się do niego i mocno przytuliłam. Poszłam potem coś zjeść, Leon wyszedł już 10 minut temu więc ja też już mogę iść. Wyszłam z domu, i zobaczyłam ją w moim ogródku.
To Anabel. Nie mogłam w to uwierzyć. Co ona tu w ogóle robi?
A: Gadaj gdzie jest Leon?!
V: Ale ja nie mam pojęcia...
A: Jak to nie masz a to zdjęcie o czym świadczy?
I pokazałam mi zdjęcie które zrobiła wczoraj w parku i dodała
- Jeśli mi nie powiesz gdzie jest Leon to zdjęcie trafi do internetu i wtedy pan Verdas cię zniszczy.