*Violetta*
Oderwałam się od Leona i uśmiechnęłam się do niego. Nasi przyjaciele stali i uśmiechali się.
F: Viola co się takiego stało?
V: Nie mam pojęcia, nic nie rozumiem z tego co się stało...
L: Czyli to znaczy że nic z mieszkania razem?
V: Przepraszam cie ale nie mogę się teraz wyprowadzić...
L: Rozumiem, powiem rodzicom że mogą go wynająć komuś.
V: Leon przepraszam...
L: Viola nic się nie dzieje. Nie zawsze będzie po naszej myśli.
F: Viola może cię odprowadzę?
V: Nie nie trzeba, Leon mnie odprowadzi prawda?
L: Oczywiście skarbie, dla ciebie wszystko.
Po tym wszystkim poszliśmy do domu. Weszłam do niego, a na środku stał mój tata.
H: Violetta co on tu robi!?
V: Pomaga mi.
H: Niby w czym ci może pomagać.
V: Dla twojej wiadomości ktoś zepchnął mnie ze schodów w parku.
H: Co!? Ala jak to? Nic ci nie jest?
V: Nie tato wszystko w porządku.
H: Ale kto to zrobił?
V: Myślę że to była Ludmiła.
H: Ale jak to!? To nie możliwe! Ludmiła nigdy by czegoś takiego nie zrobiła!! Dlaczego kłamiesz!? Violetta zawiodłem się na tobie. A ty drogi chłopcze nie zbliżaj się do niej nigdy więcej.
Po tych słowach tata wypchnął Leona za drzwi a mi kazał iść do swojego pokoju i siedzieć tam aż do kolacji. Ja postanowiłam że zadzwonię do Leona.
V: Hej Leon wszystko okej?
L: Tak, ale ja bez ciebie nie wytrzymam.
V: Tak wiem, ja bez ciebie też. Za bardzo cię kocham...
L: Ja też cie bardzo ale to bardzo kocham. Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie...
V: To tak jak ja.
L: Mam pomysł.
V: Jaki?
L: Ucieknij z domu. Przyjdź do mnie, pójdziemy do naszego domku dobrze?
V: Tak, tak oczywiście zaraz u ciebie będę.
Po rozmowie zaczęłam się pakować. Byłam gotowa po 10 minutach. Wywaliłam torbę przez okno i sama wyskoczyłam. Na szczęście nic mi się nie stało. Wzięłam torbę i pobiegłam do domu Leona.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz