poniedziałek, 9 listopada 2020

Rozdział 116

 Po koncercie Jorge przyszedł do mnie i zaczął skakać z radości
J: Mamo ale super było, już wiem co chce robić! Chce być taki jak tatuś
V: Na pewno będziesz
Dan: Mamo a ja co będę robić? 
V: A co byś chciał?
Dan: Jeszcze nie wiem ...
L: Jeszcze masz czas na takie decyzję, nie martw się, a teraz zapraszam wszystkich na kolację w specjalne miejsce - wyszliśmy i pojechaliśmy prosto w miejsce gdzie zorganizowaliśmy przyjęcie dla Jorge. Na miejscu byliśmy po 40 minutach.Chłopaki pobiegli pierwsi i kiedy zaświecili światło wszyscy wyskoczyli i zaczęli śpiewać ,,STO LAT'' Jorge był szczęśliwy. Kiedy siedzieliśmy wszyscy przy stole gorzej się poczułam
V: Leon, chodź ze mną się przewietrzyć 
L: Coś się stało? 
V: Trochę mi źle, chcę wyjść - Leon dał mi rękę i wyszliśmy na wielki balkon, oparłam się o balustradę i oddychałam spokojnie, po chwili już było wszystko dobrze 
L: W porządku? Mam się martwić?
V; Nie, już jest okej tam jest za duszno 
L: To prawda, kochanie mam coś dla Ciebie - Leon wyciągnął z kieszeni niewielkie pudełeczko
V: A co to? 
L: Otwórz - wzięłam od niego pudełeczko i otworzyłam, w środku była przepiękna bransoletka z małym mikrofonem 
V: Jest piękna dziękuję Ci, ale z jakiej to okazji?
L: Niedługo mamy rocznicę ślubu, ale chciałbym już Ci to dać 
V: To skoro tak to ja też coś Ci dam, ale dopiero w domku 
L: Dobrze, ale wiesz że nie musisz mi nic dawać? Dałaś mi już piękne prezenty
V: Ale chyba najlepszy był motor co?
L: Nie
V: A co takiego?
L: Najpiękniejszym prezentem było to jak mi powiedziałaś że jesteś w ciąży i później urodził się Jorge, później Daniel, a teraz czekam sobie na kolejnego skarbka 
V: Leon, jesteś kochany- popłakałam się ze szczęścia, nie wiedziałam że Leon jest takim romantykiem, kiedyś też taki był ale z biegiem lat coraz mniej. Przez to że robiliśmy dwie różne rzeczy trochę oddaliliśmy się do siebie. Ja dalej prowadzę firmę z Fede i idzie nam coraz lepiej, ale Leon ma swoje trasy koncertowe, wiem też że niedługo wyjeżdża, ale nie od niego tylko od Fede i to przez przypadek się dowiedziałam.
L: Coś się dzieję? Masz dziwną minę 
V: Dlaczego mi nie powiedziałeś że wyjeżdżasz? 
L: CO? Skąd wiesz?
V: Dowiedziałam się przez przypadek. Kiedy zamierzałeś mi powiedzieć?
L: No już niedługo, Viola nie wiedziałem jak mam to powiedzieć
V: Czyli chciałeś mi powiedzieć jak już będziesz leciał tak? Leon wiem że lecisz za tydzień i nie wiadomo kiedy wrócisz...
L: No tak... ale to duża szansa dla mnie 
V: Najpierw ta, później inna. Leon ja niedługo rodzę wiesz? A Ciebie nie będzie przy tym?
L: Właśnie jest taka możliwość
V: Nienawidzę Cię. - popłakałam się i poszłam do środka od razu do łazienki, przybiegła za mną Ludmiła 
Lu: Viola co się stało? 
V: Leon wyjeżdża i wyobraź sobie że to jest dla niego ważniejsze niż ja i jego dziecko
Lu: Jak to? 
V: Powiedział że to dla niego duża szansa i nie wie kiedy wróci i że raczej go nie będzie jak świat będzie witać jego córka.. 
Lu: Co zamierzasz? 
V: Nie wiem Ludmiła... ale zranił mnie za bardzo... - Blondynka mnie przytuliła i postanowiła odwieść do domu. Jorge dobrze się bawił więc wrócił ze mną tylko Daniel. Kiedy leżałam w łóżku i płakałam przyszedł do mnie 
Dan: Mamusiu, co się stało?
V: Nic, kochanie 
Dan: Słyszałem Ciebie i tatę... rozwiedziecie się? tata nas już nie kocha?
V: Skarbie tatuś was kocha, a co ze mną i z nim nie jestem Ci w stanie powiedzieć, ale pamiętaj nie ważne co by się działo, tatuś was nie przestanie kochać. 
Dan: Mogę spać z Tobą? 
V: Jasne chodź - wdrapał się na łóżko i przytuliłam się do niego. 

Koło 21 przebudziłam się i poszłam do łazienki, usłyszałam że Leon rozmawia z kimś przez telefon 
L: Kotek wiem, niedługo będę, kiedy? Za tydzień, posiedzimy sobie razem trochę, pojeździsz po koncertach ze mną, będzie cudownie. Dobra pa muszę kończyć. - stałam jak wryta... to nie może być prawda... zdradza mnie. Łzy zaczęły napływać mi do oczu i w tej chwili Leon się odwrócił i mnie zobaczył 
V: Masz się natychmiast wynieść z tego domu i nie wracać
L: Viola, ale 
V: Koniec z nami... - Leon stał jak wryty, chyba się nie spodziewał że tak to wszystko wyniknie, nie chciałam go dłużej oglądać...

*2 MIESIĄCE PÓŹNIEJ*
Wczoraj trafiłam do szpitala z bólami, a dziś już trzymam na rączkach moją malutką córeczkę. Jest piękna i podobna do mnie, dałam jej na imię Martina. Co z Leonem? Jeszcze się nie rozwiedliśmy, dziś ma tu przyjechać i mamy porozmawiać. O właśnie wszedł do sali.
L: Zanim coś powiesz ja będę mówił i mi nie przerywaj. - kiwnęłam głowa na tak i słuchałam - to co słyszałaś to nie tak jak myślisz. Rozmawiałem wtedy z Stefani, to co usłyszałaś to była część palny mojego i Thomasa, zastanawiasz się pewnie o co chodzi więc tak Thomas od pewnego czasu podejrzewał Stefani o zdradę i poprosił mnie żebym ją sprawdził 
V: I nie mogłeś mi powiedzieć od razu? Czy teraz to wymyśliłeś?
L: Violetta po pierwsze nie denerwuj się a po drugie miałaś mi nie przerywać. Do niczego nie doszło pomiędzy mną a Stefani i jest tu Thomas - wszedł do mojej sali i zaczął tłumaczyć wszystko, jaka ja byłam głupia... 
V: Leon przepraszam.... ale mogliście mi powiedzieć wszystko. 
T: Nie sądziłem że to odkryjesz przepraszam Violetta, nie chciałem was skłócić ani nic z tych rzeczy. - później jeszcze porozmawialiśmy i Thomas wyszedł i zostałam sam z Leonem. Postanowiłam że mu wybaczę w końcu nic złego nie zrobił.
L: To gdzie ta ślicznotka co?
V: Zaraz powinni ją przynieść - i tak się też stało, chwilkę później pielęgniarka przyniosła moją małą kruszynkę- Leon poznaj swoją córeczkę, Tini poznaj swojego tatusia 
L: No i widzisz? Udało się 
V: Co takiego? 
L: Mówiłem że będziemy mieć córeczkę która będzie podobna do Ciebie i będę się chwalił że mam dwie piękne kobiety w domu. - uśmiechnęłam się i dałam Leonowi małą na rączki, wglądał uroczo, czułam w końcu się szczęśliwa i mam nadzieję że już tak zostanie bo kocham Leona ponad życie i nie chce go stracić. Mamy piękne dzieci, dom, firmę, przyjaciół, czego więcej chcieć od życia. Jest cudownie i chcę żeby tak zostało.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz