SOBOTA
dom Fran
Siedzimy przy stole u Fran i jemy obiad
F: Słuchajcie, chcemy wam coś powiedzieć, razem z Diego podjęliśmy decyzję o Adopcji dziecka
V: O jej, to super
Al: To nie jesteś w ciąży?
F: Nie kochanie, ale będziecie mieć rodzeństwo.
L: Wiecie to my też mamy coś wam do powiedzenia
Lu: Rany boskie, czyli jednak coś jest Violetcie tak?
V: Nie Ludmiła, wszystko jest dobrze
L: A nawet i lepiej
Fe: No to mówcie w końcu co wam jest
V: Jestem w ciąży
Lu: Naprawdę? Jezu kochana moja gratulacje który to tydzień?
V: No już 11
F: Łał gratulacje kochani. Dlaczego tak długo nic nie mówiliście?
V: Bo dowiedzieliśmy się kilka dni temu i sami byliśmy w szoku- później wnieśliśmy toast ja wypiłam oczywiście tylko sok. Później siedzieliśmy jeszcze i rozmawialiśmy, jakoś koło 20 zaczęliśmy się zbierać
L: Jorge, Daniel! Chodźcie jedziemy do domu
J: Już? Ale dopiero włączyliśmy grę z Albą
V: Kochanie kiedy indziej zagracie
J: Ja chce teraz!
V: Jorge!
J: Daj mi spokój! Nie kocham Cię i nie będę Cie słuchał- zabolało mnie to, moje własne dziecko powiedziało mi coś takiego... Przecież chyba nic złego mu nie zrobiłam...
L: Jorge jak ty się odzywasz? Marsz do samochodu - Jorge obrażony poszedł do auta, a ja skończyłam ubierać Daniela i również poszliśmy do samochodu. Całą drogę milczałam i nic nie mówiłam skupiłam się na prowadzeniu auta. Po chwili już byliśmy w domu, bez słowa wysiadłam z auta i poszłam do domu, a Leon zabrał Daniela z samochodu a Jorge szedł na samym końcu. Nalałam sobie wody i siedziałam w salonie, Leon położył Daniela spać bo zasnął w połowie drogi, a Jorge bez słowa poszedł do siebie.
L: Chodź spać już.
V: Leon, co ja mu zrobiłam? Przecież on zawsze był dla mnie najważniejszy...
L: Może ma gorszy dzień? Jutro będzie lepiej, to jest mądry chłopak i zrozumie że źle powiedział
V: Zawsze robiłam tak żeby miał jak najlepiej, miał wszystko co chciał...
L: Viola nie płacz - a ja po prostu nie mogłam się powstrzymać od płaczu i wtuliłam się w Leona i płakałam... Leon mocno mnie obiął i pocałował w czoło, po chwili usłyszałam jak zaczął śpiewać ,,Podemos" trochę się uśmiechnęłam ale i tak łzy leciały mi z oczu, po chwili poczułam czyjąś rączkę na ramieniu
V: Jorge? Czemu nie śpisz?
J: Słyszałem co mówisz, przepraszam nie chciałem
L: Jorge to dlaczego to powiedziałeś?
J: Alba powiedziała mi że jak urodzisz kolejne dziecko to już mnie nie będziesz kochać
V: I ty w to uwierzyłeś? Jorge przecież nie przestała bym kochać mojego pierwszego synka
J: Teraz już wiem, wybaczysz mi?
V: Jasne że tak, chodź tu do mnie - Jorge przytulił się do mnie i dał buziaka
L: Ej, halo Jorge mamusia jest moja, czuję się zazdrosny
J: No Już idę spać i was zostawiam, paaaa
V: Leon no wiesz co
L: Cicho już bądź idziemy do sypialni i mi to jakoś wynagrodzisz. - miał ten swój uśmieszek i wiedział od razu o co mu chodzi, tak jak myślałam ta noc była cudowna.
Rano obudził nas Jorge i powiedział że coś jest nie tak z Danielem, szybo wstaliśmy i pobiegliśmy to jego pokoju. Daniel leżał na podłodze i się nie ruszał
V: Jorge co tu się stało?
J: Przyszedłem do niego i chcieliśmy wam zrobić śniadanie i kiedy wstawał po prostu zemdlał
L: Dzwonię po pogotowie - Przyjechali po krótkiej chwili i zabrali Daniela do szpitala, my szybko się ubraliśmy i pojechaliśmy za nimi.
W szpitalu robili mu dużo badań i nikt nam nie chciał nic powiedzieć co się dzieję. Siedziałam cała zmartwiona, w końcu wyszedł do nas lekarz
Lek: Państwo Verdas?
V: Tak, co się dzieję
Lek: Przykro mi ale ktoś otruł państwa syna
L: Ale jak to?
Lek: Wyniki badań wskazują na to że ktoś dodał mu do czegoś picia lub jedzenia truciznę. Jakby tak szybko państwo nie zareagowali to mogło by się to gorzej skończyć
V: Ale wszystko będzie dobrze tak?
Lek: Teraz już tak. Ale zostanie parę dni na obserwacji dobrze?
V: Tak jasne - lekarz poszedł do swojego gabinetu a ja przytuliłam się do Leona - Kto mógł to zrobić?
L: Nie chciałem Ci mówić, bo myślałem że mi się wydaje
V: Ale co?
L: Wydawało mi się że widziałem Izę
V: Pięknie, to na pewno ona... Leon ja już mam dość, wyprowadźmy się proszę
L: Viola wiesz że to nam nic nie da?
V: A może jednak to pomoże?
L: Viola uspokój się słyszysz? Nie denerwuj się pójdę jutro do przedszkola i zapytam czy ktoś u nich był dobrze?
V: Dobrze, ale następnym razem mów mi od razu jak byś coś zobaczył - później poszłam do małego i chwilkę z nim siedziałam.
Dan: Mamo, co mi się stało?
V: Ktoś Cię otruł skarbie, powiedz mi czy coś się zmieniło w przedszkolu
Dan: Oprócz tego że mamy nową panią to nic
V: Nową panią?
Dan: Tak pani Iza, jest bardzo fajna i zawsze mnie karmi - zrozumiałam wtedy że to musi być ona, ale jak ona może robić coś takiego dziecku? Przecież on niczego nie jest winien. Wyszłam z sali i poszłam do Leona
V: Nie uwierzysz. Daniel mi powiedział że mają nową panią w przedszkolu i ma na imię Iza i zawsze go karmi
L: Czyli to musi być ona
V: Leon dlaczego ona się mści na dziecku? On nie jest niczego winien
L: Violu tylko się nie denerwuj dobrze? Damy radę zadzwonię zaraz na policję - jak powiedział tak zrobił i po niedługiej chwili była już policja. Złożyliśmy zeznania, a Daniel potwierdził według zdjęcia, że Iza to ta Iza którą podejrzewamy. Wiem że niedługo po tym złapali ją, ale nie przyznała się do niczego. Nie mieli dowodów więc ją puścili. Boję się o każdy dzień co ona może się stać...
*4 MIESIĄCE PÓŹNIEJ*
Przez ostatni czas cały czas w zasadzie nie ruszałam się z domu. Mały chodzi do przedszkola bo Iza zniknęła i nikt nie wie gdzie jest, za każdym razem martwię się że coś się może stać. Dziś Leon ma koncert, zdecydował się ogłosić całemu światu że jestem w ciąży i że w końcu będzie miał córeczkę, jedziemy oczywiście z nim, bo nas samych nie zostawi. A dziś też są urodziny Jorge więc mamy dla niego trochę niespodzianek
V: Jorge kochanie chodź na chwilkę
J: Tak mamo?
V: Dziś są twoje urodziny i chcę Ci coś dać chodź ze mną- poszliśmy do garderoby gdzie miałam dla niego prezent, kupiłam mu gitarę
J: Jej czy to gitara?
V: Tak, słyszałam jak grasz na gitarze taty i postanowiłam Ci kupić swoją
J: Dzięki mama, teraz tata mi nie odmówi nauki- uśmiechnęłam się i przytuliłam Jorge
Dan: Ja też ja też! - i przytulił się również do nas Daniel
L: No ładnie chłopaki, ja na chwilę znikam, a wy już kradniecie mamę
V: Leon, nie przesadzaj tylko chodź do nas. - przytulił się do nas, było tak fajnie cała rodzinka w komplecie, no prawie.
L: Chłopaki ubierać się ładnie jedziemy dziś wszyscy na mój koncert
J: Ale super! Tato a mogę z Tobą zagrać?
L: A umiesz zagrać moją piosenkę? - Jorge wyciągnął gitarę i zaczął grać piosenkę Leona i to tą nową
V: Jej jak ty to?
J: Byłem z tatą jak ją pisał no i jakoś podłapałem
L: Mam pomysł co ty na to żeby to była taka nasza piosenka co?
J: W sensie?
L: Zagramy ją razem na swoich gitarach co?
V: Ja myślę że to super pomysł, więc chodź Jorge musimy Cię ładnie ubrać, Daniel ty też chodź- poszliśmy i ubrałam chłopaków i później sama się ubrałam. Po około 2 godzinkach byliśmy już w drodze na koncert.
Leon szalał już na scenie a my byliśmy za kulisami i oglądaliśmy, w trakcie koncertu Leon wyciągnął z kieszeni różowy smoczek i sukieneczkę, wszyscy zrozumieli ten przekaz i zaczęli piszczeć ze szczęścia. Wtedy wyszłam na scenę i zaśpiewaliśmy parę naszych piosenek. Później natomiast już na koniec Leon stanął na środku sceny i zaprosił Jorge do siebie i zaczęli grać na swoich gitarach nową piosenkę Leona. Publiczność oszalała z zachwytu, a ja cieszyłam się że mam tak zdolne dzieciaki i męża. Ciekawe co nasz czeka dalej
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz