czwartek, 5 listopada 2020

Rozdział 111

Obudziłam się dziś z lepszym humorem, dziś pojadę do studia z wiedzą że mam lepszego producenta. Ubrałam się i gotowa zjadłam śniadanko. 
L: A co ty robisz?
V: Jak to co? Kończę śniadanie i jadę do studia 
L: O nie, moja droga my jedziemy do studia 
V: Leon przecież jest okej, mogę jechać sama 
L: Otóż nie możesz, bo wyobraź sobie że będę tam z Tobą prowadził ten program 
V: Co?! Leon a co z Thomasem? 
L: Spokojnie tutaj nic się nie zmiana ja będę waszym terenowym dziennikarzem 
V: A no to chyba że tak. Więc jedźmy - dokończyliśmy śniadanie i pojechaliśmy do studia, dziś droga minęła szybko o dziwo. Leon zaparkował i ruszyliśmy do pomieszczenia. 
Fe: Witajcie kochani, ale tu jest czadowo 
L: Wiedziałem że Ci się spodoba, a teraz co mamy robić panie producencie 
Fe: Nie podlizuj się nie będzie podwyżki, ty jedziesz w teren tutaj masz adresy - Fede dał Leonowi kartkę z adresami. Później ja dostałam kartkę a na koniec zjawił się Thomas 
T: Fede? A co ty tu robisz?
Fe: Jestem nowym producentem tego miejsca i mam nadzieję że będzie nam się dobrze pracowało 
T: Ale super 
Fe: Tutaj proszę dla Ciebie kartki.
T: Leon? A ty co tu robisz?
L: Będę z wami pracował
T: To cudownie - mówił to niezbyt zadowolony, mam wrażenie że mimo tego że jest ze Stefani i że mają dziecko dalej nie lubi Leona 
V: Dobra chłopaki zaczynamy 
L: To ja lecę i w kontakcie - z Thomasem przybił piątkę a mnie namiętnie pocałował. Razem później z Thomasem usiedliśmy za wielkim stołem i zaczęliśmy nagrywać. Leon spisał się na medal. Po skończeniu nagrywania wróciliśmy do domu. 
 
*5 MIESIĘCY PÓŹNIEJ*
Niewiarygodne jak ten czas szybko minął, niedługo już nasz skarbek będzie z nami okazało się że będziemy mieć synka, Leon wymyślił już dla niego imię czyli Jorge. Leon zakończył płytę i teraz pracuje za mnie w programie, a ja jestem dyrektorem w firmie Federica, myślę że tak jest dobrze, Ludmiła często siedzi ze mną, Leon jej kazał nie odstawiać mnie na krok. 
V: Ludmiła nie musisz tutaj siedzieć poradzę sobie 
Lu: Nie, nie zostawię Cię tutaj 
V: Ludmiła wiem że Leon Ci kazał Ci ze mną siedzieć, ale naprawdę niepotrzebnie
Lu: Violetta nie dyskutuj ze mną - no i co ja mogę poradzić? raczej nic, jeszcze dziś mam spotkanie muszę zaraz jechać. Zebrałam potrzebne dokumenty i pojechałam, jadąc miałam wrażenie że ktoś mnie śledzi, ale za bardzo się tym nie przejęłam, kiedy już prawie byłam na miejscu samochód który jechał za mną zaczął mnie wyprzedzać i ni stąd ni zowąd wjechał w mój bok spychając mnie do rowu, ale wiem kto to był, pamiętam tą twarz, to był mój były producent. Żeby tylko nic się nie stało mojej kruszynce....
 
LEON
Siedziałem z Fede jeszcze w jego gabinecie i szukaliśmy nowych ciekawych tematów na następne odcinki, po chwili zadzwonił do mnie telefon, wieści jakie usłyszałem zbiły mnie z nóg
Fe: Leon? Co się stało?
L: Violetta... miała wypadek,podobno jej stan jest ciężki, Fede muszę jechać - rzuciłem wszytko i wybiegłem z budynku i szybko pojechałem w kierunku szpitala. Na miejscu pokierowano mnie od razu do gabinetu lekarza Violi 
Lek: Panie Verdas, proszę usiąść 
L: Co z Violettą i dzieckiem?
Lek: Pani Violetta jest w ciężkim stanie, przeszła operację i ta doba jest decydująca, a dziecko ma się dobrze może je pan zobaczyć, jest na tyle dobrze rozwinięte że nie trzeba inkubatora i jeśli badania będą w porządku to można będzie zabrać syna do domu.
L: Czy ja mogę iść do żony najpierw?
Lek: Jasne, proszę za mną - lekarz zaprowadził mnie do Violetty, była taka blada miała ranę na twarzy i była podpięta pod jakieś dziwne maszyny, usiadłem obok niej i złapałem ją za rękę i zacząłem do niej mówić 
L: Kochanie, ja wiem że mnie słyszysz, mamy synka i zaraz do niego idę, jak wszystko będzie dobrze to wezmę go do domku, ty teraz musisz być silna wiesz? Nie możesz mnie zostawić. Pamiętasz jak mi mówiłaś o swoim śnie? tym z trójką dzieci, musimy go spełnić rozumiesz? musimy, proszę, nie zostawiaj mnie... - jeszcze chwilę posiedziałem i poszedłem do sali gdzie był mały, patrzyłem na niego przez szybę zobaczyła to pielęgniarka i zaprosiła mnie do środka i dała małego na rękę, zobaczyłem w nim całkowite podobieństwo do mnie, to niesamowite. Posiedziałem u niego chwilkę i wróciłem pod salę Violi. Nie mogłem wejść do środka więc stałem za wielką szybą i patrzyłem na nią po chwili ktoś do mnie dołączył 
Pol: Witam, nazywał się Simon i prowadzę śledztwo w sprawie wypadku pana żony 
L: Jak to śledztwo?
S: A tak, mamy nagrania z kamer jak ktoś specjalnie wjeżdża w samochód pani Violetty, chciałbym zapytać czy nie wie kto mógłby chcieć zaszkodzić pańskiej żonie?
L: Jest jedna osoba która się odgrażała... jej wcześniejszy producent- podopowiadałem na  pytania i opowiedziałem całą sytuację która miała miejsce parę miesięcy temu, Simon przysłuchiwał się dokładnie i wszystko notował. 
S: Dobra dziękuję za pomoc, będę pana informował jakby coś się zmieniło, ale i tak musimy czekać na zeznania pani Verdas
L: Dobrze dziękuję. 

*3 DNI PÓŹNIEJ*
Dziś mogę zabrać małego do domu, wolałbym go zabierać z Violą ale ona dalej się nie obudziła...
L: Panie doktorze czy mogę zabrać Jorge do Violetty na chwilę?
Dok: Myślę że nie będzie problemu, ale nie za długo 
L: Dziękuję - Wziąłem Jorge na ręce i poszedłem do sali Violi, już nie była podpięta pod tyle maszyn, bo wszystko było w porządku czekaliśmy aż się obudzi... - Cześć Violu, przyniosłem Ci gościa, zobacz to nasz synek Jorge, synku poznaj swoją mamusię, jest piękna prawda?-wziąłem rękę Violi i dotknąłem rączki małego i po chwili jakby stał się cud i Viola otworzyła oczy, szubko zawołałem lekarza który zaraz się zjawił, małego włożyłem do nosidełka i wyszedłem na korytarz. Po jakiś 10 minutach wyszedł do mnie lekarz 
Lek: Panie Leonie mam bardzo dobre wiadomości, Pani Violetta obudziła się i wygląda na to że wszystko pamięta. Może pan do niej wejść śmiało. 
L: Dziękuję - wziąłem małego i wszedłem do sali - Viola patrzyła na mnie i zaczęła się lekko uśmiechać 
V: Leon, skarbie..
L: Viola , tak się cieszę że już tutaj jesteś
V: Dasz mi małego? 
L: Słyszałaś?
V: Wszystko, dziękuję że tu byłeś, moja kruszynka - Viola przytuliła małego do swojej piersi i lekko przytuliła. 
L: Violu, pamiętasz co się stało?
V: Tak, w zasadzie wszystko pamiętam, wyjechałam z firmy i miałam wrażenie że ktoś mnie śledzi i jak ktoś mnie zaczął wyprzedzać zobaczyłam tam Toniego jak we mnie wjeżdża  i później już nie pamiętam nic 
S: Przepraszam ale usłyszałem co pani mówiła
L: Violu to jest Simon i prowadzi twoją sprawę 
S: Jest pani pewna że to był pani były producent?
V: Tak na 100% to był on. - Viola jeszcze zeznała parę innych rzeczy i Simon opuścił salę szpitalną. Siedziałem z Violą jeszcze dobre 3 godzinki, przyszła też Ludmiła, po tym wróciłem z małym do domu i delikatnie przytuliłem go do siebie żeby zasnął, kiedy wiedziałem że śpi położyłem go do łóżeczka i sam poszedłem spać, dzięki temu że tyle siedzieliśmy z Mech wiem jak się zająć małym.
Całą noc nie mogłem dobrze spać miałem koszmary, nie wiem czemu ale przebudziłem się o od razu zadzwoniłem do Violi. 
V: Halo? Leon coś się stało?
L: Nie mogę spać męczą mnie koszmary, martwię się o Ciebie 
V: Nie ma potrzeby, wszystko jest w porządku 
L: Viola, dalej nie złapali Toniego..
V: Wiem, ale spokojnie tutaj jest ochrona nic mi się nie stanie 
L: Dobrze, to już idź spać, kocham Cię 
V: A ja Ciebie
Trochę mnie uspokoiła, ale i tak miałem dziwne przeczucie. Zadzwoniłem do Ludmiły żeby przyszła do Jorge a ja pojechałem do szpitala. Kiedy szedłem pod salę Violi zobaczyłem znajomą twarz, od razu widziałem że to on, zadzwoniłem na policję żeby poinformować że Tony tutaj jest. Szedłem za nim, zobaczyłem że idzie do sali Violetty. 
Ton: No witaj kochaniutka, wypadek nie pomógł to muszę to zrobić własnoręcznie 
V: Co ty tu robisz? Wyjdź!
Ton: Cicho bądź bo pożałujesz! A teraz wybacz ale zniszczyłaś mi wszystko co miałem i wykończę cię tu i teraz! - wyciągnął z kieszeni nóż i zaczął go kierować w stronę Violi, nie mogłem czekać na policję więc szybko wbiegłem do sali i zaszedłem go od tylu, wywrócił się, zabrałem mu nóż i kopnąłem go w kąt sali i czekałem na policje 
Ton: Ty, jak to możliwe? Nie powinno Cię tu być!
L: Ale jestem i zawszę będę bronił mojej księżniczki rozumiesz?! 
Ton: Kiedyś jeszcze was zniszczę!- w tym momencie wpadła policja i zabrali Toniego a ja podbiegłem do Violi i mocno ją przytuliłem.
V: Jak to się stało że tutaj jesteś?
L: Po telefonie do Ciebie miałem dziwne przeczucia i zadzwoniłem po Ludmiłę i jestem, 
V: Bardzo dobrze że tutaj byłeś, dziękuję 
S: Ja również dziękuję, jakby nie pan nie wiem czy byśmy go złapali. - policjant uścisnął mi dłoń i wyszedł, teraz w końcu czuję ulgę, przyszedł do nas jeszcze lekarz i powiedział że mogę zabrać Violę do domu bo wszystko jest w najlepszym porządku, więc wróciliśmy razem do domu. W końcu rodzinka jest w komplecie. Cieszę się i to bardzo. 

VIOLETTA
W końcu jestem w domu, miałam już dość tych przeżyć ostatnich dni, weszłam do domu i zobaczyłam tam Ludmiłę z Jorge na rękach
Lu: Violetta! Jesteś 
V: Jestem i już nigdzie się nie wybieram, a teraz poproszę o swojego synka. 
L: No i ten widok mi się bardzo podoba, Ludmiła dziękuję, że zostałaś z małym 
Lu: Nie ma sprawy, tyle razy byliście z Mechi że ja się muszę odwdzięczyć - ucałowała małego, i poszła do domu. 
L: Chodź Violu idziemy spać
V: Dobrze, wiesz to jest niewiarygodnie jaki on jest do Ciebie podobny.
L: Następną musimy mieć córeczkę żeby była podobna do Ciebie, to wtedy każdy będzie mi zazdrościł dwóch pięknych dam w domu. - pocałował mnie i położyłam małego do łóżeczka i sama z Leonem poszliśmy spać, teraz wszystko musi być cudownie. Nie widzę innej opcji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz