czwartek, 5 listopada 2020

Rozdział 112

* 3 LATA PÓŹNIEJ*

Te ostatnie lata były cudowne, Jorge wczoraj skończył 3 latka, a ja za 2 miesiące mam termin porodu, znów będzie chłopczyk, cieszymy się bardzo że nasza rodzina się powiększy, dziś w końcu zebrałam się do robienia albumu rodzinnego. Wywołałam potrzebne zdjęcia i zaczęłam je układać 
Malutki miał tutaj już pół roku, pierwsze dni jesieni, tak się cieszył jak te liście spadały.
A tutaj pierwsze imprezy Jorge, tutaj jego roczek akurat. Było cudownie, zaprosiliśmy przyjaciół i całą obsadę show.

A tu pierwsze nasze wyjście po prawie roku, Ludmiła wtedy została z Jorge a my spędziliśmy cudowny wieczór. 

Później znalazłam jeszcze zdjęcia z wakacji na których byliśmy z Ludmiłą i Fede. Fajnie tak było powspominać, Mechi miała 5 lat a Jorge prawie 2 więc grzecznie się bawili, a my mogliśmy spokojnie porobić zdjęcia i pozwiedzać.

L: Co tam robisz? 
V: Oglądam zdjęcia i wkładam do albumu 
L: O super, a jak tam mój drugi maluszek?
V: Kopie, i to bardzo, a gdzie Jorge?
L: Właśnie zasnął przy zabawie 
V: Co? 
L: Był w salonie a ja siedziałem nad papierkami w jadalni i co chwile na niego spoglądałem no i zasnął nad zabawkami- zaśmiałam się i włożyłam ostatnie zdjęcie do albumu.
V: Może jakiś spacer jak Jorge wstanie
L: Jasne, a teraz zapraszam panią do kuchni, musimy zrobić obiad - poszliśmy więc i robiliśmy pizzę, zachowywaliśmy się jak małe dzieci, po chwili przyszedł Jorge 
J: Mamusiuuuu a co wy robicie?
V: Pizzę, a co głodny jesteś?
J: Tak, a co będziemy dziś robić?
L: Pójdziemy na spacer 
J: O to super - po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi i poszłam otworzyć, zdziwiłam się jak zobaczyłam za nimi Laurę, ma już 14 lat i ma okres buntu z tego co wiem 
V: Laura? Co ty tu robisz?
Laur: Mogę u was zostać? Mam dość bycia w domu 
V: Co się stało?
Laur:Pokłóciłam się z tatą, zabrania mi prawie wszystkiego, a ostatnio jak grałam na fortepianie to myślałam że zamknie mnie w domu na wieczność, możesz z nim porozmawiać? Mama już prawie z nim nie rozmawia 
V: Dobrze porozmawiam z nim, a teraz chodź zjesz na nami - Laura weszła i opowiedziała nam inne akcje związane z tatą, nie mogłam uwierzyć że zrobił się taki sam jak kiedyś dla mnie, nie rozumiem o co może chodzić.
L: Pójdę otworzyć drzwi, bo chyba ktoś dzwonił 
V: Jasne, Laura powiedz mi czy tata pokłócił się wcześniej z Angie?
Laur: O coś się kłócili ale nie za bardzo wiem o co poszło. - Po chwili wpadł do domu mój tata z Angie, tata był wściekły i równocześnie załamany. Ciekawe o co może im chodzić
V: Tato co się stało?
H: Możemy usiąść i porozmawiać? 
V: Jasne, chodźcie do salonu - zanim usiedliśmy tata i Angie strasznie się kłócili 
H: Powiem jej musi wiedzieć, co nam zrbiłaś!
An: Musiałam to zrobić! Ale ty nic sobie nie dasz przetłumaczyć! 
L: Hej! Spokój, niech państwo siadają, Laura zabierz Jorge do niego do pokoju i się z nim pobaw 
Laur: Jasne 
V: Dobra więc o co tu chodzi? Tylko na spokojnie 
H: Wyobraź sobie że Angie to nie Angie 
V: Co?
An: Violu, proszę ja Ci to wytłumaczę... tylko daj mi też dojść do słowa 
V: Okej, ale mogę wiedzieć o co chodzi?
H: Otóż ta oto kobieta to twoja matka Maria - jak to usłyszałam to myślałam że się przesłyszałam 
V: Chwila,że co?
An: Violu, proszę dajcie mi to wytłumaczyć chociaż ty mnie wysłuchaj 
H: Ja nie mam zamiaru Cię słuchać, jak mogłaś to zrobić!?
V: Cicho tato, właśnie że będziesz słuchał, mów
An: Więc tak, w dzień wypadku dostałam telefon, grozili mi i tego wypadku wcale nie było, porwali mnie i więzili przez jakiś czas, to była konkurencja, wypuścili mnie dopiero po moim niby pogrzebie i zakazali mówić kim jestem naprawdę bo inaczej by was skrzywdzili... Nie mogłam na to pozwolić więc zaczęłam udawać swoją siostrę... 
V: Czyli ty to tak naprawdę moja mama? 
An: Tak to ja Maria... przepraszam, ale nie mogłam inaczej Tony nie dawał za wygraną
L: Zaraz, Tony? Tony Bum ?
An: Tak to on
V: Nie wierzę... 
H: Co się stało? 
L: Tony to były producent Violetty, to on ją wtedy skrzywdził, spowodował ten wypadek 
V: Teraz wszystko rozumiem.. dlatego był dla mnie taki... 
An: Viola, Herman przepraszam, ja nie chciałam.... 
H: Nie to ja przepraszam... byłem głupi że nie dałem Ci wszystkiego wytłumaczyć, ale nie wiem czy jestem w stanie Ci wszystko wybaczyć... 
An: Ja rozumiem, ale jeśli chcecie to mogę pozostać Angie na zawsze 
V: Nie! Angie już nie ma, teraz jest moja mama - wstałam i przytuliłam się do niej, nie mogłam uwierzyć w to co się właśnie stało. Jestem zła ale i szczęśliwa.  Niewiarygodne jak to się mogło potoczyć wszystko, Tony od samego początku wiedział kim jestem i teraz już wiem dlaczego taki dla mnie był. 
V: Dobrze ale dalej nie rozumiem dlaczego jesteś taki okropny dla Laury tato
H: Nie wiem, nie miałem się na kim wyżyć chyba...przeproszę ja może mi wybaczy 
Laur: Wybaczę, wszystko słyszałam, czyli ja i Violetta to jesteśmy takie prawdziwe siostry?
An: Tak a ja jestem waszą mamą i zawsze nią będę, przepraszam was - posiedzieli u nas jeszcze i trochę sobie wyjaśniliśmy spraw teraz już będzie lepiej i w końcu mamy prawdziwą rodzinę, jestem dalej zła na mamę, jej jak to brzmi, ale wiem że będzie lepiej, że stworzymy prawdziwą rodzinę tak jak to powinno zawsze wyglądać. 
My jesteśmy już po kolacji i siedzimy i oglądamy bajki z Jorge 
L: Ale się porobiło co? 
V: Oj tak, nie mogę uwierzyć że na świecie może tak być wiesz?
L: Teraz przynajmniej masz znów mamę, ja nie mam tyle szczęścia wiesz?
V: Co się stało?
L: Moja mama zmarła na raka parę dni temu 
V: Dlaczego mi nic nie powiedziałeś?
L: Wiesz dobrze jak było pomiędzy nami, ale z dnia na dzień brakuje mi tego że z nią nie byłem i jestem na siebie wściekły
V: Leon, spokojnie będzie dobrze, ała!
L: Co się stało? 
V: Twój drugi synek się odzywa - Leon położył rękę na moim brzuchu i mały momentalnie przestał jakby się uspokoił 
L: No i już, tatuś zawsze uspokoi rozbójnika 
V: Niesamowite jak ty to robisz
J: Możecie już być cicho? Nic nie rozumiem 
V: Dobrze przepraszamy kochanie - pocałowałam go w główkę i lekko się uśmiechnęłam i dalej oglądaliśmy bajkę, takie wieczory właśnie uwielbiam, brakuje nam tylko kominka żeby było idealnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz