poniedziałek, 9 listopada 2020

Rozdział 117 ostatni

 20 LAT PÓŹNIEJ 
Dziś szykujemy się na ślub, naszego Jorge, dość późno bierze ślub biorąc pod uwagę to że z Albą mają już dziecko. Jestem szczęśliwą babcią 5 letniej Clary. Tak jak nam mówił kiedy miał 9 lat został piosenkarzem takim jak Leon, jest podobny do Leona bardzo wyglądają bardziej jak bliźniacy niż ojciec z synem. Daniel skończył 26 lat i został producentem filmowym. Obydwoje uczyli się w studio, a Martina? W tym roku kończy studio i mówi że zostanie piosenkarką. Pomagam jej w tym bo jest jednak takim moim oczkiem w głowie. 
V: Udały nam się dzieciak co?
L: O tak to prawda, gotowa na ślub? 
V: Chyba tak
J: Mamo, tato możemy porozmawiać?
V: Jasne chodź, co się dzieje?
J: Chcę wam podziękować, za wszystko co dla mnie zrobiliście i muszę wam też coś powiedzieć
L: Wyjeżdżasz prawda? 
J: Skąd wiesz? 
V: Clara nam powiedziała że się pakujecie i gdzieś wywozicie rzeczy, powiedz dokąd jedziecie
J: Kupiliśmy dom w Kanadzie 
V: W Kanadzie? Daleko
J: Ale będziemy przyjeżdżać nie martwcie się 
V: Dobrze, ale mogliście trochę wcześniej nam powiedzieć
Później chwilkę jeszcze porozmawialiśmy i przyszedł czas na to żeby jechać do kościoła. Widziałam że Jorge się denerwował więc go uspokoiłam i ruszyliśmy. 
W kościele popłakałam się ze szczęścia
L: Nie płacz jeszcze 2 śluby przed nami 
V: Ale wiesz że on jest naszym pierwszym ukochanym synkiem 
L: Posłuchaj może to nie jest dobry moment ale zobacz na Tini - odwróciłam się i zobaczyłam że rozmawia z jakimś chłopakiem. 
V: Powiem Ci coś, Tini opowiadała mi bardzo dużo i muszę Ci wyznać że historia chyba się powtarza wiesz?
L: Tak? Czyli mówisz że nasza Tini to taka ty?
V: Oj tak. Ale mam nadzieję że też będzie taka szczęśliwa jak ja z Tobą 
L: Kocham Cię Violetta 
V: A ja Ciebie. 
 
TERAŹNIEJSZOŚĆ 
V: No więc to koniec naszej historii dzieciaki. 
C:Babciu, babciu a co z Ciocią Tini?
V: Otóż kochanie, tak jak powiedziałam dziadkowi na ślubie twoich rodziców. Historia się powtarza 
Jackie: Ale super, bardzo się cieszę że nam opowiedziałaś wszystko ze swojego życia 
L: A babcia opowiedziała wam jak to bała się latać balonem ?
V: Leon! Wcale się nie bałam 
Mary: Babcia się bała, babcia się bała!
V: Ciekawe czy wy byście się nie bali jakby wasz balon się urwał
C: Oj tam babciu już dobrze każdy się czegoś boi
Jackie: O właśnie, a czego ty się teraz boisz?
V; Teraz, boję się że w każdej chwili mogę stracić dziadka Leona 
Le: Ale babciu nie martw się masz mnie! Ja też mam na imię Leon 
L: Jedyny rodzynek
Le: Co to znaczy rodzynek?
L: To że jesteś jednym naszym wnukiem, to teraz mi coś obiecaj 
Le; Dobra co takiego?
L: Jeśli by mnie kiedyś wcześniej zabrakło to zaopiekuj się babcią 
Le: Jasne dziadku - popłakałam się i nie wytrzymałam, nie wyobrażam sobie życia bez Leona. Mamy 3 wnuczki i jednego wnuka, a jeszcze jedna wnuczka urodzi się już niedługo, w końcu Tini zostanie mamą. Cieszę się z każdego dnia spędzonego z nimi, z Leonem przyrzekliśmy sobie że tylko jeden dzień nas rozdzieli.
Jorge: Mamo, dziękuję CI że z nimi zostałaś. 
V: Nie ma sprawy. 
Jorge: Daniel jest w domu?
V: Tak, jest u siebie w gabinecie - Jorge i Alba rozwiedli się 2 lata temu, mają 3 dzieci, Clarę Jackie i Mary. Nie układało im się ale wiem że żyją w zgodzie, dziewczynki nie cierpią bardzo. Jorge mieszka tu niedaleko nas więc dzieci przyprowadza do nas, Albo została w Kanadzie i tylko przylatuje co jakiś czas do dzieciaków. Daniel przejął firmę i jak na razie mają tylko małego Leonka, Tini wzięła ślub dopiero parę miesięcy temu i niedługo pojawi się na świecie mała kruszynka. Rodzina jest duża i cieszę się z niej i bardzo ją kocham. Życzę wszystkim takiego szczęścia. Trzymajcie się kochani. Kocham was!

Rozdział 116

 Po koncercie Jorge przyszedł do mnie i zaczął skakać z radości
J: Mamo ale super było, już wiem co chce robić! Chce być taki jak tatuś
V: Na pewno będziesz
Dan: Mamo a ja co będę robić? 
V: A co byś chciał?
Dan: Jeszcze nie wiem ...
L: Jeszcze masz czas na takie decyzję, nie martw się, a teraz zapraszam wszystkich na kolację w specjalne miejsce - wyszliśmy i pojechaliśmy prosto w miejsce gdzie zorganizowaliśmy przyjęcie dla Jorge. Na miejscu byliśmy po 40 minutach.Chłopaki pobiegli pierwsi i kiedy zaświecili światło wszyscy wyskoczyli i zaczęli śpiewać ,,STO LAT'' Jorge był szczęśliwy. Kiedy siedzieliśmy wszyscy przy stole gorzej się poczułam
V: Leon, chodź ze mną się przewietrzyć 
L: Coś się stało? 
V: Trochę mi źle, chcę wyjść - Leon dał mi rękę i wyszliśmy na wielki balkon, oparłam się o balustradę i oddychałam spokojnie, po chwili już było wszystko dobrze 
L: W porządku? Mam się martwić?
V; Nie, już jest okej tam jest za duszno 
L: To prawda, kochanie mam coś dla Ciebie - Leon wyciągnął z kieszeni niewielkie pudełeczko
V: A co to? 
L: Otwórz - wzięłam od niego pudełeczko i otworzyłam, w środku była przepiękna bransoletka z małym mikrofonem 
V: Jest piękna dziękuję Ci, ale z jakiej to okazji?
L: Niedługo mamy rocznicę ślubu, ale chciałbym już Ci to dać 
V: To skoro tak to ja też coś Ci dam, ale dopiero w domku 
L: Dobrze, ale wiesz że nie musisz mi nic dawać? Dałaś mi już piękne prezenty
V: Ale chyba najlepszy był motor co?
L: Nie
V: A co takiego?
L: Najpiękniejszym prezentem było to jak mi powiedziałaś że jesteś w ciąży i później urodził się Jorge, później Daniel, a teraz czekam sobie na kolejnego skarbka 
V: Leon, jesteś kochany- popłakałam się ze szczęścia, nie wiedziałam że Leon jest takim romantykiem, kiedyś też taki był ale z biegiem lat coraz mniej. Przez to że robiliśmy dwie różne rzeczy trochę oddaliliśmy się do siebie. Ja dalej prowadzę firmę z Fede i idzie nam coraz lepiej, ale Leon ma swoje trasy koncertowe, wiem też że niedługo wyjeżdża, ale nie od niego tylko od Fede i to przez przypadek się dowiedziałam.
L: Coś się dzieję? Masz dziwną minę 
V: Dlaczego mi nie powiedziałeś że wyjeżdżasz? 
L: CO? Skąd wiesz?
V: Dowiedziałam się przez przypadek. Kiedy zamierzałeś mi powiedzieć?
L: No już niedługo, Viola nie wiedziałem jak mam to powiedzieć
V: Czyli chciałeś mi powiedzieć jak już będziesz leciał tak? Leon wiem że lecisz za tydzień i nie wiadomo kiedy wrócisz...
L: No tak... ale to duża szansa dla mnie 
V: Najpierw ta, później inna. Leon ja niedługo rodzę wiesz? A Ciebie nie będzie przy tym?
L: Właśnie jest taka możliwość
V: Nienawidzę Cię. - popłakałam się i poszłam do środka od razu do łazienki, przybiegła za mną Ludmiła 
Lu: Viola co się stało? 
V: Leon wyjeżdża i wyobraź sobie że to jest dla niego ważniejsze niż ja i jego dziecko
Lu: Jak to? 
V: Powiedział że to dla niego duża szansa i nie wie kiedy wróci i że raczej go nie będzie jak świat będzie witać jego córka.. 
Lu: Co zamierzasz? 
V: Nie wiem Ludmiła... ale zranił mnie za bardzo... - Blondynka mnie przytuliła i postanowiła odwieść do domu. Jorge dobrze się bawił więc wrócił ze mną tylko Daniel. Kiedy leżałam w łóżku i płakałam przyszedł do mnie 
Dan: Mamusiu, co się stało?
V: Nic, kochanie 
Dan: Słyszałem Ciebie i tatę... rozwiedziecie się? tata nas już nie kocha?
V: Skarbie tatuś was kocha, a co ze mną i z nim nie jestem Ci w stanie powiedzieć, ale pamiętaj nie ważne co by się działo, tatuś was nie przestanie kochać. 
Dan: Mogę spać z Tobą? 
V: Jasne chodź - wdrapał się na łóżko i przytuliłam się do niego. 

Koło 21 przebudziłam się i poszłam do łazienki, usłyszałam że Leon rozmawia z kimś przez telefon 
L: Kotek wiem, niedługo będę, kiedy? Za tydzień, posiedzimy sobie razem trochę, pojeździsz po koncertach ze mną, będzie cudownie. Dobra pa muszę kończyć. - stałam jak wryta... to nie może być prawda... zdradza mnie. Łzy zaczęły napływać mi do oczu i w tej chwili Leon się odwrócił i mnie zobaczył 
V: Masz się natychmiast wynieść z tego domu i nie wracać
L: Viola, ale 
V: Koniec z nami... - Leon stał jak wryty, chyba się nie spodziewał że tak to wszystko wyniknie, nie chciałam go dłużej oglądać...

*2 MIESIĄCE PÓŹNIEJ*
Wczoraj trafiłam do szpitala z bólami, a dziś już trzymam na rączkach moją malutką córeczkę. Jest piękna i podobna do mnie, dałam jej na imię Martina. Co z Leonem? Jeszcze się nie rozwiedliśmy, dziś ma tu przyjechać i mamy porozmawiać. O właśnie wszedł do sali.
L: Zanim coś powiesz ja będę mówił i mi nie przerywaj. - kiwnęłam głowa na tak i słuchałam - to co słyszałaś to nie tak jak myślisz. Rozmawiałem wtedy z Stefani, to co usłyszałaś to była część palny mojego i Thomasa, zastanawiasz się pewnie o co chodzi więc tak Thomas od pewnego czasu podejrzewał Stefani o zdradę i poprosił mnie żebym ją sprawdził 
V: I nie mogłeś mi powiedzieć od razu? Czy teraz to wymyśliłeś?
L: Violetta po pierwsze nie denerwuj się a po drugie miałaś mi nie przerywać. Do niczego nie doszło pomiędzy mną a Stefani i jest tu Thomas - wszedł do mojej sali i zaczął tłumaczyć wszystko, jaka ja byłam głupia... 
V: Leon przepraszam.... ale mogliście mi powiedzieć wszystko. 
T: Nie sądziłem że to odkryjesz przepraszam Violetta, nie chciałem was skłócić ani nic z tych rzeczy. - później jeszcze porozmawialiśmy i Thomas wyszedł i zostałam sam z Leonem. Postanowiłam że mu wybaczę w końcu nic złego nie zrobił.
L: To gdzie ta ślicznotka co?
V: Zaraz powinni ją przynieść - i tak się też stało, chwilkę później pielęgniarka przyniosła moją małą kruszynkę- Leon poznaj swoją córeczkę, Tini poznaj swojego tatusia 
L: No i widzisz? Udało się 
V: Co takiego? 
L: Mówiłem że będziemy mieć córeczkę która będzie podobna do Ciebie i będę się chwalił że mam dwie piękne kobiety w domu. - uśmiechnęłam się i dałam Leonowi małą na rączki, wglądał uroczo, czułam w końcu się szczęśliwa i mam nadzieję że już tak zostanie bo kocham Leona ponad życie i nie chce go stracić. Mamy piękne dzieci, dom, firmę, przyjaciół, czego więcej chcieć od życia. Jest cudownie i chcę żeby tak zostało.

niedziela, 8 listopada 2020

Rozdział 115

 SOBOTA 
dom Fran
Siedzimy przy stole u Fran i jemy obiad 
F: Słuchajcie, chcemy wam coś powiedzieć, razem z Diego podjęliśmy decyzję o Adopcji dziecka
V: O jej, to super 
Al: To nie jesteś w ciąży?
F: Nie kochanie, ale będziecie mieć rodzeństwo. 
L: Wiecie to my też mamy coś wam do powiedzenia 
Lu: Rany boskie, czyli jednak coś jest Violetcie tak? 
V: Nie Ludmiła, wszystko jest dobrze
L: A nawet i lepiej 
Fe: No to mówcie w końcu co wam jest 
V: Jestem w ciąży 
Lu: Naprawdę? Jezu kochana moja gratulacje który to tydzień?
V: No już 11 
F: Łał gratulacje kochani. Dlaczego tak długo nic nie mówiliście?
V: Bo dowiedzieliśmy się kilka dni temu i sami byliśmy w szoku- później wnieśliśmy toast ja wypiłam oczywiście tylko sok. Później siedzieliśmy jeszcze i rozmawialiśmy, jakoś koło 20 zaczęliśmy się zbierać 
L: Jorge, Daniel! Chodźcie jedziemy do domu
J: Już? Ale dopiero włączyliśmy grę z Albą 
V: Kochanie kiedy indziej zagracie 
J: Ja chce teraz! 
V: Jorge! 
J: Daj mi spokój! Nie kocham Cię i nie będę Cie słuchał- zabolało mnie to, moje własne dziecko powiedziało mi coś takiego... Przecież chyba nic złego mu nie zrobiłam... 
L: Jorge jak ty się odzywasz? Marsz do samochodu - Jorge obrażony poszedł do auta, a ja skończyłam ubierać Daniela i również poszliśmy do samochodu. Całą drogę milczałam i nic nie mówiłam skupiłam się na prowadzeniu auta. Po chwili już byliśmy w domu, bez słowa wysiadłam z auta i poszłam do domu, a Leon zabrał Daniela z samochodu a Jorge szedł na samym końcu. Nalałam sobie wody i siedziałam w salonie, Leon położył Daniela spać bo zasnął w połowie drogi, a Jorge bez słowa poszedł do siebie. 
L: Chodź spać już. 
V: Leon, co ja mu zrobiłam? Przecież on zawsze był dla mnie najważniejszy... 
L: Może ma gorszy dzień? Jutro będzie lepiej, to jest mądry chłopak i zrozumie że źle powiedział 
V: Zawsze robiłam tak żeby miał jak najlepiej, miał wszystko co chciał...
L: Viola nie płacz - a ja po prostu nie mogłam się powstrzymać od płaczu i wtuliłam się w Leona i płakałam... Leon mocno mnie obiął i pocałował w czoło, po chwili usłyszałam jak zaczął śpiewać ,,Podemos" trochę się uśmiechnęłam ale i tak łzy leciały mi z oczu, po chwili poczułam czyjąś rączkę na ramieniu 
V: Jorge? Czemu nie śpisz?
J: Słyszałem co mówisz, przepraszam nie chciałem 
L: Jorge to dlaczego to powiedziałeś? 
J: Alba powiedziała mi że jak urodzisz kolejne dziecko to już mnie nie będziesz kochać 
V: I ty w to uwierzyłeś? Jorge przecież nie przestała bym kochać mojego pierwszego synka 
J: Teraz już wiem, wybaczysz mi?
V: Jasne że tak, chodź tu do mnie - Jorge przytulił się do mnie i dał buziaka 
L: Ej, halo Jorge mamusia jest moja, czuję się zazdrosny 
J: No Już idę spać i was zostawiam, paaaa 
V: Leon no wiesz co
L: Cicho już bądź idziemy do sypialni i mi to jakoś wynagrodzisz. - miał ten swój uśmieszek i wiedział od razu o co mu chodzi, tak jak myślałam ta noc była cudowna. 

Rano obudził nas Jorge i powiedział że coś jest nie tak z Danielem, szybo wstaliśmy i pobiegliśmy to jego pokoju. Daniel leżał na podłodze i się nie ruszał 
V: Jorge co tu się stało?
J: Przyszedłem do niego i chcieliśmy wam zrobić śniadanie i kiedy wstawał po prostu zemdlał 
L: Dzwonię po pogotowie - Przyjechali po krótkiej chwili i zabrali Daniela do szpitala, my szybko się ubraliśmy i pojechaliśmy za nimi.
W szpitalu robili mu dużo badań i nikt nam nie chciał nic powiedzieć co się dzieję. Siedziałam cała zmartwiona, w końcu wyszedł do nas lekarz 
Lek: Państwo Verdas? 
V: Tak, co się dzieję 
Lek: Przykro mi ale ktoś otruł państwa syna 
L: Ale jak to?
Lek: Wyniki badań wskazują na to że ktoś dodał mu do czegoś picia lub jedzenia truciznę. Jakby tak szybko państwo nie zareagowali to mogło by się to gorzej skończyć 
V: Ale wszystko będzie dobrze tak?
Lek: Teraz już tak. Ale zostanie parę dni na obserwacji dobrze?
V: Tak jasne - lekarz poszedł do swojego gabinetu a ja przytuliłam się do Leona - Kto mógł to zrobić? 
L: Nie chciałem Ci mówić, bo myślałem że mi się wydaje 
V: Ale co?
L: Wydawało mi się że widziałem Izę 
V: Pięknie, to na pewno ona... Leon ja już mam dość, wyprowadźmy się proszę 
L: Viola wiesz że to nam nic nie da? 
V: A może jednak to pomoże? 
L: Viola uspokój się słyszysz? Nie denerwuj się pójdę jutro do przedszkola i zapytam czy ktoś u nich był dobrze?
V: Dobrze, ale następnym razem mów mi od razu jak byś coś zobaczył - później poszłam do małego i chwilkę z nim siedziałam.
Dan: Mamo, co mi się stało?
V: Ktoś Cię otruł skarbie, powiedz mi czy coś się zmieniło w przedszkolu 
Dan: Oprócz tego że mamy nową panią to nic
V: Nową panią?
Dan: Tak pani Iza, jest bardzo fajna i zawsze mnie karmi - zrozumiałam wtedy że to musi być ona, ale jak ona może robić coś takiego dziecku? Przecież on niczego nie jest winien. Wyszłam z sali i poszłam do Leona 
V: Nie uwierzysz. Daniel mi powiedział że mają nową panią w przedszkolu i ma na imię Iza i zawsze go karmi
L: Czyli to musi być ona
V: Leon dlaczego ona się mści na dziecku? On nie jest niczego winien 
L: Violu tylko się nie denerwuj dobrze? Damy radę zadzwonię zaraz na policję - jak powiedział tak zrobił i po niedługiej chwili była już policja. Złożyliśmy zeznania, a Daniel potwierdził według zdjęcia, że Iza to ta Iza którą podejrzewamy. Wiem że niedługo po tym złapali ją, ale nie przyznała się do niczego. Nie mieli dowodów więc ją puścili. Boję się o każdy dzień co ona może się stać... 

*4 MIESIĄCE PÓŹNIEJ*
Przez ostatni czas cały czas w zasadzie nie ruszałam się z domu. Mały chodzi do przedszkola bo Iza zniknęła i nikt nie wie gdzie jest, za każdym razem martwię się że coś się może stać. Dziś Leon ma koncert, zdecydował się ogłosić całemu światu że jestem w ciąży i że w końcu będzie miał córeczkę, jedziemy oczywiście z nim, bo nas samych nie zostawi. A dziś też są urodziny Jorge więc mamy dla niego trochę niespodzianek
V: Jorge kochanie chodź na chwilkę 
J: Tak mamo?
V: Dziś są twoje urodziny i chcę Ci coś dać chodź ze mną- poszliśmy do garderoby gdzie miałam dla niego prezent, kupiłam mu gitarę 
J: Jej czy to gitara?
V: Tak, słyszałam jak grasz na gitarze taty i postanowiłam Ci kupić swoją 
J: Dzięki mama, teraz tata mi nie odmówi nauki- uśmiechnęłam się i przytuliłam Jorge
Dan: Ja też ja też! - i przytulił się również do nas Daniel
L: No ładnie chłopaki, ja na chwilę znikam, a wy już kradniecie mamę 
V: Leon, nie przesadzaj tylko chodź do nas. - przytulił się do nas, było tak fajnie cała rodzinka w komplecie, no prawie. 
L: Chłopaki ubierać się ładnie jedziemy dziś wszyscy na mój koncert 
J: Ale super! Tato a mogę z Tobą zagrać?
L: A umiesz zagrać moją piosenkę? - Jorge wyciągnął gitarę i zaczął grać piosenkę Leona i to tą nową
V: Jej jak ty to?
J: Byłem z tatą jak ją pisał no i jakoś podłapałem 
L: Mam pomysł co ty na to żeby to była taka nasza piosenka co?
J: W sensie?
L: Zagramy ją razem na swoich gitarach co? 
V: Ja myślę że to super pomysł, więc chodź Jorge musimy Cię ładnie ubrać, Daniel ty też chodź- poszliśmy i ubrałam chłopaków i później sama się ubrałam. Po około 2 godzinkach byliśmy już w drodze na koncert. 

Leon szalał już na scenie a my byliśmy za kulisami i oglądaliśmy, w trakcie koncertu Leon wyciągnął z kieszeni różowy smoczek i sukieneczkę, wszyscy zrozumieli ten przekaz i zaczęli piszczeć ze szczęścia. Wtedy wyszłam na scenę i zaśpiewaliśmy parę naszych piosenek. Później natomiast już na koniec Leon stanął na środku sceny i zaprosił Jorge do siebie i zaczęli grać na swoich gitarach nową piosenkę Leona. Publiczność oszalała z zachwytu, a ja cieszyłam się że mam tak zdolne dzieciaki i męża. Ciekawe co nasz czeka dalej

sobota, 7 listopada 2020

Rozdział 114

Wszystko poszło zgodnie z planem i już po kilku dniach Olga była z nami, dzieciaki ją uwielbiały więc mogliśmy realizować swoje marzenia bez problemu, co drugi dzień mieliśmy jakąś sesje a w weekendy jeździliśmy i koncertowaliśmy. Dziś mamy w końcu wolne i spędzamy dzień z dziećmi na placu zabaw w parku tym razem. 
L: Violetta jutro mnie nie ma cały dzień, muszę lecieć do NY
V: Ale po co? 
L: Mam tam coś do załatwienia po prostu 
V: A okej, rozumiem skoro musisz - zaczęłam się zastanawiać o co może chodzić, Leon coraz częściej wyjeżdżał, czy on mógłby mnie zdradzać? Mam nadzieję że jednak nie
L: Coś się stało? Masz dziwną minę
V: Leon czy ty masz kogoś?
L: Co? O co Ci chodzi Violetta?
V: Leon często wyjeżdżasz, nie ma Cię kiedy jesteś potrzebny
L: Violetta nie przesadzaj 
V: Leon mówię prawdę, widziałam zdjęcie w gazecie twoje i jakiejś dziewczyny 
L: No to pewnie Blanka, nic nas nie łączy, nagrywam z nią teledysk i tyle 
V: Wiesz ona uważa coś innego 
L: Że co?
V: Proszę - dałam mu telefon z artykułem na temat jego nowej miłości z Blanką , czytał i nie dowierzał chyba zbytnio w to co widzi. Kiedy skończył widać było że jest wściekły. Wyciągnął swój telefon i zaczął gdzieś dzwonić.
L: Halo? Blanka? Co to ma być w tej gazecie? Co ty sobie wyobrażasz. Powiedz że jutro mnie nie będzie i niech szukają kogoś nowego na moje miejsce 
V: Leon, uspokój się 
L: Jak się mam uspokoić?! Ona nagadała takich bzdur. A ty w to wszystko uwierzyłaś! Jak mogłaś w ogóle o czymś takim pomyśleć co?!
J: Dlaczego się kłócicie? Coś źle zrobiłem?
V: Nie kochanie to nie twoja wina idź się bawić z Danielem 
J: Rozwiedziecie się?
L: Co? Skąd Ci to przyszło do głowy?
J: Rodzice mojej koleżanki w przedszkolu się rozwiedli bo się bardzo kłócili 
L: Jorge spokojnie nie rozwiedziemy się, kocham waszą mamę - uśmiechnęłam się, Jorge nas przytulił i pobiegł znów do Daniela, a ja siedziałam na kocu obok Leona który mnie obiął i przeprosił. Ja zrobiłam to samo. 
 
*5 LAT PÓŹNIEJ*
Chłopaki są już tacy duzi i bardzo do siebie podobni, wkładałam zdjęcia do albumu i wspominałam te ostatnie lata spędzone z nimi. Kocham ich wszystkich bardzo.
L: Co tam robisz kochanie
V: Uzupełniam album, spójrz jakie mam piękne zdjęcia 
L: Cudowne, wiesz ja też mam parę zdjęć
V: A jakich?
L: Z naszej trasy koncertowej
V: To dawaj mi je muszę je tutaj włożyć - Leon podszedł do szafki i otworzył szufladę z której wyciągnął kilka zdjęć i dał mi je
Popatrzyłam na nie i od razu łezka się w oku zakręciła na tak piękne wspomnienia







Było cudownie, siedzieliśmy jeszcze chwilę na tym albumem i kiedy wstawaliśmy zakręciło mi się w głowie, ale na szczęście Leon mnie złapał
L: Wszystko dobrze?
V: Tak za szybko wstałam widocznie - od paru dni jest mi tak jakoś źle i w zasadzie nie wiem co mi dolega. 
L: Violetta widzę że z Tobą jest coś nie tak od pewnego czasu. 
V: Wydaje Ci się przecież 
L: A może ty w ciąży jesteś? - Leon zaczął się śmiać, a ja stałam jak wryta - ej co Ci? przecież żartuje 
V: To tak nie żartuj, przecież wiesz że nie ma szans żebym zaszła już w ciąże byłeś przy badaniach 
L: Tak byłem i wiem że o że mamy chłopaków to cud 
J: Mamo a wiesz że ciocia Fran jest w ciąży?
V: Co? Skąd wiesz? 
J: Alba mi powiedziała jest u nas - Fran nic mi nie mówiła, a może to jest powód dla którego nas zaprosiła w sobotę, ale zaraz zaraz 
V: Jorge jako to Alba jest u nas?
J: No przyszła niedawno, wiesz jak coś to się zgodziłaś - wybiegł z naszej sypialni a ja nie wiedziałam co się właśnie wydarzyło 
L: Czy on sobie nie pozwala za dużo?
V: Sama już nie wiem, wiesz nie sprawia żadnych problemów, ała.. - nagle poczułam okropny ból w podbrzuszu 
L: Violetta co się stało?
V: Nie wiem... boli mnie brzuch i to bardzo 
L: Jedziemy do szpitala 
V: O nie, nic mi nie będzie - i wtedy poczułam się jeszcze gorzej - dobra jedźmy 
Dan: Mamusiu co się dzieję? 
L: Daniel biegnij po Jorge i idźcie do cioci Ludmiły szybko 
Dan: Jasne - Daniel pobiegł i kiedy Leon mnie wynosił widzieliśmy że pobiegli prosto do domu Ludmiły. Brzuch nie przestawał mnie boleć szybko w szpitalu zabrali mnie na badania i po chwili wszystko już było dobrze. 
V: Panie doktorze co mi jest?
Dok: To nic złego niech się pani nie martwi 
V: Okej
Dok: Będzie pani musiała teraz co miesiąc tu przychodzić 
V: Nie rozumiem 
Dok: Jest pani w ciąży, dokładnie to 11 tydzień 
V: Słucham? 
Dok: Proszę tutaj ma pani USG i proszę się oszczędzać 
V: Jasne, dziękuje - wyszłam z sali cała oszołomiona, jak to w ciąży i to już 11 tydzień... pięknie 
L: Violetta co się stało? Ej wszystko w porządku?
V: Nie uwierzysz
L: Violetta mów bo nie wiem co mam myśleć
V: Jestem w ciąży 
L: Co?! Ale jak to?
V:No ja nie wiem, ale to już 11 tydzień - Leon podniósł mnie i okręcił wokół własnej osi widać że był szczęśliwy jak wtedy kiedy dowiedział się o pierwszej ciąży, szczęśliwi wróciliśmy do domu i od razu poszliśmy po dzieciaki do Ludmiły  
Lu: Jesteście, co się stało? 
V: Wszystko w porządku Ludmiła nie martw się 
Lu: No ale co Ci jest? Chłopaki mówili że strasznie Cię bolał brzuch że Leon Cię musiał wynosić 
L: Ludmiła spokojnie wszystko jest w jak najlepszym porządku 
Lu: No to dobrze, może zostaniecie na kolacji? 
V: Nie będziemy Ci robić kłopotu 
Fe: O Leon Viola chodźcie napijemy się czegoś
V: O nie ja dziś nie piję ostatnio sie to źle skończyło 
Fe: Przecież to było prawie 3 miesiące temu 
V: Ile?
Fe: Prawie 3 miesiące, coś się stało?
V: Nie, nic my wrócimy do domu innym razem zostaniemy
L: Jorge, Daniel idziemy! - wszyscy poszliśmy do domu, teraz mnie olśniło, wety z Leonem byliśmy tak pijani że jakoś wyszło że będzie kolejne nasze maleństwo. 
J: Mamuś czy wszystko jest dobrze?
V: Nawet bardzo dobrze.
J: To co Ci było?
V: A obiecasz że nie powiesz jeszcze nikomu?
J: Obiecuję
L: Będziecie mieć rodzeństwo 
J: Co? Ale super będę miał kolejnego brata!
L: Albo siostrę
J: Nie! chcę brata 
V: Obawiam się że to tak wybierać nie można wiesz - Jorge był trochę smutny ale w końcu zrozumiał że nie ma tego co się chce. Leon zaczął znów koncertować ale pierwszy koncert ma za 3 miesiące więc mamy jeszcze trochę prywatności zanim dziennikarze zaczną za nami znów łazić.

Rozdział 113

 *2 MIESIĄCE PÓŹNIEJ*
Już niedługo termin porodu, nie mogę się już doczekać aż nasz malutki będzie na świecie. Tym razem jeszcze do przyszłego tygodnia pracowałam w naszym show razem z Leonem no i Thomasem oczywiście, chociaż coraz rzadziej jest z nami. Nie chce za dużo nam powiedzieć jest strasznie skryty, Stefani też dawno nie widzieliśmy. 
L: O czym tak myślisz?
V: O Thomasie i jego zachowaniu, jest jakiś dziwny nie uważasz?
L: Może trochę, ale nie przejmuj się tym tak, będzie chciał to nam powie tak?
V: Tak, masz rację, Leon a zrobisz mi naleśniki?
L: Jasne kochanie, już lecę - Leon poszedł a ja siedziałam dalej na kanapie i oglądałam jakieś pierdoły, po chwili przyleciał do mnie Jorge i bez słowa po prost się przytulił. 
V: Coś się stało kochanie? 
J: Tak
V: Co takiego?
J: Czy jak urodzisz dzidziusia to przestaniesz mnie kochać?
V: Skarbie co Ci przyszło do głowy? Przecież wiesz że cię kocham najbardziej na świecie, jesteś moją kruszynką przecież 
L: A co ze mną? Mnie to już nikt nie kocha?
J: Ja Cię kocham tatusiu! Mamusia też na pewno Cię kocha prawda?
V: No jasne że tak. - Leon pocałował Jorge w czółko a mnie cmoknął w usta
L: A teraz proszę bardzo naleśniczki
J: O super, lubię bardzo twoje naleśniczki 
V: Nie tylko ty. - Uśmiechnęłam się do Leona a  on odwzajemnił uśmiech, po chwili poczułam ogromny ból. Chyba się zaczęło, mały strasznie kopał
L: Violetta co się dzieję? 
V: Dzwoń po Ludmiłę, a my jedziemy do szpitala chyba się zaczęło 
L: Jasne. - Leon szybko zadzwonił po Ludmiłę zabrał moją torbę z góry i dy tylko Ludmiła przyszła to pojechaliśmy do szpitala. 
 
Po 3 godzinach na świat przyszedł nasz drugi syn Daniel, jest przeuroczy. Leon teraz trzyma go na rękach, obchodzi się z nim bardzo delikatnie. Wyglądają uroczo
L: Co się tak patrzysz? 
V: Podziwiam swojego pięknego męża i mojego drugiego pięknego synka 
L: A właśnie Ludmiła zaraz przywiezie Jorge.
V: Dobrze a teraz oddaj mi go 
L: No dobrze - położył mi Daniela na ręce i usiadł obok mnie
V: Niesamowite że on też jest całkowicie do Ciebie podobny
L: Nie martw się nic ty też będziesz miała swojego klona 
V: Słucham?
L: No jak to, przecież musimy mieć córeczkę 
V: Leon, daj spokój mamy cudownych chłopaków. Wystarczy 
L: No jeszcze zobaczymy - no myślałam że go gołymi rękami utłukę, nie chcę mieć już więcej dzieci dwójka mi wystarczy. Fakt córeczkę bym chciała ale no mam dwójkę synków i to mi się podoba. Po niedługiej chwili do mojej sali wpadł Jorge a za nim Ludmiła, porozmawialiśmy chwilkę i Ludmiła pojechała do domu, a później chłopaki. Ja i Daniel jeszcze zostajemy jakieś 2 dni, zrobią mu badania żeby sprawdzić czy wszystko jest dobrze. Zabrali mi małego na noc do innej sali, a ja już zasypiałam kiedy usłyszałam że ktoś wchodzi do mojej sali, myślałam że to pielęgniarka więc się odwróciłam, a tam zobaczyłam kogoś kogo bym się najmniej spodziewała.
V: Tony? Co ty tu robisz? 
Ton: Przyszedłem dokończyć to co kiedyś zacząłem 
V: Daj mi w końcu spokój!
Ton: Twoją matkę już miałem, teraz pora na Ciebie - zaczął się do mnie zbliżać, przytrzymywał mi ręce i zaczął się do mnie zbliżać, nie wiedziałam co mam robić nie mogłam krzyczeć bo bałam się że mi coś zrobi... Czekałam aż będzie już po wszystkim, chciałam żeby Leon tutaj był... I jakby stał się cud 
L: Kochanie nie widziałaś tu może mojego telefonu? Ej co ty robisz?! Zostaw ją! 
Ton: Nie no znowu ty?! 
L: Tak, ja masz ją zostawić w tel chwili - Tony dalej nie ustępował w końcu Leon się na niego rzucił i odciągnął go ode mnie i upadli na podłogę. Zaczęłam wołać o pomoc i przybiegła ochrona, zabrali Toniego a Leon podszedł do mnie i mnie przytulił 
V: Jak ja się cieszę że tutaj jesteś 
L: Spokojnie, już się nic nie bój jestem tutaj, zostać z Tobą?
V: Nie trzeba, wracaj do Jorge, już wiem że jestem bezpieczna - pocałował mnie i wyszedł, zastanawiałam się jak to możliwe że tylko pomyślałam a on zaraz się zjawił, jest kochany i nie wyobrażam sobie nikogo innego jako mojego męża. 
 
*ROK PÓŹNIEJ*
Dziś Daniel kończy roczek, są wszyscy nasi znajomi, Fran i Diego wrócili na stałe do BA! Cieszę się bo jak się okazało mieszkają przecznicę dalej, więc też mamy do nich blisko. Jorge ma 4 latka i dobrze dogaduje się z córką Fran która również ma 4 latka, może kiedyś to będzie miłość? No zobaczymy. 
Lu: Posłuchacie z racji tego że jesteśmy tutaj wszyscy razem, chcemy wam coś powiedzieć. Z Fede spodziewamy się dziecka
V: Naprawdę? Lu gratulacje dla was 
F: Cudownie, w końcu nadszedł czas na drugie dziecko 
Lu: Dziękuje wam, to tak w sumie nie było planowane już, ale bardzo się cieszę. - wnieśliśmy toast za nich i świętowaliśmy dalej urodziny mojego malucha. Impreza skończyła się koło 1 w nocy, dzieciaki pousypiały więc mogliśmy posiedzieć do tej pory aż. Wszyscy się zebrali i pojechali a ja z Leonem zaczęliśmy sprzątać. 
L: Violetta, a może by tak jutro posprzątać co? 
V: Wiem co kombinujesz, ale możesz na to liczyć dopiero jak posprzątamy
L: No dobra
V: Leon, chcę wrócić już do programu i chciała bym trochę pośpiewać
L: Więc co proponujesz? 
V: Rozmawiałam wczoraj z mamą i powiedziała że wjeżdżają raczej na stałe do Sewilli
L: Chcesz wziąć Olgę tutaj tak? 
V: Właśnie, zajęła by się naszymi dzieciakami,a my moglibyśmy robić to co kochamy
L: Okej jak dla mnie nie ma problemu. - zaczęłam Leona całować bardzo namiętnie, on za to posadził mnie na blacie i pogłębiał każdy pocałunek. W końcu poszliśmy do sypialni gdzie już wiadomo co się odbyło.  
V: Leon, kocham Cie wiesz, nie wyobrażam sobie innego życia. 
L: Ja również, wiesz tak czasem sobie leże i wspominam jak to było kiedyś, jak wszyscy próbowali nas rozdzielić zawsze 
V: Tak, nie mogliśmy się dogadać zawsze coś było nie tak, a zobacz teraz mamy dwójkę wspaniałych dzieci i kochamy się coraz bardziej 
L: Violetta, wtedy kiedy Cię porwali jak dowiedziałem się że Cię nie ma coś we mnie pękło, nie mogłem spać, a kiedy dowiedziałem się że to Iza..
V: Już spokojnie, było minęło tak? Uratowałeś mnie i to jest najważniejsze tak?
L: Tak. - jeszcze chwilkę powspominaliśmy i poszliśmy spać, śniło mi się że znów koncertujemy i to wszyscy razem. 

czwartek, 5 listopada 2020

Rozdział 112

* 3 LATA PÓŹNIEJ*

Te ostatnie lata były cudowne, Jorge wczoraj skończył 3 latka, a ja za 2 miesiące mam termin porodu, znów będzie chłopczyk, cieszymy się bardzo że nasza rodzina się powiększy, dziś w końcu zebrałam się do robienia albumu rodzinnego. Wywołałam potrzebne zdjęcia i zaczęłam je układać 
Malutki miał tutaj już pół roku, pierwsze dni jesieni, tak się cieszył jak te liście spadały.
A tutaj pierwsze imprezy Jorge, tutaj jego roczek akurat. Było cudownie, zaprosiliśmy przyjaciół i całą obsadę show.

A tu pierwsze nasze wyjście po prawie roku, Ludmiła wtedy została z Jorge a my spędziliśmy cudowny wieczór. 

Później znalazłam jeszcze zdjęcia z wakacji na których byliśmy z Ludmiłą i Fede. Fajnie tak było powspominać, Mechi miała 5 lat a Jorge prawie 2 więc grzecznie się bawili, a my mogliśmy spokojnie porobić zdjęcia i pozwiedzać.

L: Co tam robisz? 
V: Oglądam zdjęcia i wkładam do albumu 
L: O super, a jak tam mój drugi maluszek?
V: Kopie, i to bardzo, a gdzie Jorge?
L: Właśnie zasnął przy zabawie 
V: Co? 
L: Był w salonie a ja siedziałem nad papierkami w jadalni i co chwile na niego spoglądałem no i zasnął nad zabawkami- zaśmiałam się i włożyłam ostatnie zdjęcie do albumu.
V: Może jakiś spacer jak Jorge wstanie
L: Jasne, a teraz zapraszam panią do kuchni, musimy zrobić obiad - poszliśmy więc i robiliśmy pizzę, zachowywaliśmy się jak małe dzieci, po chwili przyszedł Jorge 
J: Mamusiuuuu a co wy robicie?
V: Pizzę, a co głodny jesteś?
J: Tak, a co będziemy dziś robić?
L: Pójdziemy na spacer 
J: O to super - po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi i poszłam otworzyć, zdziwiłam się jak zobaczyłam za nimi Laurę, ma już 14 lat i ma okres buntu z tego co wiem 
V: Laura? Co ty tu robisz?
Laur: Mogę u was zostać? Mam dość bycia w domu 
V: Co się stało?
Laur:Pokłóciłam się z tatą, zabrania mi prawie wszystkiego, a ostatnio jak grałam na fortepianie to myślałam że zamknie mnie w domu na wieczność, możesz z nim porozmawiać? Mama już prawie z nim nie rozmawia 
V: Dobrze porozmawiam z nim, a teraz chodź zjesz na nami - Laura weszła i opowiedziała nam inne akcje związane z tatą, nie mogłam uwierzyć że zrobił się taki sam jak kiedyś dla mnie, nie rozumiem o co może chodzić.
L: Pójdę otworzyć drzwi, bo chyba ktoś dzwonił 
V: Jasne, Laura powiedz mi czy tata pokłócił się wcześniej z Angie?
Laur: O coś się kłócili ale nie za bardzo wiem o co poszło. - Po chwili wpadł do domu mój tata z Angie, tata był wściekły i równocześnie załamany. Ciekawe o co może im chodzić
V: Tato co się stało?
H: Możemy usiąść i porozmawiać? 
V: Jasne, chodźcie do salonu - zanim usiedliśmy tata i Angie strasznie się kłócili 
H: Powiem jej musi wiedzieć, co nam zrbiłaś!
An: Musiałam to zrobić! Ale ty nic sobie nie dasz przetłumaczyć! 
L: Hej! Spokój, niech państwo siadają, Laura zabierz Jorge do niego do pokoju i się z nim pobaw 
Laur: Jasne 
V: Dobra więc o co tu chodzi? Tylko na spokojnie 
H: Wyobraź sobie że Angie to nie Angie 
V: Co?
An: Violu, proszę ja Ci to wytłumaczę... tylko daj mi też dojść do słowa 
V: Okej, ale mogę wiedzieć o co chodzi?
H: Otóż ta oto kobieta to twoja matka Maria - jak to usłyszałam to myślałam że się przesłyszałam 
V: Chwila,że co?
An: Violu, proszę dajcie mi to wytłumaczyć chociaż ty mnie wysłuchaj 
H: Ja nie mam zamiaru Cię słuchać, jak mogłaś to zrobić!?
V: Cicho tato, właśnie że będziesz słuchał, mów
An: Więc tak, w dzień wypadku dostałam telefon, grozili mi i tego wypadku wcale nie było, porwali mnie i więzili przez jakiś czas, to była konkurencja, wypuścili mnie dopiero po moim niby pogrzebie i zakazali mówić kim jestem naprawdę bo inaczej by was skrzywdzili... Nie mogłam na to pozwolić więc zaczęłam udawać swoją siostrę... 
V: Czyli ty to tak naprawdę moja mama? 
An: Tak to ja Maria... przepraszam, ale nie mogłam inaczej Tony nie dawał za wygraną
L: Zaraz, Tony? Tony Bum ?
An: Tak to on
V: Nie wierzę... 
H: Co się stało? 
L: Tony to były producent Violetty, to on ją wtedy skrzywdził, spowodował ten wypadek 
V: Teraz wszystko rozumiem.. dlatego był dla mnie taki... 
An: Viola, Herman przepraszam, ja nie chciałam.... 
H: Nie to ja przepraszam... byłem głupi że nie dałem Ci wszystkiego wytłumaczyć, ale nie wiem czy jestem w stanie Ci wszystko wybaczyć... 
An: Ja rozumiem, ale jeśli chcecie to mogę pozostać Angie na zawsze 
V: Nie! Angie już nie ma, teraz jest moja mama - wstałam i przytuliłam się do niej, nie mogłam uwierzyć w to co się właśnie stało. Jestem zła ale i szczęśliwa.  Niewiarygodne jak to się mogło potoczyć wszystko, Tony od samego początku wiedział kim jestem i teraz już wiem dlaczego taki dla mnie był. 
V: Dobrze ale dalej nie rozumiem dlaczego jesteś taki okropny dla Laury tato
H: Nie wiem, nie miałem się na kim wyżyć chyba...przeproszę ja może mi wybaczy 
Laur: Wybaczę, wszystko słyszałam, czyli ja i Violetta to jesteśmy takie prawdziwe siostry?
An: Tak a ja jestem waszą mamą i zawsze nią będę, przepraszam was - posiedzieli u nas jeszcze i trochę sobie wyjaśniliśmy spraw teraz już będzie lepiej i w końcu mamy prawdziwą rodzinę, jestem dalej zła na mamę, jej jak to brzmi, ale wiem że będzie lepiej, że stworzymy prawdziwą rodzinę tak jak to powinno zawsze wyglądać. 
My jesteśmy już po kolacji i siedzimy i oglądamy bajki z Jorge 
L: Ale się porobiło co? 
V: Oj tak, nie mogę uwierzyć że na świecie może tak być wiesz?
L: Teraz przynajmniej masz znów mamę, ja nie mam tyle szczęścia wiesz?
V: Co się stało?
L: Moja mama zmarła na raka parę dni temu 
V: Dlaczego mi nic nie powiedziałeś?
L: Wiesz dobrze jak było pomiędzy nami, ale z dnia na dzień brakuje mi tego że z nią nie byłem i jestem na siebie wściekły
V: Leon, spokojnie będzie dobrze, ała!
L: Co się stało? 
V: Twój drugi synek się odzywa - Leon położył rękę na moim brzuchu i mały momentalnie przestał jakby się uspokoił 
L: No i już, tatuś zawsze uspokoi rozbójnika 
V: Niesamowite jak ty to robisz
J: Możecie już być cicho? Nic nie rozumiem 
V: Dobrze przepraszamy kochanie - pocałowałam go w główkę i lekko się uśmiechnęłam i dalej oglądaliśmy bajkę, takie wieczory właśnie uwielbiam, brakuje nam tylko kominka żeby było idealnie.

Rozdział 111

Obudziłam się dziś z lepszym humorem, dziś pojadę do studia z wiedzą że mam lepszego producenta. Ubrałam się i gotowa zjadłam śniadanko. 
L: A co ty robisz?
V: Jak to co? Kończę śniadanie i jadę do studia 
L: O nie, moja droga my jedziemy do studia 
V: Leon przecież jest okej, mogę jechać sama 
L: Otóż nie możesz, bo wyobraź sobie że będę tam z Tobą prowadził ten program 
V: Co?! Leon a co z Thomasem? 
L: Spokojnie tutaj nic się nie zmiana ja będę waszym terenowym dziennikarzem 
V: A no to chyba że tak. Więc jedźmy - dokończyliśmy śniadanie i pojechaliśmy do studia, dziś droga minęła szybko o dziwo. Leon zaparkował i ruszyliśmy do pomieszczenia. 
Fe: Witajcie kochani, ale tu jest czadowo 
L: Wiedziałem że Ci się spodoba, a teraz co mamy robić panie producencie 
Fe: Nie podlizuj się nie będzie podwyżki, ty jedziesz w teren tutaj masz adresy - Fede dał Leonowi kartkę z adresami. Później ja dostałam kartkę a na koniec zjawił się Thomas 
T: Fede? A co ty tu robisz?
Fe: Jestem nowym producentem tego miejsca i mam nadzieję że będzie nam się dobrze pracowało 
T: Ale super 
Fe: Tutaj proszę dla Ciebie kartki.
T: Leon? A ty co tu robisz?
L: Będę z wami pracował
T: To cudownie - mówił to niezbyt zadowolony, mam wrażenie że mimo tego że jest ze Stefani i że mają dziecko dalej nie lubi Leona 
V: Dobra chłopaki zaczynamy 
L: To ja lecę i w kontakcie - z Thomasem przybił piątkę a mnie namiętnie pocałował. Razem później z Thomasem usiedliśmy za wielkim stołem i zaczęliśmy nagrywać. Leon spisał się na medal. Po skończeniu nagrywania wróciliśmy do domu. 
 
*5 MIESIĘCY PÓŹNIEJ*
Niewiarygodne jak ten czas szybko minął, niedługo już nasz skarbek będzie z nami okazało się że będziemy mieć synka, Leon wymyślił już dla niego imię czyli Jorge. Leon zakończył płytę i teraz pracuje za mnie w programie, a ja jestem dyrektorem w firmie Federica, myślę że tak jest dobrze, Ludmiła często siedzi ze mną, Leon jej kazał nie odstawiać mnie na krok. 
V: Ludmiła nie musisz tutaj siedzieć poradzę sobie 
Lu: Nie, nie zostawię Cię tutaj 
V: Ludmiła wiem że Leon Ci kazał Ci ze mną siedzieć, ale naprawdę niepotrzebnie
Lu: Violetta nie dyskutuj ze mną - no i co ja mogę poradzić? raczej nic, jeszcze dziś mam spotkanie muszę zaraz jechać. Zebrałam potrzebne dokumenty i pojechałam, jadąc miałam wrażenie że ktoś mnie śledzi, ale za bardzo się tym nie przejęłam, kiedy już prawie byłam na miejscu samochód który jechał za mną zaczął mnie wyprzedzać i ni stąd ni zowąd wjechał w mój bok spychając mnie do rowu, ale wiem kto to był, pamiętam tą twarz, to był mój były producent. Żeby tylko nic się nie stało mojej kruszynce....
 
LEON
Siedziałem z Fede jeszcze w jego gabinecie i szukaliśmy nowych ciekawych tematów na następne odcinki, po chwili zadzwonił do mnie telefon, wieści jakie usłyszałem zbiły mnie z nóg
Fe: Leon? Co się stało?
L: Violetta... miała wypadek,podobno jej stan jest ciężki, Fede muszę jechać - rzuciłem wszytko i wybiegłem z budynku i szybko pojechałem w kierunku szpitala. Na miejscu pokierowano mnie od razu do gabinetu lekarza Violi 
Lek: Panie Verdas, proszę usiąść 
L: Co z Violettą i dzieckiem?
Lek: Pani Violetta jest w ciężkim stanie, przeszła operację i ta doba jest decydująca, a dziecko ma się dobrze może je pan zobaczyć, jest na tyle dobrze rozwinięte że nie trzeba inkubatora i jeśli badania będą w porządku to można będzie zabrać syna do domu.
L: Czy ja mogę iść do żony najpierw?
Lek: Jasne, proszę za mną - lekarz zaprowadził mnie do Violetty, była taka blada miała ranę na twarzy i była podpięta pod jakieś dziwne maszyny, usiadłem obok niej i złapałem ją za rękę i zacząłem do niej mówić 
L: Kochanie, ja wiem że mnie słyszysz, mamy synka i zaraz do niego idę, jak wszystko będzie dobrze to wezmę go do domku, ty teraz musisz być silna wiesz? Nie możesz mnie zostawić. Pamiętasz jak mi mówiłaś o swoim śnie? tym z trójką dzieci, musimy go spełnić rozumiesz? musimy, proszę, nie zostawiaj mnie... - jeszcze chwilę posiedziałem i poszedłem do sali gdzie był mały, patrzyłem na niego przez szybę zobaczyła to pielęgniarka i zaprosiła mnie do środka i dała małego na rękę, zobaczyłem w nim całkowite podobieństwo do mnie, to niesamowite. Posiedziałem u niego chwilkę i wróciłem pod salę Violi. Nie mogłem wejść do środka więc stałem za wielką szybą i patrzyłem na nią po chwili ktoś do mnie dołączył 
Pol: Witam, nazywał się Simon i prowadzę śledztwo w sprawie wypadku pana żony 
L: Jak to śledztwo?
S: A tak, mamy nagrania z kamer jak ktoś specjalnie wjeżdża w samochód pani Violetty, chciałbym zapytać czy nie wie kto mógłby chcieć zaszkodzić pańskiej żonie?
L: Jest jedna osoba która się odgrażała... jej wcześniejszy producent- podopowiadałem na  pytania i opowiedziałem całą sytuację która miała miejsce parę miesięcy temu, Simon przysłuchiwał się dokładnie i wszystko notował. 
S: Dobra dziękuję za pomoc, będę pana informował jakby coś się zmieniło, ale i tak musimy czekać na zeznania pani Verdas
L: Dobrze dziękuję. 

*3 DNI PÓŹNIEJ*
Dziś mogę zabrać małego do domu, wolałbym go zabierać z Violą ale ona dalej się nie obudziła...
L: Panie doktorze czy mogę zabrać Jorge do Violetty na chwilę?
Dok: Myślę że nie będzie problemu, ale nie za długo 
L: Dziękuję - Wziąłem Jorge na ręce i poszedłem do sali Violi, już nie była podpięta pod tyle maszyn, bo wszystko było w porządku czekaliśmy aż się obudzi... - Cześć Violu, przyniosłem Ci gościa, zobacz to nasz synek Jorge, synku poznaj swoją mamusię, jest piękna prawda?-wziąłem rękę Violi i dotknąłem rączki małego i po chwili jakby stał się cud i Viola otworzyła oczy, szubko zawołałem lekarza który zaraz się zjawił, małego włożyłem do nosidełka i wyszedłem na korytarz. Po jakiś 10 minutach wyszedł do mnie lekarz 
Lek: Panie Leonie mam bardzo dobre wiadomości, Pani Violetta obudziła się i wygląda na to że wszystko pamięta. Może pan do niej wejść śmiało. 
L: Dziękuję - wziąłem małego i wszedłem do sali - Viola patrzyła na mnie i zaczęła się lekko uśmiechać 
V: Leon, skarbie..
L: Viola , tak się cieszę że już tutaj jesteś
V: Dasz mi małego? 
L: Słyszałaś?
V: Wszystko, dziękuję że tu byłeś, moja kruszynka - Viola przytuliła małego do swojej piersi i lekko przytuliła. 
L: Violu, pamiętasz co się stało?
V: Tak, w zasadzie wszystko pamiętam, wyjechałam z firmy i miałam wrażenie że ktoś mnie śledzi i jak ktoś mnie zaczął wyprzedzać zobaczyłam tam Toniego jak we mnie wjeżdża  i później już nie pamiętam nic 
S: Przepraszam ale usłyszałem co pani mówiła
L: Violu to jest Simon i prowadzi twoją sprawę 
S: Jest pani pewna że to był pani były producent?
V: Tak na 100% to był on. - Viola jeszcze zeznała parę innych rzeczy i Simon opuścił salę szpitalną. Siedziałem z Violą jeszcze dobre 3 godzinki, przyszła też Ludmiła, po tym wróciłem z małym do domu i delikatnie przytuliłem go do siebie żeby zasnął, kiedy wiedziałem że śpi położyłem go do łóżeczka i sam poszedłem spać, dzięki temu że tyle siedzieliśmy z Mech wiem jak się zająć małym.
Całą noc nie mogłem dobrze spać miałem koszmary, nie wiem czemu ale przebudziłem się o od razu zadzwoniłem do Violi. 
V: Halo? Leon coś się stało?
L: Nie mogę spać męczą mnie koszmary, martwię się o Ciebie 
V: Nie ma potrzeby, wszystko jest w porządku 
L: Viola, dalej nie złapali Toniego..
V: Wiem, ale spokojnie tutaj jest ochrona nic mi się nie stanie 
L: Dobrze, to już idź spać, kocham Cię 
V: A ja Ciebie
Trochę mnie uspokoiła, ale i tak miałem dziwne przeczucie. Zadzwoniłem do Ludmiły żeby przyszła do Jorge a ja pojechałem do szpitala. Kiedy szedłem pod salę Violi zobaczyłem znajomą twarz, od razu widziałem że to on, zadzwoniłem na policję żeby poinformować że Tony tutaj jest. Szedłem za nim, zobaczyłem że idzie do sali Violetty. 
Ton: No witaj kochaniutka, wypadek nie pomógł to muszę to zrobić własnoręcznie 
V: Co ty tu robisz? Wyjdź!
Ton: Cicho bądź bo pożałujesz! A teraz wybacz ale zniszczyłaś mi wszystko co miałem i wykończę cię tu i teraz! - wyciągnął z kieszeni nóż i zaczął go kierować w stronę Violi, nie mogłem czekać na policję więc szybko wbiegłem do sali i zaszedłem go od tylu, wywrócił się, zabrałem mu nóż i kopnąłem go w kąt sali i czekałem na policje 
Ton: Ty, jak to możliwe? Nie powinno Cię tu być!
L: Ale jestem i zawszę będę bronił mojej księżniczki rozumiesz?! 
Ton: Kiedyś jeszcze was zniszczę!- w tym momencie wpadła policja i zabrali Toniego a ja podbiegłem do Violi i mocno ją przytuliłem.
V: Jak to się stało że tutaj jesteś?
L: Po telefonie do Ciebie miałem dziwne przeczucia i zadzwoniłem po Ludmiłę i jestem, 
V: Bardzo dobrze że tutaj byłeś, dziękuję 
S: Ja również dziękuję, jakby nie pan nie wiem czy byśmy go złapali. - policjant uścisnął mi dłoń i wyszedł, teraz w końcu czuję ulgę, przyszedł do nas jeszcze lekarz i powiedział że mogę zabrać Violę do domu bo wszystko jest w najlepszym porządku, więc wróciliśmy razem do domu. W końcu rodzinka jest w komplecie. Cieszę się i to bardzo. 

VIOLETTA
W końcu jestem w domu, miałam już dość tych przeżyć ostatnich dni, weszłam do domu i zobaczyłam tam Ludmiłę z Jorge na rękach
Lu: Violetta! Jesteś 
V: Jestem i już nigdzie się nie wybieram, a teraz poproszę o swojego synka. 
L: No i ten widok mi się bardzo podoba, Ludmiła dziękuję, że zostałaś z małym 
Lu: Nie ma sprawy, tyle razy byliście z Mechi że ja się muszę odwdzięczyć - ucałowała małego, i poszła do domu. 
L: Chodź Violu idziemy spać
V: Dobrze, wiesz to jest niewiarygodnie jaki on jest do Ciebie podobny.
L: Następną musimy mieć córeczkę żeby była podobna do Ciebie, to wtedy każdy będzie mi zazdrościł dwóch pięknych dam w domu. - pocałował mnie i położyłam małego do łóżeczka i sama z Leonem poszliśmy spać, teraz wszystko musi być cudownie. Nie widzę innej opcji.

środa, 4 listopada 2020

Rozdział 110

Jesteśmy szczęśliwi, że w końcu nam się udało, będziemy w końcu szczęśliwi. Leon ja i nasza kruszynka. 
L: Jak to się stało że nic nie zauważyłaś? I przecież ten test wczoraj 
V: Lekarz powiedział mi, że czasem testy nie pokazują prawdy i tak jakoś wyszło 
L: Kiedy masz kolejną wizytę?
V: Za miesiąc, a co?
L: No bo za miesiąc mogę sobie skołować wolne i jechać z Tobą
V: To będzie dla mnie zaszczyt jak ze mną pójdziesz - pośmialiśmy się jeszcze trochę i poszliśmy na spacer, było cudownie cieszyłam się z tej chwili i z każdych wcześniejszych chwil spędzonych z Leonem. 
V: Leon, pamiętasz jak mnie zabrałeś pierwszy raz na spacer? 
L: Pamiętam jakby to było wczoraj, byłem wtedy taki szczęśliwy że się zgodziłaś, a nie olałaś jak inne dziewczyny 
V: Pamiętam też nasze pierwsze spotkanie, uratowałeś mnie od spotkania z ziemią 
L: Tak, chodź siądziemy sobie, Viola obiecaj mi że teraz będzie już tylko lepiej i że będziemy zawsze się kochać
V: Oczywiście, jesteś dla mnie całym światem, a teraz chodź bo robi się chłodno i zapowiada się na deszcz - Leon jako dobry mąż dał mi swoją kurtkę na ramiona i tak szliśmy do domu. 
 
MIESIĄC PÓŹNIEJ
Byliśmy wczoraj u lekarza, wszystko jest w najlepszym porządku mój brzuszek już lekko widać, dziś jadę z Leonem na jego koncert, sama się wprosiłam, bo dawno nie słyszałam jak śpiewał. Zaraz koncert miał się zacząć, Leon wyszedł na scenę, ja stałam za kulisami. Leon zaczął śpiewać, po czym w trakcie piosenki wyciągnął z kieszeni smoczek i buciki, smoczek włożył sobie do ust a buciki trzymał w ręce, to był najlepszy sposób żeby ogłosić całemu światu że zostanie ojcem, wszyscy zaczęli klaskać i piszczeć. 
Po koncercie Leon pierwsze co przyszedł do mnie 
V: To było urocze wiesz? 
L: Teraz już wiem, dziękuję 
V: Chodź jedziemy do domu, ale wpadniemy też do Ludmiły, i nie zgadniesz już dzwoniła do mnie Fran, Cami a nawet Naty z gratulacjami - Leon zaśmiał się i po szybkim przebraniu się pojechaliśmy w stronę domu, wjechaliśmy na wjazd i od razu pokierowaliśmy się  do Ludmiły. 
Lu: No proszę, proszę a kto to nas odwiedził?
V: No my 
Lu: Kochani moje gratulacje, tak się cieszę który to tydzień?
V: Już 10
Lu: Co? I ja się dopiero teraz dowiaduję? I to jeszcze z telewizji bo Leon się zaczął wygłupiać 
L: Tak wyszło, chcieliśmy żebyście mieli zaskoczenie, nikt nie wiedział nie martw się
Fe: O cześć gratuluje kochani, Mechi chodź ciocia z wujkiem przyszli!
Me: Czeeeeść, co tam u was?- Mała zachowuje się zupełnie jak Ludmiła 
L: Niesamowite że ona jest dokładnie taka jak ty Ludmiła 
Lu: O co Ci chodzi Leon?
L: O nic, o nic tylko mówię prawdę
Lu: Chodźcie na herbatkę lepiej. - wypiliśmy herbatę i gadaliśmy o paru sprawach 
Fe: Słuchajcie mam pewien pomysł 
L: Jaki?
Fe: Otóż chciałbym założyć własną firmę i chcę żebyście mi pomogli 
V: A na czym by to miało polegać 
Fe: Organizacja eventów 
V: O cudownie, ja bym chciała iść w ten biznes i proponuję do tego agencję modelek. 
Fe: Cudownie to mi się podoba
L: Ja niestety nie mogę wam pomóc póki co mam zawalony cały grafik na najbliższy czas.
V: Ale ja jestem chętna, na razie nic mi się nie zapowiada. 
Lu: O popatrzcie na telewizję
Prezenterka: Dziś na koncercie Leon Verdas światowa gwiazda muzyki ogłosił że razem ze swoją żoną Violettą Verdas zostaną rodzicami! Serdecznie im gratulujemy, zobaczymy jeszcze raz ten uroczy moment na koncercie
Lu: To było takie kochane
Fe: Nawet ja bym na to nie wpadł 
Lu: Zawsze jeszcze możesz
Fe: Tak?
Lu: Tak, może się zgodzę na to jeszcze jedno dziecko 
V: To może my was zostawimy 
Fe: W zasadzie mielibyśmy prośbę 
V: Jaką?
Fe: W weekend musimy jechać na jedno spotkanie i chciałbym zapytać czy możemy wam zostawić Mechi 
V: No jasne że tak, wiecie że ją uwielbiamy
Fe: No to super, dzięki wam wielkie. - po tym poszliśmy do domu, zjedliśmy coś i poszliśmy spać. 
 
WEEKEND
Dziś Ludmiła zostawia nam Mechi, ciekawe co takiego mają do załatwienia, nie chcą nam nic powiedzieć, ale nie będę przecież się wypytywać. Po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi, to pewnie oni, zdziwiłam się jak zobaczyłam Angie, mojego tatę i Laurę. 
V: A co wy tu robicie?
An: Violu mamy prośbę, możesz zostać dziś z Laurą? Olgi dziś nie ma, a my mamy trochę do pozałatwiania 
V: No jasne nie ma problemu, zostawcie ją 
H: Super dzięki córcia, a jak ty się czujesz? Wszystko dobrze?
V: Tak tato jest dobrze, dziękuję że pytasz - chwilę jeszcze pogadaliśmy i wyszli, Laura ma już prawie 8 lat więc umie się sobą zająć, z Mechi będzie trochę więcej wysiłku, ten urwis ma 4 lata i czasem jest nie do wytrzymania, jest za bardzo podobna do Ludmiły niestety. Koło 12 Fede przyprowadził małą. 
V: Laura to jest Mechi i chciała bym żebyś się z nią ładnie pobawiła, a ja zrobię obiad dobrze?
Laur: Jasne siostra, chodź Mechi - dziewczynki zaczęły się bawić, a ja poszłam do kuchni w której był Leon. 
V: Pomożesz mi zrobić obiad?
L: Jasne że tak, a co będziemy robić?
V: Może spaghetti? Laura i Mechi lubią - zabraliśmy się do roboty, w połowie roboty dzieciaki do nas przybiegły i siedziały z nami w kuchni i zadawały bardzo dużo pytań, można było się uśmiać jak Leon próbował im coś wytłumaczyć, po skończonej robicie usiedliśmy w końcu do stołu. Dziewczyny zjadły ze smakiem, ja się gorzej poczułam więc położyłam się na kanapie
L: Wszystko okej?
V: Tak, kręci mi się tylko w głowie spokojnie jak tylko coś będzie gorzej to Ci powiem 
L: Dobrze, o której ma przyjść Angie i twój tata?
V: Niedługo powinni być - po tym dosłownie chwilkę później zadzwonił dzwonek, Leon poszedł otworzyć a Laura ucałowała mnie i pobiegła za nim zbierając swoje rzeczy. Leon jeszcze o czymś rozmawiał z moim tatą, a do mnie podeszła Mechi 
Mech: Ciociu, wszystko w porządku?
V: Tak kochanie, nie martw się 
Mech: A to prawda że masz dzidziusia w brzuszku?
V: Tak, to prawda 
Mech: Ale super, a moja mamusia też będzie mieć?
V: A to już jej musisz zapytać - zaśmiałam się tak jak i ona 
Mech: Mogę się przytulić? 
V: No jasne chodź tu do mnie - mała wepchała się przede mnie a ja ją do siebie przytuliłam, po chwili usłyszałam że już śpi. Pocałowałam ją w główkę i czekałam aż Leon przyjdzie. Po jakiś 10 minutach przyszedł i zabrał małą do pokoju i położył na łóżku i przymknął drzwi. Ja wzięłam szybki prysznic i odpłynęłam w krainę morfeusza. 
 
NIEDZIELA WIECZÓR
Cały weekend minął nam cudownie, byliśmy wczoraj w parku na placu zabaw i na lodach, mała jest urocza już nie mogę się doczekać aż moja kruszynka będzie z nami, mam nadzieję że to będzie córeczka, Leon twierdzi że będzie synek, no cóż zobaczymy kto wygra. Dziś od rana strasznie źle się czułam, praktycznie cały dzień przeleżałam, jutro muszę być w studiu nagraniowym, bo przypada teraz mój miesiąc jako prowadzącej. Mam nadzieję że jutro będzie lepiej 
L: Na pewno dasz radę? Viola nie podoba mi się to jak wyglądasz 
V: Nic mi nie będzie, a muszę być tam i dobrze o tym wiesz 
L: Może chociaż Cię zawiozę?
V: Leon masz piosenkę do skończenia i nie dyskutuj ze mną, mi nie jest nic poważnego naprawdę, lekarz mi mówił że to normalne.
L: No dobra, ale jakby coś to do mnie dzwoń jasne?
V: Jasne, a teraz ja lecę się trochę wyluzować w wannie a ty czekaj na Ludmiłę, niedługo mają być po małą - Leon kiwnął głową na tak i poszłam do łazienki. Dawno się tak nie odprężyłam i od razu było mi lepiej. Poszłam spać koło 20 żeby się wyspać, teraz szczególnie na siebie uważam nie może nic pójść źle. 
 
Rano obudziły mnie wymioty, uch jak ja mam ich dość ale jeszcze trochę się muszę pomęczyć. Była już 7 więc poszłam się przygotowywać, czułam się świetnie więc myślałam że to będzie wspaniały dzień, po zjedzeniu odpowiedniego śniadania pojechałam w stronę miasta. Dojechałam o dziwo szybko, na miejscu już był Thomas    
T: Witaj Violetto, gratulacje, słyszałem że jesteś w ciąży 
V: Tak, jestem i dziękuję 
Prod: Verdas! Natychmiast do mnie! 
T: Chyba jest wściekły 
V: Widzę - poszłam do producenta a on kazał mi usiąść
Prod: Co ty sobie wyobrażasz?! 
V: Nie rozumiem o co chodzi?
Prod: Zaszłaś w ciąże, dlaczego?
V: Tak wyszło, czy to jakiś problem?
Prod: Jesteś już do niczego. Gdzie ja znajdę na już kogoś co?! Ty myślisz w ogóle o innych?!
V: Proszę na mnie nie krzyczeć! Nie dam się obrażać, będę tutaj dopóki będę mogła i nic panu do tego
Prod: Jeszcze zobaczymy. Zaraz weźmiesz wolne - wyszłam zdenerwowana trzaskając drzwiami, jak można być takim chamem? Szłam i nagle poczułam ogromny ból, wiem że obok mnie był Thomas który mnie chyba złapał i kazał dzwonić na pogotowie. Dalej nic nie pamiętam...
 
LEON
Kończyłem już piosenkę kiedy zadzwonił mój telefon, dziwne numer nieznany 
L: Słucham
T: Leon? To ja Thomas 
T: Czego ty chcesz ode mnie?
T: Chodzi o Violettę, karetka zabiera ją do szpitala w centrum miasta 
L: Jak to? Co się stało?
T: Dokładnie nie wiem, była na rozmowie u producenta i wyszła cała wściekła 
L: Dobra chyba już rozumiem, dzięki za telefon.
Rozłączyłem się i szybko pojechałem do szpitala. Mam nadzieję że nic jej nie jest, a tego gościa załatwię, już więcej nie będzie mi denerwował Violi. Zaparkowałem pod szpitalem i pobiegłem na recepcję 
L: Dzień dobry, przywieziono tutaj moją żonę
Rec: Imię i nazwisko 
L: Violetta Verdas 
Rec: 2 piętro sala 32 
L: Dziękuję - poszedłem do wind i pojechałem na 2 piętro i znalazłem pokój w którym była Viola 
V: Przepraszam, wiem że nie powinnam się denerwować, ale gość wyprowadził mnie z równowagi. 
L: Dobrze już spokojnie, nic się nie stało, powiedz mi wszystko w porządku?
V: Tak jest okej, to z nerwów zemdlałam. - Viola później opowiedziała mi sytuację która miała miejsce w gabinecie tego całego producenta. Musiałem coś z tym zrobić, mam duże wpływy w tym kraju na wszystko 
L: Ja to załatwię, gość już nie będzie mi Cię denerwował 
V: I Co niby zamierzasz?
L: Mam duże wpływy wszędzie wiesz o tym, więc skorzystam z nich i ten twój producencik wyleci 
V: Leon, może jednak nie?
L: Violetta
V: No dobrze.  - wyciągnąłem telefon i wykonałem połączenie do mojego dobrego znajomego i załatwiłem że nie będzie miał czego szukać już w tym biznesie. Viola mi tylko podziękowała i przytuliła się do mnie. Teraz miałem do załatwienia jeszcze inną rzecz. Wróciliśmy do domu i Viola poszła się położyć a ja pobiegłem do Federica. 
Fe: Leon? A co ty tu robisz?
L: Możemy pogadać?
Fe: Jasne wchodź, co tam?
L: Chodzi o twoją firmę, chcesz zostać producentem programu który prowadzi Viola?
Fe: A co z dotychczasowym producentem?
L: Wyleciał dziś, długa historia 
Fe: A okej, nie wnikam, wiesz co ja jestem na tak, z wielką chęcią 
L: No to super, dam twój numer mojemu znajomemu i będzie się już on z Tobą dogadywał 
Fe: Jasne, dzięki stary - po tym wróciłem do domu i położyłem się koło Violi, ona odwróciła się do mnie i otworzyła oczka. 
V: Gdzie byłeś?
L: Załatwiałem Ci nowego producenta 
V: Tak? No i co załatwiłeś? Kto teraz będzie mną rządził? 
L: Fede
V: Co? Jak to?
L: Mam znajomości więc załatwiłem, no a teraz do spania, dobranoc - pocałowałem ją i poszliśmy spać

wtorek, 3 listopada 2020

Rodział 109

 *PÓŁTORA ROKU PÓŹNIEJ*

Dalej nic, pogodziliśmy się z tym że nie prędko będziemy mieć dziecko, za to nasze kariery rozwijają się coraz lepiej. Były już gazety w których rzekomo Leon miał romans z Stefani, swoją drogą sympatyczna dziewczyna, ja też miałam rzekomo romans z Thomasem, ale dzięki temu Thomas i Stefani są szczęśliwą parą i uwaga niedługo zostaną rodzicami. 
Lu: Viola słuchasz mnie?
V: Co? A przepraszam ale nie, co mówiłaś?
Lu: Mówiłam że wczoraj Camilla urodziła synka 
V: O to super...
Lu: A wy jak tam?
V: A jak myślisz? To wszystko na marne, zaczynam wątpić że kiedyś nam się uda 
Lu: Dacie radę, a tak właściwie to gdzie Leon?
V: Jeszcze w studio 
Lu: Nie martwisz się że on tak późno wraca?
V: Wiem jaka jest droga tutaj, jak są korki to nawet 3 godziny będziesz jechać 
Lu: No niby tak, a Leon jak znosi to że wam nie wychodzi?
V: Niby jest twardy ale ja wiem swoje... w pewnym sensie widzę że jest załamany bo myśli że to jego wina... - nagle do domu wszedł Leon 
L: O witajcie dziewczyny
V: O już jesteś? Co tak szybko dziś 
L: Skończyliśmy wcześniej i dostałem wolne dopiero jadę na koncert za 3 tygodnie 
V: No to super, cieszę się możemy jakoś ładnie ozdobić nasz ogródek i taras co ty na to?
L: Jasne. A teraz przepraszam ale idę się odświeżyć
Lu: Ja to już będę lecieć, powodzenia Violu - pożegnałam się z Ludmiłą i postanowiłam że dołączę do Leona, był lekko zdziwiony moją obecnością ale nie odmówił mi sexu. Jak wyszliśmy spod prysznica to przenieśliśmy się na łóżko, nie mogę opisać tego jak było cudownie. 
 
Wstałam dość późno jak na mnie bo o 9.30 dziś mam luźniejszy dzień więc mogę sobie jeszcze poleniuchować, chciałam przytulić się do Leona ale jego nie było w łóżku, postanowiłam zejść na dół. 
L: Wstałaś już?
V: Tak, a co robisz?
L: Naleśniki 
V: O Tak kocham Twoje naleśniki - Leon podał mi je i zjadłam ze smakiem. 
L: Masz coś dzisiaj? 
V: Muszę jechać na sesję zdjęciową i później jestem wolna do końca tygodnia 
L: No to super, zapraszam Cię do kina w takim razie a później na jakąś kolację
V: Podoba mi się 
L: I poproszę jakieś zdjęcie z tej sesji - pocałowałam Leona i pojechałam na sesję. 


Zmęczona po całej sesji pojechałam do domu, nie wiedziałam czemu jestem aż tak zmęczona nigdy taka nie byłam ale od paru tygodni jest inaczej. No cóż nie wiem co o tym myśleć, w domu byłam koło 17.30 
L: O jesteś już
V: Leon przepraszam, ale na razie jestem zmęczona i nie wiem czy nasze plany wypalą
L: Viola z tobą jest coś nie tak od pewnego czasu
V: Może po prostu już mam dość tego wszystkiego, tego rumoru
L: Violetta idź do łazienki 
V: Po co?
L: Idź zrób test 
V: Żartujesz sobie? No dobra idę zaraz wrócę - że ja też o tym nie pomyślałam, może to wreszcie to. Zrobiłam test i teraz tylko czekałam na wynik. Po chwili moim oczom ukazała się jedna kreska
L: Viola i jak?
V: I nic, przykro mi ale nie jestem w ciąży, ale jutro i tak idę na kontrolę do lekarza to mu powiem że się źle czuje 
L: Pojadę z Tobą dobrze?
V: Dobrze, a teraz przepraszam idę się położyć - ucałowałam Leona i położyłam się do łóżka, śniło mi się że mamy aż 3 dzieci i jesteśmy szczęśliwą rodzinką. To jest dopiero marzenie które się nie spełni... 
 
Była już 10, wsiedliśmy z Leonem do samochodu i pojechaliśmy do mojego lekarza.
Lek: Pani Verdas proszę 
V: Ja na kontrolę - powiedziałam też co mi dolega on parunastu dni, lekarz zrobił mi USG i pobrał krew do bada, po kilkunastu minutach wszystko już było wiadome 
Lek: Nie ma się czym martwić pani Violetto, wszystko jest w porządku, ale coś się zmieni 
V: Co takiego? 
Lek: Jest pani w ciąży, 6 tydzień 
V: Ale jak to? przecież wczoraj robiłam test i wyszedł negatywny
Lek:  To się zdarza czasem, nie każdy test jest wiarygodny. Ale tutaj ma pani USG tutajwidać wszystko dokładnie, no i badania krwi też to potwierdzają 
V: Cieszę się bardzo ale też nie dowierzam 
Lek: Proszę przyjść za miesiąc - uścisnęłam mu rękę na pożegnanie  schowałam USG do torby, Leonowi dopiero powiem w domu. 
L: I jak?
V: W porządku
L: No to dobrze, do domu?
V: Do domu
L: Co ty taka zadowolona? 
V: Poprostu cieszę się że wszystko jest dobrze 
L: Okej - po godzince byliśmy już w domu, wpadłam do niego pierwsza i usiadłam na kanapie trzymając teczkę w ręce, dam ją Leonowi żeby sobie poczytał 
V: Leon chodź tutaj, siadaj obok mnie 
L: Co to za teczka? Coś nie tak?
V: Trzymaj i sam zobacz- wziął niepewnie ode mnie i otworzył tą teczkę, po chwili poparzył się na mnie pytającym wzrokiem
L: Viola czy to znaczy?
V: Tak, będziemy mieli dziecko- Leon popłakał się ze szczęścia i mnie mocno przytulił. 
L: Który to tydzień?
V: Wyobraź sobie że 6 
L: Ale się cieszę, jestem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi teraz