środa, 4 września 2024

Rozdział 22 "Zawsze marzyłam żeby tu być"

ROK PÓŹNIEJ

Leon po wypadku nie chciał ryzykować i nie wsiadał do samolotu przez długi czas, to cud że przeżył na pokładzie było 130 osób z załogą a przeżyło tylko 8 osób, do tej pory nie wiadomo co do końca było przyczyną tego że samolot nie odleciał, krążyły plotki że pilot chciał popełnić samobójstwo ale to tylko plotki.  Oczywiście nasza córeczka jest zdrowa i za 3 miesiące kończy rok, ma na imię Tini, Leon wybrał to imię bardzo mi się podobało więc nie dyskutowałam. Ludmiła ma synka o imieniu Rugg i dziś idziemy na jego pierwsze urodziny. 
- Leon gotowy?
- Tak już idę 
- Jorge a ty?
- Musimy tam iść? 
- Jorge o co chodzi?
- No bo Mechi mnie zaczepia - zaczęłam się śmiać
- Mamo nie śmiej się
- Skarbie może ty jej się podobasz po prostu?
- A czy to dobrze?
- A co nie lubisz jej? 
- Nie no lubię ale nie wiem czy aż tak 
- Jorge ale masz dopiero 6 lat, ona jest młodsza od Ciebie ona nie rozumie co to jest kochać obcego chłopaka nie martw się 
- No tak masz rację - powiedział i poszedł ubierać buty a ja zabrałam fotelik z Tini i poszłam do auta, Leon też dołączył do nas i ruszyliśmy. Po kilkunastu minutach byliśmy na miejscu, moglibyśmy iść na nogach ale pogoda dziś jest nie pewna a nie chcemy żeby dzieciaki były chore.  Weszliśmy do środka wręczyliśmy małemu prezent i siedzieliśmy w miłym towarzystwie 
- Fran i jak twój program?
- Całkiem dobrze, ale na razie robię sobie przerwę w końcu przyszedł czas na dziecko 
- Co?
- No tak, jestem w ciąży 
- Ale super, na reszcie - powiedziałam i przytuliłam ją najwyższa pora w końcu będziemy mogły we 3 chodzić na spacery. 
 
Było już koło 22 postanowiliśmy że będziemy już wracać bo dzieciaki usypiają, znaczy Tini śpi w już w nosidełku a Jorge siedzi wtulony w Leona, podziękowaliśmy i wróciliśmy do domu, a za 2 dni ruszamy znowu pełną parą na koncerty i inne spotkania nie wiem jak to zniosę, ale Jorge idzie właśnie do zerówki a Tini zapisaliśmy do żłobka, umówiliśmy się też z rodzicami że będą nam pomagać teraz będziemy mieć napięty grafik. 
- Leon damy radę? 
- No jasne że tak razem możemy wszystko pamiętaj - powiedział i cmoknął mnie w policzek 
- Leon cały czas myślę o tym co się stało rok temu 
- Chodzi Ci o mój wypadek?
- Tak, co by było jakbyś tam zginął?
- Kochanie nie ma takiej opcji 
- Kiedy wpuścili mnie tam na to lotnisko i widziałam co się dzieje z samolotem krzyknęłam twoje imię, myślałam że nie żyjesz 
- Violu to mogę Ci powiedzieć że chyba mnie uratowałaś - zaśmiał się lekko, ja nie rozumiałam o co mu chodzi, rozmawiamy o takich rzeczach a on się śmieje 
- Leon z czego się śmiejesz?
- Nie mówiłem Ci tego ale przy uderzeniu straciłem przytomność i słyszałem jakby mnie ktoś wołał i kazał uciekać jakby nie to 
- Nie kończ proszę ważne że tu jesteś - nic już nie rozmawialiśmy na ten temat tylko poszliśmy spać. 
 
2 LATA PÓŹNIEJ 
Niesamowite jak ten czas leci, Jorge skończył 8 lat a Tini ma 3 latka, a jakby to było wczoraj jak się urodziła, ja i Leon wróciliśmy znowu do koncertowania i może to nie jest zbyt dobre dla naszych dzieci bo widują nas tylko w weekendy ale już nie długo koniec tej gonitwy. Ja i Leon też się mijamy i mamy mało czasu dla siebie można powiedzieć że to ten etap w małżeństwie kiedy już nie czujesz nawet tego samego co kiedyś. Leon właśnie dziś gra ostatni koncert i wraca do domu na kilka tygodni a przede mną jeszcze wiele koncertów i programów które mam poprowadzić, a dziś występuje w programie śniadaniowym 
- Violetta dziękujemy że zgodziłaś się przyjść i udzielić nam wywiadu 
- Nie to dla mnie zaszczyt, zawsze marzyłam żeby tu być 
- No to cieszymy się że możemy spełnić twoje jedno marzenie, a skoro już o tym rozmawiamy co jest twoim marzeniem?
- W zasadzie to chyba już nic, mam wszystko o czym marzyłam, mam cudownego męża cudowne dzieci chyba nie ma już nic takiego o czym marzę 
- To cudowne w takim razie, a powiedz jak Ci się udaje godzić to wszystko 
- No łatwo nie jest ale z pomocą rodziców dajemy radę 
- No właśnie ty podobno nie masz mamy tak? - kiedy zadała to pytanie zrobiło mi się przykro 
- Tak 
- Co się z nią stało? Jeśli można wiedzieć
- Tak, mało kto wie ale moja mama to była Marija Castillo 
- To ta piosenkarka 
- Tak, zginęła w wypadku samochodowym kiedy jechała na swój występ 
- To okropne... ile miałaś wtedy lat?
- No niestety byłam malutka miałam 5 lat nie pamiętam jej za dobrze 
- To twoja córeczka ma już 3 latka nie boisz się że może się stać to samo z tobą? - kiedy to powiedziała łzy stanęły mi w oczach, o co tu chodzi? - Wiemy że około 3 lat temu Leon Verdas czyli twój mąż ledwo uszedł z życiem w katastrofie samolotu - no nie teraz już przesadziła 
- Tak, ale żyje i ma się dobrze i nie myślę o takich rzeczach, a teraz wybaczcie ale koniec wywiadu 
- Ale jak to Violetta 
- Nie przyszłam tutaj po to żeby rozmawiać o takich rzeczach, wybaczcie - powiedziałam i wyszłam, szybko wsiadłam do samochodu i zaczęłam płakać, po chwili zadzwonił mój telefon 
~Halo?
~Matko Viola widziałam to co za chorzy ludzie 
~Tak wiem Ludmiła... nie sądziłam że są zdolni do czegoś takiego
~Przyjechać do Ciebie?
~Nie trzeba dam radę 
~Okej ale jak coś to dzwoń 
~Jasne - powiedziałam i rozłączyłam się, mam już tego pomału dość jeszcze muszę jechać na próbę a na prawdę jestem wycieńczona tym wszystkim i chyba potrzebuję pomocy psychologa... 
Dojechałam do miejsca gdzie ma się odbyć moja próba, wszyscy dziwnie na mnie patrzyli wiem że nie wyglądam korzystnie ale taka uroda... Przez te ostatnie miesiące dużo schudłam, nie śpię za dobrze ale tłumaczę to tym że nie ma ze mną Leona.
- Dobra gotowi na próbę? - zapytałam tancerzy 
- Jasne, ale czy wszystko okej? - zapytała mnie Jenny 
- Tak źle spałam, ale nie rozmawiajmy o mnie - zgodzili się i zaczęliśmy próbę.
Po około 3 godzinach zaczęłam czuć duże zmęczenie ale chciałam trenować jeszcze żeby zapomnieć o tym co się stało, w pewnym momencie upadłam 
- Violetta! - usłyszałam Jenny - Violetta co z tobą?
- Nie nic chyba źle stanęłam 
- Violetta nie wyglądasz za dobrze może wezwać pogotowie?
- Jenny nie trzeba dam radę - powiedziałam i kiedy chciałam wstać zakręciło mi się na tyle w głowie że straciłam przytomność 

JENNY 
Kiedy tylko Violetta odpłynęła zadzwoniliśmy po karetkę, widziałam że dzieje się z nią coś złego ale nie sądziłam że aż tak, pogotowie zabrało ją, zostawiła torbę ze wszystkim więc postanowiłam jej ją zawieść, kiedy ponosiłam torbę zadzwonił jej telefon, to Leon postanowiłam odebrać
~Halo?
~Halo? Kto mówi
~Jenny, tancerka Violetty 
~A tak kojarzę, dasz mi Violettę?
~Nie mogę i dobrze że pan dzwoni Violettę zabrało pogotowie 
~Co? Ale co się stało?
~Zasłabła na próbie, a ja jadę właśnie zawieść jej rzeczy do szpitala 
~Dobrze, gdzie ją zabrali?
~Do szpitala w centrum 
~Dziękuję - powiedział i rozłączył się a ja wzięłam torbę i poszłam do samochodu. 

LEON 
Kiedy dowiedziałem się co Violettą na szczęście wracałem już do domu więc wróciłem do miasta, widziałem jej wywiad rano pewnie się tym przejmowała ale żeby aż tak? 
Po kilku minutach byłem już pod szpitalem i poszedłem szukać Violetty.
- Dzień dobry czy pan jest lekarzem Violetty Verdas?
- Tak to ja, pan Verdas tak?
- Tak
- Proszę ze mną - powiedział i weszliśmy chyba do jego gabinetu, wskazał na krzesło żebym usiadł i sam zrobił to samo 
- Co z Violettą?
- Niestety nie mam dobrych wieści, pani Violetta jest w ciężkim stanie 
- Ale jak to?
- Pani Violetta ma anemię i po badaniach które zleciłem wskazują na to że może to być rak 
- Rak? Ale jak to 
- Spokojnie to nie jest ostateczna diagnoza, zajmują się nią teraz odpowiedni lekarze i niedługo wszystkiego się dowiemy. - powiedział i kazał mi poczekać na korytarzu, przecież to nie może być prawda... 
Po kilkunastu minutach wyszedł do mnie lekarz 
- Panie Leonie już wiemy co dolega pańskiej żonie 
- Słucham więc 
- Na szczęście to nie rak, to torbiel którą będziemy usuwać ponieważ jest w miejscu w którym jeśli pęknie może dojść do krwotoku 
- Ale po tym wszystko będzie dobrze?
- Tak, ale jest jeden skutek uboczny 
- Jaki?
- Pani Violetta już raczej nie będzie mogła mieć dzieci
- Ale to nie jest pewnie w 100%?
- Nie jest ale po doświadczeniu wiem że rzadko się komuś udaje 
- Dobrze rozumiem niech pan robi co należy 
- Muzę też zapytać się pana jaką pan ma grupę krwi? Czy jest ona taka sama jak pani Violetty?
- Z tego co wiem to tak 
- To dobrze, zgodzi się pan oddać trochę krwi? W tym momencie nie mamy krwi tej grupy dopiero do nas dojedzie ale z racji tego że pani Violetta ma anemię może nie być ciekawie podczas operacji a musimy operować już 
- Jasne, oddam krew - powiedziałem i poszedłem do miejsca gdzie pielęgniarki pobrały krew, cieszę się że mogę pomóc Violi w taki sposób. Kiedy zabrali ją na operację zadzwoniłem do Hermana i Angie i powiedziałem co się dzieje i poprosiłem żeby zajęli się dzieciakami do mojego powrotu. Zadzwoniłem też do Ludmiły bo wiem że będzie się martwić, przyjechała tutaj do mnie i czekaliśmy razem na wieści.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz