niedziela, 31 lipca 2016

Rozdział 91

Kiedy tylko zaczął się koncert i kiedy go zobaczyłam, moje serce znowu mocno zabiło...
Był taki piękny, nie zobaczył mnie na początku, w sumie mi ulżyło. Nie wiedziałam jak on może zareagować... I tak jak myślałam zobaczył mnie. Śpiewał swoją piosenkę i zaniemówił. Muzyka dalej leciała a Leon stał jak wryty i patrzył na mnie a ja na niego... Po chwili ocknął się i zaczął śpiewać. Skończył piosenkę i szybko pobiegł do swojej garderoby...



OCZAMI LEONA
Co ona tutaj robi?! jak tylko ją zobaczyłem nie mogłem nic powiedzieć i nic zaśpiewać... Musiałem skończyć koncert nie dam rady śpiewać gdy wiem że ona tam jest... Dalej ją bardzo kocham... Ale nie mogę do niej wrócić ... Muszę udawać że jestem z tamta dziewczyną... Nie kochałem jej.. Żadna dziewczyna nie mogła mi zastąpić Violi... tylko ona wiedziała czego mi potrzeba, bardzo mi jej brakuje... Odblokowałem telefon i popatrzyłem na moją tapet, nie zmieniłem jej od kąt wyjechałem... Bardzo ja kocham... Ale nie 
mogę wrócić... Nagle ktoś zapukał do drzwi garderoby i wszedł zamykając je na klucz. Odwróciłem się i zobaczyłem tam ją. Moją ukochana Violę. bez zastanowienia przytuliłem ją bardzo mocno. Poczułem tylko jak się we mnie wtula. 
L: Viola, co ty tu robisz? 
V: Chciałam Cię zobaczyć, tęsknię za Tobą i to bardzo. Ale wiem że tutaj masz swoje nowe życie. 
L: Wiesz ze zawsze będziesz moim całym światem tak? 
V: Pożegnajmy się chociaż tak jak powinniśmy 
L: Co masz na myśli? - Viola już nic nie powiedziała tylko zaczęła mnie namiętnie całować i powoli mnie rozbierać, więc już wiedziałem czego chce. Zacząłem i ja ją rozbierać, starałem się być delikatny ale później byłem już inny, chciałem żeby Viola zapamiętała mnie jak najlepiej. Było cudownie, brakowało mi jej tej jej delikatnego ciałka, jej uśmiechu.


OCZAMI VIOLETTY

Nie byłam pewna czy dobrze zrobiłam ale brakowało mi tego wiedziałam że już tego nie będę przeżywać... Chciałabym już tak zawsze ale Leon, ale wiem że to dla Leona duża szansa żeby rozkręcić karierę i być słanym, zasługuje na to. Po jakiejś godzinie ubraliśmy się i jeszcze rozmawialiśmy o nas... 
L: Wiesz że musimy dawać że nic się nie stało?
V: Wiem.. Chcę Cię dobrze zapamiętać
L: Lepiej nie kontaktujmy się już ze sobą, tak będzie prościej i to o wiele prościej 
V: Dobrze, może i masz racje, ale w moim sercu zawsze będzie dla Ciebie miejsce. - pocałowałam go jeszcze i opuściłam jego garderobę, postanowiłam wrócić wcześniej do domu, reszta zostaje jeszcze do końca tygodnia. Wsiadając do samolotu miałam dziwne przeczucie. Później zasnęłam i w zasadzie nic nie pamiętam.

piątek, 29 lipca 2016

Rozdział 90

*Tydzień później*
Cały tydzień był dla mnie ponury... Siedziałam sama w domu nie rozmawiając z nikim, czułam się tak jak kiedyś, zanim przyjechałam do BA. Miałam ochotę zadzwonić do Fran i wygadać się ale Fran wyleciała już do Madrytu... Chciałabym żeby było tak jak dawniej... Postanowiłam że wyjdę dziś z domu, poszłam w stronę parku i usiadłam na tej szczególnej ławce. Zaczęłam sobie przypominając wszystko. Zrozumiałam że nikogo już nie mam. Nagle dostałam wiadomość z jakimś linkiem: po odsłuchaniu tego miałam łzy w oczach... Strasznie za nim tęskniłam chciałam teraz się do niego przytulić. Postanowiłam więc zadzwonić do Ludmi.
Lu: Viola to ty wreszcie dzwonisz. Stęskniłam się za tobą.
V: Ja też. Dzwonię do ciebie z pytaniem.
Lu: Słucham cię 
V: Czy mogłabym do was dziś wpaść do was?
Lu: No jasne Viola tylko czekałam aż sie zapytasz.
V: Dziękuje Ludmi uwielbiam cie.
Rozłączyłam się i od razu poszłam w stronę domu Fede i Ludmi. Po drodze wpadłam jeszcze do cukierni po jakieś ciastka. Po 10 minutach byłam już u nich w salonie. Ludmiła wypytywała się czy u mnie się coś zmieniło. opowiedziałam jej wszystko co i jak. Pokazałam filmik który dostałam od nieznanego nadawcy. Ludmiła mnie przytuliła i zaproponowała że polecimy do Nowego Yorku. Popatrzyłam się na nią i stwierdziłam że to nie ma sensu, Leon nie chce ze mną być... Ale po godzinie przekonywania zgodziłam się, miałyśmy lecieć za dwa dni. Postanowiłyśmy również zadzwonić do wszystkich i zaproponować żeby polecieli z nami. Ku mojemu zdziwieniu wszyscy się zgodzili. Byłam zadowolona z tego powodu. Cieszyłam się że znowu zrobimy coś razem. Nie mogłam juz się doczekać aż polecimy. Zobaczę wreszcie mojego kochanego. Szkoda tylko że już z nim nie jestem, przynajmniej możemy się przyjaźnić... Będzie i brakowało jego ust i wspólnie spędzanych nocy... Ale cóż pora się oswoić z tą sytuacją...
*Dzień wylotu*
Dziś już lecimy, nie mogę się doczekać, umówiliśmy się że wszyscy spotkamy się na lotnisku w Nowym Yorku. Za parę minut miałam lądować. Nie mogłam się doczekać aż przytulę się do Leona i do reszty znajomych... Wreszcie wylądowaliśmy, bez zastanowienia kiedy tylko zobaczyłam naszych znajomych przytuliła się do nich. Gdy wyszliśmy z lotniska zobaczyłam wielki bilbord z podpisem "Nowa najgorętsza para Nowego Yorku". załamałam się... gdy tylko spojrzałam na zdjęcie...
Wiedziałam że to był zły pomysł żeby tu przylatywać. Rozpłakałam się i przytuliłam się do Fede... Wszyscy mnie pocieszali i mówili że to może być tylko tania reklama. Nie wierzyłam im... Leon zerwał ze mną bo wiedział że będę mu stałą na drodze do innych dziewczyn...Niestety musieliśmy iść na koncert Leona... Nie chciałam za bardzo go widzieć no ale cóż...Postanowiłam że jednak pójdę, przecież po to tu przyleciałam... Później chce z nim pogadać...

czwartek, 28 lipca 2016

Rozdział 89

Obudziłam się dość wcześnie. Zeszłam do kuchni, zobaczyłam na stole leżała biała różka z doczepioną karteczką, "Violuś kochanie przepraszam za wczoraj, spotkajmy sie dziś przed zajęciami na naszej ławce" Ucieszyłam się że zrozumiał że źle zrobił. Przypomniałam sobie że dziś jest ostatni dzień zajęć jutro kończymy szkołę. Będzie mi strasznie tego wszystkiego brakować. Ubrałam się zjadłam coś na szybko i poszłam do parku na tą szczególną ławkę. Leon już tam siedział, podeszłam do niego i przywitałam całusem w policzek. Nie miał zadowolonej miny...
V: Leon co się dzieje?
L: Nic takiego, poprostu wczoraj cię zaniedbałem i żałuję, ale wiesz nie widziałem się z Jackiem 10 lat.
V: Ale ja to rozumiem, i wiem że nie o to ci chodzi.. Mów co się stało.
L: Viola chodzi o to że Jack nie przyjechał mnie tu odwiedzić, jego ojciec jest producentem muzycznym w Nowym Yorku, Jack powiedział że mam z nm tam lecieć i podpisać kontrakt. A to znaczy że już tu nie wrócę.
V: I co chcesz zrobić? Polecisz tam?
L: Viola to jest dla mnie niepowtarzalna szansa. Jeśli teraz zrezygnuję to moge już nic nie osiągnąć.
V: Rozumiem, wiesz ja będę cię wspierać choćby nie wiem co. Pamiętaj o tym.
L: Violuś nie rozumiesz jednego
V: Czego?
L: Violuś to już koniec...
V: Nie rozumiem... Co ty chcesz powiedzieć?
L: Jutro po zakończeniu roku w studio wylatuje, i musze ci to teraz powiedzieć, wolę teraz niż przez telefon..
V: Więc mów wreszcie o co ci chodzi!
L: Violetta z nam koniec, tak będzie najlepiej..
V: Ale Leon przecież jesteśmy zaręczeni...
L: No juz nie.. Właśnie je zrywam.. Już nie jesteśmy razem. Do widzenia...
Co? To nie może być prawda.. On, mój ukochany właśnie zostawił mnie dla kariery... No cóż nie mam zamiaru iść dziś do studia.. Zabiorę swoje rzeczy jutro.. Nie chce tam dziś wracać, poszłam do domu zamknęłam się w pokoju i płakałam... Nie chciałam w ten sposób go tracić. nagle zadzwonił mój telefon. To była Fran. opowiedziałam jej co się stało, ona natychmiast do mnie przybiegła, cieszyłam się że mam przynajmniej ją...
*Następny dzień*
Dziś koniec studia, będę tęsknic za tym miejscem... Weszłam do środka razem z Cami i Naty, postanowiłam że poszukam  Fran. Kiedy ją znalazłam przez przypadek podsłuchałam jej rozmowę z Diego
F: Diego nie możemy jej teraz powiedzieć, Leon dopiero z nią zerwał, ona się załamie...
D: A kiedy jej chcesz to powiedzieć? Jak juz będzie po fakcie? Zadzwoni do ciebie żeby sie gdzieś z tobą spotkać a ty powiesz jej przepraszam Viola ale mieszkam teraz w Madrycie?
F: No tak Diego masz racje.. ale ja nie chce jej skrzywdzić..
V: Już to zrobiłaś, dlaczego mi nie powiedziałaś... Własna przyjaciółka mnie okłamuje..
F: Viola to nie tak proszę cię zostań
D: Fran zostaw ją... ona musi pobyć chwilę sama...
F: To wszystko moja wina...
Kiedy usłyszałam to wszystko nie mogłam w to uwierzyć... Wszyscy mnie zostawiali.. Ludmi i Fede za tydzień wyprowadzają się do swojego domu, Cami i Brodway lecą na miesiąc do rodziny Brodwaya... Fran i Diego będą mieszkać w Madrycie, Maxi i Naty jadą na wakacje, Leon wyjeżdża... Zostałam sama, jedynie został mi Alex.. Ale on pewnie będzie zajęty Gery... Więc wakacje spędze samotnie.. I resztę życia również...

niedziela, 24 lipca 2016

Rozdział 88

*Miesiąc później*
Angie pozbierała się już po stracie dziecka i wszystko jest tak jak dawniej. Cieszę sie, że mogę być z nimi. Olga przygotowała dziś pyszne śniadanie, zjedliśmy je w smiechu i poszłam do studia. Juz za niedługo koniec tego dobrego. Studio to bedzie juz przeszłość, bede za nim bardzo tęsknić. Byłam juz spóźniona więc szłam szybciej. Nagle przez przypadek w kogoś weszłam. Popatrzyłam się do góry, był to wysoki dość przystojny chłopak, uśmiechnął się do mnie a ja do niego nie wiem nawet dlaczego to zrobiłam.
V: Cześć jestem Violetta. A ty jak masz na imię?
J: Cześć ja jestem Jack, miło mi cię poznać.
V: Przepraszam że na ciebie wpadłam śpieszę się.
J: Gdzie ci tak śpieszno? Jeśli mogę wiedziec
V: Do studia, jestem mega spóźniona już, także wybacz ale muszę już lecieć.
J: Do studia? Mój kuzyn tam się uczy, czy mogę iść z toba?
V: Oczywiście
Całą drogę przegadaliśmy, dowiedziałam się że Jack trochę tańczy i gra na gitarze. Śmialiśmy się tak jakbyśmy się znali całe życie. Kiedy dotarliśmy do studia wybiegł do mnie Leon.
L: Gdzie ty byłaś? Martwiłem się
V: Spokojnie Leon poprostu zaspałam
J: Leon? Leon Verdas?
L: Tak o co chodzi? Kim ty jesteś?
J: Nie poznajesz mnie? To ja Jack, twój ulubiony kuzyn.
L: Jack? Chłopie tyle lat, zmieniłeś się. Co u ciebie?
i w tym momencie Leon zabrał Jacka i poszli a ja stałam sama, nie wierzyłam, wybrał kuzyna a mnie kompletnie olał. No ale nie widzieli się tyle lat więc wybaczam. Weszłam do środka i podeszłam do Fran.
V:Hej Fran. Jak się czujesz?
F: O hej Viola, a dobrze trochę mnie mdli ale jest okej. Jakoś przeżyje
V: No to super. Tak się cieszę, mam nadzieje że będe chrzestna.
F: no oczywiście a Leon będze chrzestnym
Uśmiechnełyśmy sie i poszłyśmy na lekcje. Cały dzień zlecial szybko i bardzo miło,  tylko że Leon cały czas był ze swoim kuzynem, nawet nie napisął mi esemesa że idzie wczośniej ze studia, czekałam na niego jak głupia godzinę. Przez resztę wieczoru siedziałam sama, tata i Angie poszli na kolacje, Olga i Ramallo też...

sobota, 23 lipca 2016

Rozdział 87

Dzisiaj impreza, nie mogę się doczekać. Angie wróciła i tak sie cieszę bo wygląda o wiele lepiej. Za chwile miał przyjść Leon i pomóc mi z jakimiś przekąskami. Ale zamiast jego przyszły dziewczyny. Po 30 minutach wszystko było gotowe, czekałyśmy tylko na gości. Po jakiejś godzinie wszyscy przyszli. Leon oczywiście przyszedł ostatni.
V: Mogę wiedzieć gdzie ty byłeś?!
L: Musiałem zawieść tatę na lotnisko.
V: Yhym... No dobra wierzę ci. Wchodź Fran chce coś powiedzieć.
Podeszliśmy i słuchaliśmy Fran.
F: Z racji tego że jesteśmy tu wszyscy che wam coś powiedzieć. Diego nawet sam nie wie więc może już powiem. Jetem w ciąży.
D: Franuś naprawdę? Jejku jak ja cie kocham!
Zdziwiło mnie to i uśmiech znikł z mojej twarzy. Leon to zobaczył i przytulił mnie na pocieszenie. Uśmiechnęłam się i pogratulowałam Fran i Diego. Potem dobrze się bawiliśmy, śpiewaliśmy, tańczyliśmy graliśmy w różne gry. Postanowiliśmy opić to że Fran jest w ciąży. Nie powiem w sumie chciałabym sama być w ciąży, ale z drugiej strony dobrze się stało. Co bym powiedziała tacie? Przestałam się martwić i bawiłam się dalej. Po dwóch godzinach wszyscy poszli spać.
*Następny dzień*
Obudziłam się z lekkim bólem głowy. Obok mnie nie było Leona, postanowiłam że go poszukam. Znalazłam go, rozmawiał przez telefon. Podsłuchałam jego rozmowę, nie wie czy dobrze ale od pewnego czasu jest trochę dziwny. Usłyszałam jak mówił o jakiejś kobiecie, martwił się o nią. Nie rozumiałam kompletnie nic. Kiedy skończył rozmowę podeszłam do niego.
V: Leon co się stało? Jesteś jakiś dziwny.
L: Violetta nic się nie stało.
V: Przecież widzę jak jesteś zdenerwowany mówisz do mnie Violetta a nie Violuś...
L: Dobrze przepraszam, chodzi o to że moja mama ma raka, dowiedziałem się jakiś tydzień temu. Mój tata do niej jeździ dlatego tak często zawożę go na lotnisko.
V: Leon czemu nie powiedziałeś mi tego odrazu?
L: Sam nie wiem... Nie chciałem cie martwić...
Po tym przytuliłam go bardzo mocno i pocałowałam w policzek, zeszliśmy na dół, śniadanie było juz gotowe. Przywitałam się z Angie i tatą po czy usiadłam do stołu. Wszystko było pyszne. Po godzinie postanowiłam z Leonem że pójdziemy do parku.

piątek, 8 lipca 2016

Rozdział 86

*Miesiąc później*
Jutro Angie wraca do domu, nie mogę się już doczekać. Prawie juz zapomniałam o tym co się stało miesiąc temu, tacie też nie powiedziałam prawdy. NIe chciałam do tego wracać. Postanowiłam że dziś spędzę cały dzień z tatą. Weszłam do jego gabinetu i kiedy mnie zobaczył to tylko się uśmiechnął.
V: Hej tato. Co ty na to żebyśmy spędzili dzień razem?
H: Co ja na to? Tylko czekałem aż to zaproponujesz. To gdzie masz ochotę pójść?
V: Poszłabym do parku na watę cukrową tak jak kiedyś, pamiętasz?
H: Jakbym mógł zapomnieć? Jesteś moją najukochańszą córeczką i nigdy nie zapomnę naszych wspólnie spędzonych chwil po śmierci mamy.
V: To miłe co mówisz. To co idziemy?
H: Oczywiście.
No i poszliśmy wreszcie do parku, zjedliśmy watę cukrową, potem poszliśmy na plac zabawa na który tata zabierał mnie jak byłam mała. Opowiedział mi też dużo śmiesznych historii. Po chwili w oddali zobaczyłam Cami i Fran, chyba się kłóciły.. Ciekawe o co znowu poszło...
CAMILLA
Szłam z Fran na zakupy i nagle zaczęła na mnie krzyczeć bez powody. Zapytałam o co chodzi to jeszcze bardziej zaczęła krzyczeć.
C: Francesca moge wiedzieć o co ci chodzi?!
F: Mi o nic nie chodzi to tobie o coś chodzi.
C: Fran ale to ty zaczęłaś krzyczeć na mnie bez powodu...
F: No bo wogóle mnie nie słuchasz! I patrzysz tylko na te wystawy w sklepach
C: Fran właśnie dlatego idzie się na zakupy, żeby oglądać wystawy..
F: Dobra może i troszeczkę przesadziłam..
C: Troszeczkę?! Fran rozdarłaś się na mnie o nic.
F: Tak.. Wiem...
C: A mogę wiedzieć czemu?
F: No bo widzisz Cami ja i Diego staraliśmy się o dziecko.. No i tak wyszło że..
C: Że co?
F: No że nam się udało. Jestem w ciąży.
C: Jejku ale super! Urządzimy wspaniałe przyjęcie na twoją cześć. A jak Diego? cieszy sie?
F: No jeszcze mu nie powiedziałam...
C: Jak to?! Fran a kiedy zamierzasz to zrobić?
F: Może na imprezie u Violi? Wtedy wszyscy będą.
C: Świetny pomysł.

wtorek, 5 lipca 2016

Rozdział 85

Obudziłam się o 7.30 trochę zaspałam ale wystarczyło mi czasu żeby się przygotować. Niestety kiedy wychodziłam z domu była 7.50 miałam tylko 10 minut żeby dotrzeć do studia. Kiedy już prawie dotarłam zaczął mnie strasznie boleć brzuch. Stanęłam na chwilę i oparłam się o coś. W oddali zobaczyłam znajomą mi sylwetkę. To Ludmiła, chciałam do niej podejść ale nie mogłam. I chyba zemdlałam...
LUDMIŁA
Idę sobie parkiem ponieważ miałam dopiero na 9.30 do studia. Nagle zobaczyłam Violettę przy schodach, opierała się o lampę i trzymała za brzuch. Postanowiłam że do niej pójdę. Nie przewidziałam tylko tego że może zemdleć... A skoro zemdlała to spadła ze schodów.
Lu: Violetta!!!
Krzyczałam ale to nic nie dawało. Zobaczyłam nagle krew, szybko zadzwoniłam po pogotowie. Przyjechali natychmiast. Zabrali ją do szpitala, ja zawiadomiłam Leona i Hermana. Leon szybko zjawił się w szpitalu, pana Hermana nie było ponieważ wyjechał na tydzień więc poprosił żebym zajęła się Violą. Zgodziłam się.
L: Ludmiła co z Violą?
Lu: Nie wiem nic, na razie lekarz ją bada.
Po jakiś 10 minutach wyszedł lekarz.
Lek.: Cóż z panią Violettą już wszystko w porządku, ale przykro mi ponieważ pani Violetta poroniła..
L: Co?!
Lek.: To co pan słyszy, pani Violetta była w 3 tygodniu ciąży. Proszę do niej iść.
VIOLETTA
 To co powiedział mi lekarz wytrąciło mnie z równowagi... Jak to byłam w ciąży? I nic nie zauważyłam ... Po chwili do sali wszedł Leon.
L: Viola jak się czujesz? Lekarz mi wszystko powiedział.
V: Leon jak to możliwe że nic nie zauważyłam?
L: Byłaś zajęta Angie.... Chciałaś z nią spędzić dużo czasu..
V: Masz racje... Ale może to lepiej że teraz nie będzie dziecka..
L: Chodzi ci o tatę?
V: Tak.. Co ja bym mu powiedziała?
L: Dobrze nie rozmawiajmy o tym. Wracajmy do domu.
V: Dobrze.
Po 20 minutach byłam w domu. NIe mogłam dalej uwierzyć w to co się stało. No ale cóż było, minęło... Leon został jeszcze ze mną dwie godziny i pojechał do domu, a ja poszłam się wykąpać i spać.

niedziela, 3 lipca 2016

Rozdział 84

*Dwa tygodnie później*
Angie wczoraj pojechała do sanatorium, całkiem dobrze zniosła stratę dziecka. Przez ten czas całkiem zapominałam o Leonie. Cały swój czas spędziłam z Angie. Nie chciałam zostawiać jej samej Leon to chyba zrozumie. Tata pozwolił mi zorganizować małą imprezę i zaprosić znajomych.
H: Violetta tylko pamiętaj bez szaleństw, mnie i Ramallo nie będzie.
V: Tato czy ja kiedykolwiek zrobiłam coś głupiego?
H: No raczej nie.
V: Więc nie musisz mnie pouczać.
Zaśmialiśmy się a ja wzięłam telefon do ręki i zadzwoniłam do wszystkich. Został tylko Leon. Postanowiłam że do niego pójdę. Byłam pod jego domem po 20 minutach. Zapukałam do drzwi, otworzył mi jego tata.
P.V: Violetta, witaj, dawno cię nie widziałem.
V: Dzień dobry, tak jakoś wyszło. Jest Leon?
P.V: Jest u siebie.
V: Dziękuje.
Poszłam w stronę pokoju Leona, zobaczyłam że śpi. Postanowiłam że go obudzę. Powoli położyłam się koło niego i szepnęłam mu do ucha
-Leoś, kotuś wstajemy.
L: Nie jeszcze 5 minut mamo.
V: Leon!
L: O Viola to ty.
V: Tylko tyle powiesz?
L: No bo jestem zaskoczony, długo się nie odzywałaś, nie odbierałaś telefonu.
V: Wiem, przepraszam. Chciałam tylko spędzić trochę czasu z Angie zanim wyjedzie.
L: Rozumiem, też bym tak zrobił.
V: Cieszę się że rozumiesz i nie jesteś na mnie zły.
L: Jakbym mógł być na ciebie zły? Na kogoś kogo tak kocham? Nie ma opcji.
Wtedy przysunął się do mnie i musnął moje usta. Uśmiechnął się i poszliśmy na spacer. Chodziliśmy po parku i rozmawialiśmy. Usiedliśmy na ławce i zaczęłam kolejną rozmowę.
V: Leon. Chcesz mieć kiedyś dzieci?
L: A skąd to pytanie? Pewnie że chce nawet zaraz.
V: Leon! Nie zaraz bo ja na razie nie chce, chce się skupić na karierze. Pzynajmniej przez parę lat.
L: Rozumiem, ale przecież mówiłaś że studio będzie twoje.
V: Tak ale dopiero kiedy urodzi się dziecko, a widzisz żeby tu jakieś było?
L: Przepraszam. Nie powinienem poruszać tego tematu...
V: NIe to ja przepraszam nie powinnam się tak unosić.
Leon się tylko uśmiechnął i wróciliśmy do domu bo robiło się trochę późno. Z tego wszystkiego odwołałam imprezę bo nie miałam na nic ochoty.

piątek, 1 lipca 2016

Rozdział 83

Kiedy trochę sie ogarnęłam weszłam do sali gdzie leżała Angie. Miała łzy w oczach, kiedy mnie zobaczyła ucieszyła sie na mój widok.
A: Viola, jesteś.
V: Jak by mnie mogło nie być?
A: I jak randka sie udała?
V: Tak było super. A powiedz jak się czujesz
A: Wiesz ciężko mi się z tym pogodzić..
V: Wiem, jeśli by mi się to przydarzyło to nie wiem co bym zrobiła. Nie wiem czy byłabym taka silna jak ty.
A: Wiesz co zdecydowałam z tatą, że pojadę do sanatorium, żeby nabrać sił i nie załamać sie.
V: Dobrze, jeśli tego chcesz to ja będe cię w tym wspierać.
A: Dziękuje, a teraz leć do Leona wiem że tam jest. Widać że bardzo cię kocha bo inaczej by go tu nie było.
V: Tak wiem Angie. Do zobaczenia w domu.
Dałam jej buziaka w policzek i wyszłam. Uśmiechnęłam sie do Leona, on mnie przytulił i powiedział że odwiezie mnie do domu. Zgodziłam się. Po 20 minutach byliśmy już pod moim domem. Zaprosiłam Leona bo nie chciałam być sama. Otworzyłam drzwi a tam co? Ubrania porozwalane po całym salonie.
V: Co jest?!
L: Viola t nie jest przypadkiem Ludmiły?
V: Tak. O boże znowu przychodzę w nie odpowiednim momencie.
Złapałam Leona za rękę i szybko pobiegliśmy do mojego pokoju po drodze zbierając ubrania. Chwilę jeszcze rozmawialiśmy o dzisiejszej sytuacji. ale Leon mnie pocieszył i Angie w sumie tez się dobrze trzyma wiec nie będę sie zamartwiać. Tylko szkoda że nie będę mieć rodzeństwa. Ale może jeszcze kiedyś spełni sie moje marzenie o byciu starszą siostrą.
L: Viola, nad czym tak myślisz?
V: Nad niczym ważnym.
L: Na pewno?
V: Tak, na pewno. To co robimy?
L: Może by tak pobawić się w Ludmiłę i Federico?
V: Leon! No coś ty. Oszalałeś?! W każdej chwili mój tata może wrócić z Angie.
L: No to może pójdziemy do mnie?
V: Leon!
L: No co?
V: Wystarczy ci może co z resztą ja nie mam ochoty.
L: Dobra to idę..
V: To idź
L: Naprawdę mam iść?
V: Przecież wiem że tego nie zrobisz.
L: Skąd ta pewność?
V: A no stąd że mnie kochasz i nie masz wcale chęci mnie zostawić i wiem że chcesz mnie zdenerwować, żebym zaczęła krzyczeć i żebyś mnie mógł pocałować.
L: Jak ty mnie znasz...
Po tym podszedł do mnie obiął mnie w tali, przysunął do siebie i złączył nasze usta w delikatnym ale bardzo namiętnym pocałunku.