czwartek, 4 sierpnia 2022

Rozdział 15

 PONIEDZIAŁEK 
VIOLETTA 
Nie mogę się doczekać aż pokażemy reszcie co robiliśmy przez cały weekend 
- Stresujesz się?
- Trochę 
- Spodoba im się zobaczysz - powiedział Leon i cmoknął mnie w policzek. Po jakiś 20 minutach już wszyscy zebrali się w sali i siedli na swoich miejscach i czekali z niecierpliwością
- A więc tak, chcemy wam pokazać nad czym pracowaliśmy cały weekend 
- No dalej bo nie możemy się doczekać - krzyknęła Cami 
- No dobra ja i moja przyjaciółka nagraliśmy piosenkę i teledysk a wy go ocenicie - widziałam miny dziewczyn jak Leon powiedział słowo przyjaciółka myślałam że padnę ze śmiechu. Ale nie trzymaliśmy ich dłużej w niepewności tylko usiedliśmy i puściliśmy teledysk. 

- Kochani to było cudowne, jak wam się udało to zrobić tak szybko?- zapytała Naty 
- Mamy swoje sposoby - zaśmiał się Leon - a teraz pora na próbę 
- Właśnie nie tym razem dzieciaki - usłyszeliśmy głos Pablo - teraz musimy nagrać klip i wysłać w pewno miejsce ponieważ zgłosiłem nas do konkursu. Tylko powiedzcie czy coś macie gotowe.
- Coś się znajdzie - powiedział Maxi
- No to w takim razie idźcie się przygotować a tutaj zaraz przyjadą ludzie z kamerami i całe jury- jak powiedział tak zrobiliśmy.  Kiedy byliśmy gotowi ruszyliśmy do tańca i śpiewania. 

Mam nadzieję że nam się uda i wygramy to, studio ostatnio przejął mój tata więc jest teraz tu codziennie ale dzięki niemu mamy teraz więcej możliwości. Jutro jest jakieś spotkanie biznesowe z jego nowym partnerem i muszę tam być z resztą tak jak i Ludmiła. Strasznie nam się nie chce tam iść ale nie mamy nic do gadania. 
- O Violetta mam pytanie - podeszła do mnie Ludmiła 
- Tak?
- Jesteś z Leonem? 
- CO? Skąd taki pomysł?
- Wiesz że możesz mi wszystko powiedzieć? 
- Wiem, ale jak przyjdzie odpowiednia pora to Ci powiem coś dobrze?
- Pewnie - uśmiechnęła się i odeszła, ja miałam coś do załatwienia więc poszłam w stronę parku, miałam wrażenie że cały czas ktoś za mną idzie, ale nie zwracałam na to uwagi przecież w parku jest dużo ludzi. Kiedy doszłam do schodów, zadzwonił do mnie telefon ale nie zdążyłam odebrać bo ktoś chyba mnie zepchnął i nic już nie pamiętałam... 

LEON 
Czekamy z próbą już tylko na Violettę ale ona nie przychodzi, zaczynam się martwić. Nawet nie odbiera telefonu a dzwoniłem już chyba z 50 razy...
- Może zaczniemy bez niej? - zapytał Broadway 
- Poczekajmy jeszcze 5 minut ona nigdy się nie spóźnia 
- Leon ma rację może coś się stało 
- Dajcie spokój - usłyszałem nagle Gery - pewnie coś ja zatrzymało i tyle nie ma co czekać - kiedy już mieliśmy zaczynać zadzwonił mój telefon 
- O Violetta dzwoni ~Halo, gdzie jesteś?
~Dzień dobry panie Leonie dzwonimy ze szpitala, widzieliśmy że pani Violetta miała dużo nieodebranych połączeń od pana 
~Jak to ze szpitala? Co się stało? 
~Pani Violetta została znaleziona nieprzytomna w parku, najprawdopodobniej spadła ze schodów 
~Zaraz będę u państwa - rozłączyłem się i zobaczyłem że każdy się na mnie dziwnie patrzy 
- Leon co się stało? - zapytał Fede
- Violetta jest w szpitalu 
- Co? 
- Jadę tam i dam wam znać jak się dowiem czegoś więcej 
- Dobrze koniecznie - nie czekając długo zabrałem torbę i ruszyłem do szpitala, co się stało... 

Na miejscu byłem po 20 minutach, znalazłem lekarza Violetty i powiadomiłem pana Hermana co się stało. Wszedłem do niej do sali i usiadłem obok jej łóżka i złapałem za rękę 
- Leon..
- Viola, skarbie co się stało?
- Nie bardzo wiem, byłam w parku szłam po schodach i ktoś chyba mnie popchnął 
- Nie daruję tej osobie jak ją znajdę, powiedziałem wściekły 
- Daj spokój wszystko jest dobrze przecież - powiedziała mi z lekkim uśmiechem na twarzy, po chwili przyszedł pan Herman i powiedział że możemy zabrać Violettę do domu tylko musi przez 3 dni odpocząć i leżeć w łóżku. 

Będąc już u Violetty zaniosłem ją do pokoju i odstawiłem na łózko 
- Przecież dała bym radę sama 
- Wiem ale lubię Cię nosić ale nie myśl sobie nie wychodzisz nigdzie 
- Leon ale przecież 
- Ciii nigdzie to nigdzie, znaczy może oprócz łazienki, masz być w domu a ja będę do Ciebie przychodził i pilnował, a teraz zadzwońmy do reszty bo na pewno się martwią - kiwnęła głową na tak i zadzwoniliśmy na videoczacie do reszty, wszystkim ulżyło jak okazało się że jest wszystko w porządku, ale chyba najbardziej cieszyłem się ja że nic nie jest mojej kruszynce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz