wtorek, 29 października 2024

Rozdział 7

Przyszłam właśnie pod dom Leona i czekałam aż mi otworzy, zrobił to całkiem szybko, ja nie mogłam na niego patrzeć było mi niedobrze i cały czas kiedy przypomniałam sobie o słowach Gery kręciło mi się w głowie. 
- Violetta wszystko w porządku?
- Tak, jak najbardziej, a u Ciebie?
- Okej? Ale czemu pytasz?
- Nie chcesz się czymś no nie wiem pochwalić?
- Nie? Niby czym? - kiedy chciałam u powiedzieć zrobiło mi się jeszcze bardziej niedobrze i prawie zwymiotowałam 
- Wybacz kiedy o tym mówię i myślę jest mi niedobrze 
- Violeta chcesz herbaty? Nie wyglądasz za dobrze 
- Tak? obchodzi Cię to? A fajnie było się wczoraj bzykać z Gery?!
- O czym ty mówisz? Skąd w ogóle taki pomysł? 
- Sama to powiedziała - kiedy mu odpowiedziałam poczułam się okropnie,poczułam nagle ogromny ból w podbrzuszu i chyba odpłynęłam
 
LEON
Kiedy Violetta przyszła zachowywała się bardzo dziwnie i jeszcze to co powiedziała jej Gery byłem w szoku że można coś takiego wymyślić, kiedy chciałem powiedzieć Violi że to ie prawda nagle zaczęła lecieć więc złapałem ją i położyłem delikatnie na kanapie i zadzwoniłem po pogotowie, szybko przyjechali i zabrali ją, a ja wsiadłem na motor i pojechałem za nimi do szpitala. 
Czekałem chyba z 2 godziny zanim ktoś do mnie wyjdzie, kiedy tylko ją przywieźli zrobił się straszny szum w szpitalu, zaczynam się o nią martwić
- Pan Leon?
- Tak to ja 
- Pan jest?
- Chłopakiem Violetty, co z nią? Skąd była ta krew?
- A więc tak z Violettą już wszystko dobrze 
-Ale co jej się stało?
- Pękła jej torbiel w podbrzuszu ale już wszystko jest dobrze możesz do niej wejść 
- Dziękuję - odpowiedziałem i wszedłem do jej sali, leżała na łóżku i jeszcze spała, usiadłem więc na fotelu obok łóżka i czekałem aż się obudzi. 

VIOLETTA 
Ocknęłam się chyba w szpitalu, kiedy już wróciła mi świadomość poczułam że ktoś trzyma mnie za rękę i chyba leży mi na nodze, podniosłam głowę i zobaczyłam Leona, uśmiechnęłam się na jego widok był tu cały czas przy mnie,ale po chwili otrząsnęłam się i obudziłam go 
- Leon, co ty tu robisz?
- A przepraszam, jak się czujesz?
- Jest okej ale co się stało?
- Pękła Ci torbiel ale już jest okej 
- Dziękuję że tu byłeś a teraz możesz już iść 
- Na pewno? Nie potrzebujesz czegoś?
- Nie, idź już do tej swojej kochanicy 
- Violetta nie zaczynaj, nie wiem dlaczego ona tak powiedziała ale to nie była prawda 
- Leon wyjdź - pokiwał tylko głową i wyszedł, nie wierze mu w to co mówi o takich rzeczach się nie kłamie.

MIESIĄC PÓŹNIEJ
Na szczęście nie musiałam robić układu z Leonem po tym jak Gregorio dowiedział się co mi się przytrafiło, ja i Leon dalej się kłócimy o wszystko, Gery oczywiście jest zadowolona, nie raz widziałam ją pod jego domem więc to wszystko było prawdą, teraz trwa próba i nic mi nie wychodzi bo muszę być w parze z Leonem 
- Violetta Leon co z wami? 
- A co ma być Fran
- Nie można z wami współpracować, co chwile się o coś kłócicie 
- Wydaje Ci się 
- Właśnie nie, zapytajcie się kogo chcecie, jesteście okropni 
- No niestety ale to prawda - odezwała się Cami a cała reszta jej przytaknęła 
- No dobra już nie będziemy, ale to wszystko jego wina 
- Słucham? To ty co chwile się mnie czepiasz że coś źle robię 
- Bo jakbyś robił dobrze to bym nic nie mówiła, a nie ty komuś innemu robisz dobrze zapomniałam 
- Przesadziłaś teraz, to ty zaczęłaś to wszystko a resztę sobie dopowiadasz!
- To ty sobie dopowiedziałeś pierwszy 
- Dobra koniec! - krzyknęła Ludmiła - obydwoje wynocha i nie wracać dopóki nie ochłoniecie, jeśli nie chcecie zepsuć występu to musicie to potraktować jako pracę. - kiedy to powiedziała przeprosiłam z resztą tak jak i Leon i wróciliśmy do próby, teraz poszło zupełnie inaczej, bardziej skupiłam się na tym co robię Leon z resztą też.  

PO PRÓBIE 
- Violetta czy ty możesz w końcu z nim szczerze pogadać?
- Niby po co?
- Bo nie da się z wami żyć 
- To z nim się nie da żyć 
- No nie mam tego dosyć, masz iść dziś do niego i z nim szczerze porozmawiać bo nie ręczę za siebie 
- Ale skąd wiesz że on będzie chciał ze mną rozmawiać 
- Federico właśnie z nim rozmawia więc nie ma cie wyjścia, albo to wyjaśnicie albo nie będziecie z nami brać udziału w konkursie 
- No żartujesz chyba 
- Nie, zrób z nim co chcesz możesz nawet się z nim bzyknąć ale dogadajcie się 
- On bzyka kogoś innego 
- Violetta 
- No dobra już, dobra pójdę do niego - powiedziałam i odeszłam, nie mam wyjścia muszę tam iść zależy mi na tym konkursie.  

Kiedy zajęcia się skończyły tak jak obiecałam poszłam do Leona, on skończył godzinę wcześniej więc już był w domu, dochodząc na miejsce zobaczyłam Gery pod jego drzwiami, ale nikt jej nie otworzył i poszła, dziwne. Podeszłam do drzwi i zadzwoniłam a po chwili drzwi otworzyły się 
- A co to swojej dziewczyny nie wpuścisz a mnie już tak?
- Błagam Cię przestań, ona tu przychodzi dzień w dzień i stoi pod tymi drzwiami mam tego dosyć 
- Ciekawe, teraz tak mówisz 
- Violetta proszę Cię daj spokój, chodź do mnie bo nie wie o której rodzice wrócą a nie chcę żeby usłyszeli nie wiadomo co 
- Okej - powiedziałam i poszliśmy do niego do pokoju, Leon zamknął drzwi i usiadł na krześle a ja na łóżku 
- Dlaczego tak bardzo mi nie wierzysz że Gery kłamie?
- O takich rzeczach się raczej nie kłamie, a poza tym opowiada jaki to jesteś boski 
- No i co to ma wspólnego?
- No chyba jakby nie wiedziała to by nie mówiła czegoś takiego - Leon popatrzył się na mnie i zaczął się śmiać - z czego się tak śmiejesz?
- Jesteś zazdrosna, ale uwierz mi mnie nic z nią nie łączy i nie łączyło to ty i Clement zaczęliście 
- Nie to nie tak, on mnie wtedy przepraszał 
- No widzisz jak to jest ty nie wierzysz mi a ja nie wierzę Tobie 
- Tak? To ciekawe po co tu w ogóle przychodziłam skoro już widzę że zaraz będzie awantura 
- No to na pewno jak zaczniesz się zaraz czepiać i wymyślać nie wiadomo co
- Ja?! No nie mam tego dosyć! Tylko ja zaczynam i tylko ja widzę problemy 
- Nie to że widzisz ty robisz problemy! 
- Że co?!
- To co słyszysz, słuchasz innych bo najbliższych masz gdzieś 
- To ty pierwszy zacząłeś kiedy mnie zostawiłeś przez jakiś filmik - i wtedy się zaczęło, krzyczeliśmy na siebie i wyciągaliśmy rzeczy które wydarzyły się już bardzo dawno temu, kłótnia wydawała się nie mieć końca, kiedy staliśmy już bardzo blisko siebie zaczęłam okładać jego tors pięściami, nie miałam już siły i się rozpłakałam w międzyczasie, Leon złapał mnie mocno za nadgarstki i kiedy podniosłam głowę skorzystał z okazji i zaczął mnie całować, potem ja zaczęłam rozpinać jego koszulę, on natomiast pozbył się ze mnie sukienki i rzucił mnie na łóżko i położył się na mnie cały czas mnie całując, nie pozostałam długo dłużna i zaczęłam rozpinać mu spodnie, po kilku minutach byliśmy całkiem nadzy i przeszliśmy do całkiem przyjemnych rzeczy. 

LUDMIŁA
Jest już całkiem późno a Violetty dalej nie ma, mam tylko nadzieję że się nie pozabijali 
- No i co nie ma jej jeszcze? - wszedł do mojego pokoju Fede
- Nie ma, zaczynam się martwić 
- A dzwoniłaś?
- Tak, żadne z nich nie odbiera 
- No to Ludmi kochanie jak myślisz co się tam teraz dzieje 
- No właśnie nie wiem
- Ludmiła 
- Fede ja wiem są dwie opcje i liczę na tą lepszą ale wole dmuchać na zimne 
- Spokojnie na pewno jest dobrze, a teraz chodź zrobię Ci masaż trochę się rozluźnisz 
- Dobrze, dziękuję Ci - Kiedy Fede robił mi masaż odpłynęłam i przestałam się przejmować Violettą w końcu są dorośli wiedzą co robią, całe szczęście że nie ma Hermana ani Angie bo jakby wiedzieli że Violetta nie wróciła do domu na noc była by akcja.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz