czwartek, 1 kwietnia 2021

Rozdział 7

LEON
Wybiegłem za Violettą, słyszałem jeszcze jej rozmowę z Fran, to niewiarygodne że jej przyjaciółka powiedziała coś takiego zamiast być przy niej po protu ją olała i jeszcze się obraziła. Wiem że nie mogę zostawić Violetty samej, szedłem za nią aż pod sam park i zobaczyłem że podeszła na most wiedziałem że to może znaczyć tylko jedno, a kiedy weszła na barierkę szybko do niej podbiegłam i szybko ściągnąłem ją z barierki
- Oszalałaś dziewczyno?!!
- Może i tak - mówiła płacząc - ale po co mam tutaj być skoro oni mnie tak upokorzyli.. Leon przepraszam że Ci nie wierzyłam..
- Uspokój się proszę, nie myśl więcej o tym o chciałaś zrobić proszę... - też zacząłem płakać i jeszcze mocnej ją w siebie wtuliłem
- Przepraszam - wyszeptała i zaczęła mocniej płakać, po chwili odsunęła się ode mnie ale dalej trzymałem ją w tali
- Chodź pójdziemy do mnie, zrobię Ci kakao
- Dobrze - lekki uśmiech zawitał na jej pięknej buźce, szliśmy w ciszy ale ja cały czas obejmowałem ją  ramieniem. Do mojego domu doszliśmy w 10 minut, na szczęście rodzice są w delegaci i mam pusty dom.
Zrobiłem Violi kakao i dodałem pianki i śmietanę, wiem że takie lubi najbardziej, zaniosłem jej to do salonu, podziękowała mi lekkim uśmiechem, ja natomiast siadłem obok niej i przytuliłem ją do siebie.
- Dlaczego to chciałaś zrobić?
- Nie widziałam sensu dalszego życia... wszyscy w studio się ze mnie śmieją, przyjaciółka się obraziła
- Ale jestem ja i nie zniósł bym tego jakbyś sobie coś zrobiła
- Przepraszam.. - pocałowałem ją w czółko i usłyszałem swój telefon, popatrzyłem na wyświetlacz, Federico
~Tak Fede?
~Leon Violetty nie ma w domu
~Wiem, jest ze mną nie martw się wszystko jest dobrze
~Całe szczęście tak się martwiłem
~Nie będzie nas parę dni, także nie musisz się martwić na zapas
~Dobrze, pilnuj jej jak oka w głowie
~Tak jest - rozłączyłem się i zobaczyłem pytający wzrok Violetty na sobie
- Co?
- Nie będzie nas kilka dni?
- No tak, zabieram Cię gdzieś, żebyś przestała się martwić
- Ale
- Nie ma żadnej odmowy, zaraz jedziemy po parę twoich rzeczy i znikamy na parę dni
- No dobrze. 

VIOLETTA 
Jesteśmy w drodze w jakieś miejsce w które Leon mnie zabiera, cieszę się że od tego odpocznę.. Ciekawi mnie jak Diego się dowiedział o tym i skąd miał ten filmik i dlaczego to wszystko zrobił... Myśląc o tym zaczęłam znowu płakać. 
- Violetta co się dziej? - zapytał zatroskany Leon 
- Jakbyś nie wiedział, najpierw Diego, potem Fran.. Leon dlaczego Ci nie uwierzyłam... Chciałeś mnie chronić żeby się coś takiego nie wydarzyło i jakbym Cię posłuchała nigdy by do tego nie doszło i nie czuła bym się tak jak teraz, a co ważniejsze nie straciła bym przyjaciółki 
- Violuś, wszystko się ułoży pomiędzy Tobą a Fran zobaczysz. 
- Oby... - dalej już jechaliśmy w ciszy. W zasadzie nie wiem na czym stoję, Leon to tylko mój przyjaciel nie było powiedziane że on chce być moim chłopakiem... Może niedługo się dowiem kim on chce dla mnie być. 
 
Po 2 godzinach jazdy w końcu gdzieś dojechaliśmy, był to całkiem spory domek praktycznie w lesie, totalna głusza.
- Jak tu pięknie 
- Prawda? 
- Gdzie jesteśmy? 
- W domu wakacyjnym moich rodziców - popatrzyłam na niego i uśmiechnęłam się i dalej podziwiałam ten piękny dom. Wysiadłam z samochodu i poszłam przed siebie, widziałam całą panoramę jakiegoś miasta, był już wieczór więc wszystko było pięknie oświetlone, poszłam dalej i zobaczyłam przepiękny taras z basenem. 
- Leon tutaj jest cudownie 
- Wiem, dlatego Cię tutaj zabrałem. Wiem że tutaj możemy być sobą 
- To znaczy?
- Violetta nie chcę się ukrywać, chcę być z Tobą szczęśliwy i nie bać się o nic.
- Czy ty prosisz mnie żebym została twoją dziewczyną?
- A jeśli tak to się zgodzisz? - popatrzyłam na niego i nie zastanawiając się zbyt długo rzuciłam mu się na szyję i zaczęłam całować 
- Taka odpowiedź może być? - uśmiechnęłam się do niego, a on odwzajemnił uśmiech i podniósł mnie i okręcił wokół własnej osi, kocham go i teraz wiem że będę szczęśliwa choćby nie wiem co. 
 
2 DNI PÓŹNIEJ
FRANCESCA 
Nie wierzę w to co zrobiła Violetta i jeszcze perfidnie nie przychodzi do studia i co najlepsze Leona też nie ma. 
- Fran nie uważasz że przesadziłaś? - zapytała mnie nagle Cami 
- Nie, ja chciałam być uczciwa, a co ona robiła?
- Ale przecież całowałaś się z Diego 
- No i co? ona robiła coś gorszego
- Francesca - o nie jak ona do mnie tak mówi to będzie przemowa - Czy ty na prawdę jesteś ślepa? Diego ją zranił i miał taki plan od dawna, chciał się czegoś dowiedzieć i wykorzystał Violetę żeby zdobyć to co chce. 
- Skąd wiesz? 
- Federico mi powiedział i wiem też co Violetta chciała zrobić
- Niby co? 
- Leon ściągał ją z mostu bo chciała skoczyć 
- Teraz chce zrobić z siebie ofiarę
- Fran jak możesz?! Zastanów się co jest ważniejsze - powiedziała już zła i odeszła, może i ma rację co nie znaczy że Violetta dobrze zrobiła, ale może jednak przesadziłam... 

MAXI 
- Naty, możesz mi powiedzieć co się dzieję? Martwię się 
- No dobrze w końcu i tak się dowiesz, ale proszę nie mów nikomu że wiesz to ode mnie 
- No dobrze, ale powiedz o co chodzi 
- Diego nie wymyślił tego sam... to był plan Ludmiły.. 
- Słucham?
- Ja wiem że mnie znienawidzisz ale próbowałam to odkręcić ale nie chcieli mnie słuchać..
- Naty, co ty mówisz? 
- Rozumiem jak nie będziesz chciał mnie już znać... - nie mogłem dalej tego słuchać tylko pocałowałem ją, nic nie zmieni mojego uczucia do niej, przecież to nie jej wina że Ludmiła taka jest 
- Naty nie mów takich głupot, ja wiem że Ludmiła to twoja przyjaciółka ale mogłaś powiedzieć wcześniej prawdę 
- Wiem przepraszam 
- Chodź się przytul. - wtuliła się we mnie, a ja postanowiłem powiedzieć wszystkim czego się dowiedziałem. Zadzwoniłem zaraz do Leona. 
~Tak Maxi?
~Nie uwierzysz czego się dowiedziałem 
~Więc zamieniam się w słuch 
~Diego i Ludmiła zaplanowali to razem ale głownie Ludmiła, to ona chciała pozbyć się Violetty
~Pięknie, mogłem się tego domyślić... Dzięki za telefon - rozłączył się a ja powiedziałem reszcie o wszystkim, widziałem jak Fede się załamuje i wychodzi.

FEDERICO
Nie mogłem w to uwierzyć że wszystkim kierowała Ludmiła... przysięgała że nic nie robi złego...Zobaczyłem ją w parku na ławce i postanowiłem podejść 
- Jak mogłaś?
- Ale co?
- Wiem wszystko, wiem o Diego i o tym co wymyśliłaś 
- Ale 
- Nie nic nie mów, to co mogło być pomiędzy nam jest skończone, jesteś podła i zaraz zostaniesz sama i nie będziesz miała nikogo. Mnie już straciłaś. - rzuciłem ozięble i odszedłem od niej, widziałem że ma łzy w oczach ale to już nic nie zmieni, nie mogę być z kimś kto tak krzywdzi ludzi. Postanowiłem więc że po zakończeniu roku wrócę do Madrytu i spróbuję o niej zapomnieć...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz